MOTTO:


Paweł Antoni Baranowski - BLOG
Witam Cię mój szanowny czytelniku i szanowna czytelniczko. Dziękuję Ci za zainteresowanie. Na wstępie jednak wyjaśnijmy to sobie: celem pisania mojego blogu jest - wyrazić to, co ja chcę przekazać i to wyłącznie w taki sposób - w jaki ja chcę to zrobić. To nadaje sens publikowaniu indywidualnych blogów. Mój blog jest dla odwiedzających jak biblioteka publiczna: czytać książki można, jeśli ktoś lubi i chce, ale pisać w tych książkach - nie należy. Nie jestem informatorem moich czytelników a mój blog nie jest czasopismem.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyzysk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyzysk. Pokaż wszystkie posty

15/02/2014

Młodzi Polacy nie znają normalności np. w sprawach pracy.

Od dawna zadziwia mnie zachowanie ludzi młodych w związku z sytuacją na – tak teraz zwanym „rynku pracy”, czyli – w związku z zatrudnieniem.
Całkiem też niedawno dopiero dotarło do mojej świadomości, że oto mamy nowe pokolenie urodzone już po umownej dacie 1989 roku, poszukujące dziś zatrudnienia; pokolenie ludzi już dorosłych, którzy nigdy nie widzieli i nie odczuwali normalności w sprawach pracy zarobkowej.
A cóż to jest normalność…

Zdaję sobie sprawę że wchodzimy tu w obszary dziś dyskusyjne, bynajmniej nie tak oczywiste. Mało tego; rozumiem, że czasy i realia w sposób naturalny zmieniają się i muszą się zmieniać, dlatego nie odnoszę tego sformułowania do jakichś dawnych szczegółów a raczej do ogólnych zasad które uważam za uniwersalne i w tym znaczeniu ponadczasowe, niezależne od upływu czasu.
Ludzie ci – od kiedy stali się świadomi, zwłaszcza od kiedy w ich świadomości pojawiła się informacja, iż rodzice czy opiekunowie tylko czasowo zapewniają im utrzymanie i przyjdzie taki moment, gdy trzeba będzie stać się samodzielnym finansowo, do czego potrzebna jest zazwyczaj jakaś własna praca zarobkowa – widzieli tylko to co widzimy teraz; sferę zatrudnienia zdominowaną niepodzielnie przez pracodawców ustalających zasady i łamiących bezkarnie obowiązujące prawa; zamiast rzeczywistego rynku pracy – swoisty targ „niewolników” bez prawa głosu i alternatywy; totalne bezprawie z pełnym błogosławieństwem władzy, nastawionej na służenie wyłącznie przedsiębiorcom w jakimś szalonym syndykacie biznesowo-politycznym pod parasolem ochronnym Platformy Obywatelskiej; ogromną jak na warunki lokalne sferę gospodarki nielegalnej, nieujawnionej, uchylającej się od wszelkich obowiązków finansowych wobec państwa i wobec ludzi zatrudnianych – i to wyłącznie w imię maksymalizacji własnego zysku oszusta udającego w ten sposób przedsiębiorcę.

To jednak szokujące spostrzeżenie, że wszystko to co dla osób starszych jest ewidentnym i oczywistym złamaniem prawa, wypaczeniem, antyspołecznym egoizmem, oczywistą nienormalnością – dla wspomnianych osób młodych jest jedynym światem im znanym. Jedynym i z tego powodu – normalnym, choć dość trudnym, mało przyjaznym. By rozpoznać nienormalność trzeba przecież mieć świadomość jakiejś alternatywy; tak jak zło jest definiowalne jedynie jako przeciwieństwo dobra i odwrotnie, tak i nienormalność jest możliwa do zrozumienia gdy istnieje wiedza o normalności. Co więcej – być może to właśnie jest prawdziwym i tak skrzętnie ukrywanym przez pracodawców powodem gremialnego odmawiania zatrudnienia ludziom starszym, z grupy wiekowej określanej jako „50+”; pracodawcy zgodnie i od początku odmawiają podania przyczyny „niezatrudniania z zasady” ludzi starszych a powodem być może jest właśnie to, że ci starsi znają i pamiętają normalność w zatrudnieniu, dlatego wpędzają współczesnych wyzyskiwaczy w poczucie niepewności i winy; dużo łatwiej jest przecież cynicznie oszukiwać i wykorzystywać tego, kto sobie ze swojej straty nie zdaje sprawy, bo „od zawsze” tak samo był traktowany…

Skoro ludziom młodym brak wiedzy o istocie tego wypaczenia – jedyną dla nich alternatywą staje się ucieczka choćby do nieco lepszego świata, czyli emigracja zarobkowa lub nawet wynarodowienie. By z wypaczeniem walczyć, trzeba sobie z niego zdać sprawę a to oznacza widzenie alternatywy, co jest przeciwstawne rezygnacji, ucieczce, emigracji.
Może to właśnie jest kluczem do dzisiejszego milczenia ludzi młodych, braku ich sprzeciwu; powodem zadziwiającej wstrzemięźliwości i ugodowości ludzi młodych wobec tego stanu i postępującego bezprawia w sprawach zatrudnienia.
Pisałem o tym już niejednokrotnie, np. w felietonie pt. Dlaczego baran nie beczy…?

A przecież przyczyna jest tu dość banalna i możliwa do usunięcia; trzeba tylko odsunąć od władzy tę opcję polityczną i odrzucić jej ideologię, choćby w najbliższych wyborach parlamentarnych.  
Jednak ludziom młodym wtłoczono też do głów absolutnie błędne przekonanie, że współczesne rządy nie są już polityczne, ideologiczne; że wszelka ideologia polityczna skończyła się na upadku PZPR i „wyprowadzeniu sztandaru” a dziś działaniami rządu kieruje już nauka, wiedza, bezwzględne zasady ekonomii, które nie podlegają polityce i muszą być takie jakie muszą być… nawet wręcz; że to rząd podporządkowuje się dziś zasadom naukowym a nie wstępnym założeniom ideologicznym.

To oczywista bzdura gdyż ekonomia jest za natury nauką polityczną a więc założenia pewnej ideologii zawsze są u podstaw stosowanych rozwiązań ekonomicznych, z całym szacunkiem dla ich naukowych zasad i wartości. Inaczej – ekonomia daje naukowe narzędzia do zrobienia prawie wszystkiego co się chce, do tego lub owego a to co będzie wybrane do wykonania, do czego owe narzędzia zostaną użyte – zależy od politycznego założenia wstępnego czyli od ideologii danej władzy. Oczywiście w ramach jakiejś poprawności naukowej eksperymentalnie czy historycznie potwierdzonej.

I my, osoby starsze doskonale to rozumiemy; my wiemy że Polska nie musi być taka jak teraz, że może być inna; wcale nie ułomna, nie gorsza a po prostu inna, na przykład – bardziej ludzka, bardziej sprawiedliwa, praworządna i pozwalająca żyć w niej każdemu na miarę jego możliwości fizycznych czy intelektualnych. Zależy to tylko od działających tu sił politycznych czyli od ludzi aktywnych, posiadających wiedzę i motywację a ostatecznie realizuje się – w wyborach parlamentarnych.
Polska polityka – ograniczona przez wspomniane wyżej bariery swoistego „totalitaryzmu” PO udającego prawa ekonomii – jest jednak zredukowana do pewnej stałej grupy, od lat nie zmieniającej się (jeśli nie liczyć prorokowanego przez ministra Sikorskiego „dorżnięcia watahy”).

Z tego celowego ideologicznego zacieśnienia horyzontów wywodzi się i znana „wojna polsko – polska” i promocja „mowy nienawiści” zapoczątkowana przez PO w czasach PIS-PO w obronie nienaruszalności „tajemnicy” swojej ideologii a nawet faktu jej istnienia, i zabetonowanie sceny politycznej w absurdalnej wojence między PO a PIS, wojence na słowa, na prowokacje, na wybryki ludzi – a nie na programy polityczne i pomysły ekonomiczne; skoro ideologia PO jest nienaruszalna i utajniona – politycy mogą się tylko walić po ryjach, kopać po kostkach, obrażać i przepraszać – bo tylko to nie narusza „generalnej linii partii” – PO, która zastąpiła w tym totalitarnym „klinczu” dawną PZPR.

Sytuacja na „rynku pracy” może się zmienić, gdy tylko zmieni się ideologia władzy, ale PO nie jest w stanie zmienić swojej ideologii no i wcale tego nie chce, dlatego młodzi ludzie, w tym te tysiące młodych bezrobotnych politologów muszą przedstawić jakąś alternatywę dla ideologii PO, w ramach PO albo poza nią. W innym wypadku – będzie po prostu kontynuacja; emigracja, degradacja, dalsza segregacja na „elitę” i „śmieci”…

O wspomnianej „normalności w zatrudnieniu” napiszę oddzielnie, gdyż jest to obszerny temat.
Skłania mnie do tego przegląd nieporadnych pytań i haseł wpisywanych przez ludzi w okienko wyszukiwarki Google, świadczących o całkowitym ich zagubieniu w obecnej rzeczywistości pracy; powodem jest tu oczywiście wspomniany właśnie brak wiedzy o normalności, generalne niezrozumienie wynikające z powszechnej dziś rozbieżności pomiędzy prawem a rzeczywistością.

30/12/2013

Co mówi Papież Franciszek – o pracy i bezrobociu.

Papież Franciszek dobrze zna rzeczywiste znaczenie pojęcia „bezrobocie”; jego wypowiedzi są więc autorytatywne nie z powodu funkcji jaką pełni w kościele rzymsko-katolickim a z powodu osobistego doświadczenia i rozeznania.
Z pewnością też nie wypowiadał żadnych idiotyzmów na temat rzekomego „dobrowolnego bezrobocia”, podobnie jak i nic na ten temat nie pisał w swoich listach apostolskich Apostoł Jezusa – Paweł. Określenie to jest czyimś prywatnym wymysłem, durną zbitką słów pozostających w całkowitej sprzeczności; jeśli już „bezrobocie” to z samego znaczenia tego słowa – nie dobrowolne!
Zamiast więc zastanawiać się nad takim idiotyzmem i doszukiwać się w nim znaczenia którego tam nie ma, przytoczmy kilka – przypadkowych, oderwanych od towarzyszącym im okoliczności wypowiedzi Papieża na temat pracy, bezrobocia i godności ludzkiej. 

Na marginesie dodam, że w pełni zgadzam się z nimi. Jeśli miałbym mieć jakiekolwiek zastrzeżenia, to jedynie takie, iż słowa te są zbyt słabe i zbyt ciche.

Ale przecież nie tylko Papież; za jego przykładem w kościele krzyczeć powinni codziennie wszyscy księża, biskupi i kardynałowie; krzyczeć o krzywdzie, o wyzysku, o upodleniu, o nieludzkim państwie i nieludzkiej władzy pozbawiającej ludzi nie tylko życia, ale i godności.
Dlaczego tego nie robią…?

Papież mówi:

… „Dzisiaj musimy powiedzieć „nie” dla ekonomii wykluczenia i nierówności społecznej! Ta ekonomia zabija! Nie może tak być, że nie staje się wiadomością dnia fakt, iż z wyziębienia umiera człowiek zmuszony, by żyć na ulicy, natomiast staje się nią spadek na giełdzie o dwa punkty. To jest wykluczenie. Nie można dłużej tolerować faktu, że wyrzuca się masowo żywność, podczas gdy są ludzie cierpiący głód. To jest nierówność społeczna. Dzisiaj wszystko poddane jest prawom rywalizacji i prawu silniejszego, gdzie możny pożera słabszego. W następstwie tej sytuacji wielkie masy ludności są wykluczone i marginalizowane: bez pracy, bez perspektyw, bez dróg wyjścia. Samego człowieka uważa się za dobro konsumpcyjne, które można użyć, a potem wyrzucić. Daliśmy początek kulturze odrzucenia, którą wręcz się promuje. Nie chodzi już tylko o zjawisko wyzysku i ucisku, ale o coś nowego: przez wykluczenie zraniona jest w samej swej istocie przynależność do społeczeństwa, w którym człowiek żyje, ponieważ nie jesteśmy w nim nawet na samym dole, na peryferiach czy pozbawieni władzy, ale poza nim. Wykluczeni nie są wyzyskiwani, ale są odrzuceni, są „niepotrzebnymi resztkami”.
… „Nie można określić jako sprawiedliwe takie społeczeństwo, które nie daje wszystkim pracy lub wyzyskuje pracujących”.
… „Wszystkich, którzy odpowiadają za politykę proszę, aby nie zapominali o dwóch rzeczach: godności ludzkiej i dobru wspólnym”.
… „Praca daje nam godność! Ten, kto pracuje, ma szczególną godność, godność osoby: mężczyzna i kobieta pracujący są ludźmi posiadającymi godność. Natomiast ci, którzy nie pracują, pozbawiani są tej godności. Jest jednak tak wiele osób, które chcą pracować, a nie mogą! Obciąża to nasze sumienie, bo kiedy społeczeństwo jest zorganizowane w taki sposób, że nie każdy ma możliwość pracy, żeby być namaszczonymi godnością pracy, to takie społeczeństwo nie funkcjonuje dobrze: nie jest sprawiedliwe! Sprzeciwia się samemu Bogu, który chciał, aby nasza godność od tego się zaczynała”.
… „Jeśli nie płaci się tego, co się należy, jeśli nie daje się pracy, bo patrzy się jedynie na zyski przedsiębiorstwa, na to ile można samemu skorzystać – to działania przeciw Bogu! Ileż razy czytaliśmy o tym na łamach „L’Osservatore Romano” …. Tytuł, który zrobił na mnie wielkie wrażenie w dniu tragedii w Bangladeszu, «Przeżyć za 38 euro miesięcznie» – taka była płaca ludzi, którzy zginęli w owej fabryce. To się nazywa „praca niewolnicza”. Jest dziś w świecie owo niewolnictwo, które czyni się z tego, co jest najpiękniejszym darem Boga dla człowieka: zdolności do tworzenia, do pracy, do kreowania w ten sposób swojej godności. Jak wielu braci i sióstr na całym świecie jest w tej sytuacji, z powodu takich postaw gospodarczych, społecznych, politycznych … „. 
… „Przypomina to nam o godności i znaczeniu pracy. Księga Rodzaju mówi, że Bóg stworzył mężczyznę i kobietę powierzając im zadanie napełnienia ziemi i czynienia jej sobie poddaną. Nie oznacza to jej rabunkowej eksploatacji, ale pielęgnowanie i strzeżenie jej, dbanie o nią swoją własną pracą (por. Rdz 1, 28; 2, 15). Praca jest częścią planu miłości Boga. Jesteśmy powołani do pielęgnowania i strzeżenia wszystkich dóbr stworzenia i w ten sposób uczestniczymy w dziele stworzenia! Praca jest kluczowym elementem godności osoby. By posłużyć się obrazem, praca „namaszcza” nas godnością, napełnia nas godnością; czyni nas podobnymi do Boga, który pracował i pracuje, nieustannie działa (por. J 5,17). Pozwala ona utrzymać siebie, swoją rodzinę, przyczynić się do rozwoju naszej ojczyzny. W tym momencie myślę o trudnościach, na jakie napotyka dziś w różnych krajach świat pracy i przedsiębiorczości. Myślę o ludziach nie tylko młodych, pozbawionych pracy, bardzo często z powodu pewnej ekonomiczno-materialistycznej koncepcji społeczeństwa, dążącej do egoistycznego zysku, poza kryteriami sprawiedliwości społecznej. Pragnę skierować do wszystkich apel o solidarność, a do osób odpowiedzialnych za sprawy publiczne zachętę, by podjęli wszelkie możliwe wysiłki na rzecz pobudzenia na nowo zatrudnienia. Oznacza to troskę o godność osoby. Nade wszystko jednak chciałbym powiedzieć, by nie tracić nadziei. Także św. Józef miał trudne chwile, ale nigdy nie stracił ufności i umiał je przezwyciężyć, będąc pewnym, że Bóg nas nie opuszcza. Chciałbym się też zwrócić szczególnie do was, dzieci i młodzieży: przykładajcie się do waszych codziennych obowiązków, do nauki, pracy, relacji przyjaźni, do pomocy innym ludziom. Wasza przyszłość zależy również od tego, jak potraficie przeżyć te cenne lata życia. Nie lękajcie się wysiłku, poświęcenia i nie patrzcie z lękiem w przyszłość. Podtrzymujcie żywą nadzieję: zawsze jest światło na horyzoncie.
Jeszcze jedno słowo o innej szczególnej sytuacji pracy, która budzi mój niepokój: chodzi mi o to, co możemy określić jako „pracę niewolniczą”, pracę zniewalającą. Jak wiele osób na całym świecie jest ofiarami tego typu zniewolenia, gdzie osoba służy pracy, podczas gdy to praca powinna służyć osobom, aby miały godność. Wzywam braci i siostry w wierze i wszystkich ludzi dobrej woli do podjęcia zdecydowanej działań wymierzonych w handel ludźmi, w czym też mieści się „praca 

niewolnicza”. 
… „Praca to godność, to chleb i miłowanie innych. Tam, gdzie nie ma pracy, brakuje godności”. Zaznaczył, że jest to problem nie tylko Sardynii, choć tu jest on szczególnie silny, i nie tylko Włoch czy niektórych krajów Europy, ale jest następstwem wyboru światowego, systemu gospodarczego, który prowadzi do tej tragedii, systemu, którego ośrodkiem jest bożyszcze, zwane pieniądzem. Bóg chciał, aby w centrum świata był nie jakiś idol, ale mężczyzna i kobieta, aby swoją pracą posuwali naprzód świat. Teraz jednak pośrodku tego systemu bez etyki stoi bożek i świat stał się bałwochwalczy, sławiący tego bożka – pieniądz!” 
… „My musimy mówić: chcemy systemu słusznego, który sprawi, że wszyscy będziemy kroczyć naprzód. Nie chcemy tego zglobalizowanego systemu gospodarczego, który wyrządza tak wiele zła. (…) Dlatego też różne podmioty polityczne, społeczne i gospodarcze są powołane do promowania innego podejścia, opartego na sprawiedliwości i solidarności. Słowom tym grozi dziś wykluczenie ze słownika. «Solidarność» wydaje się niemal słowem brzydkim! Nie! Solidarność jest ważna, ale ten system nie chce za bardzo dobra, woli je wykluczyć. Tę ludzką solidarność gwarantującą wszystkim godną możliwość pracy. Praca jest dobrem wszystkich, dobrem, które powinno być dostępne dla wszystkich!” 
… Papież zacytował średniowiecznego rabina, który swojej żydowskiej wspólnocie opowiadał historię budowy Wieży Babel. „Kiedy cegła, przez pomyłkę, upadła, był straszliwy problem wręcz skandal: „Popatrz, co zrobiłeś!”. Ale jeśli jeden z tych, którzy wznosili wieżę spadł: mówiono „Wieczny odpoczynek…”, i nie troszczono się o człowieka. Ważniejsza była cegła od osoby. Mówił o tym ów średniowieczny rabin i to także dzieje się teraz! Ludzie są mniej ważni niż rzeczy, które dają zysk tym, którzy mają władzę polityczną, społeczną, gospodarczą. W jakim punkcie jesteśmy? Doszliśmy do tego, że nie zdajemy sobie sprawy z tej godność osoby i tej godności pracy. Ale dzisiaj postać św. Józefa, Jezusa, Boga pracującego – będącego naszym wzorem – uczą nas drogi ku godności”.
… Ojciec Święty zaznaczył, że warto dziś posłuchać na nowo głosu Boga skierowanego do Kaina, po zabiciu Abla: „Gdzie jest brat twój”. Zauważył, że dzisiaj natomiast słyszymy głos Boga: „Gdzie jest twój brat, który nie ma pracy!? Gdzie jest twój brat, który zmuszony jest do pracy niewolniczej!?”.

Źródło cytatów:
http://www.niedziela.pl/artykul/9175/Papiez-Franciszek-o-pracy-bezrobociu-i


27/06/2013

Oj, nie tak – Panowie, nie tak…!

Obudziłem się z uczuciem przerażenia, że znów jest stan wojenny… a to po usłyszeniu przez radio wypowiedzi Donalda Tuska na temat zakończenia udziału głównych central związkowych w farsie zwanej Komisją Trójstronną.
Te same słowa, ten sam ton, to samo bezczelne odwracanie kota ogonem, cyniczne udawanie niezrozumienia intencji, złośliwość interpretacji, pokrętność i cynizm… jakbym nagle usłyszał J. Urbana albo samego M. F. Rakowskiego, wypowiadającego się wówczas o przerwaniu jakichś rozmów przez strajkujących pracowników.
Kto by pomyślał, że historia zatoczy tak szybkie koło i ci co wówczas byli podobno po stronie protestujących, strajkujących czyli jak się okazało – po stronie słusznej, tej która wywalczyła Polsce wolność – teraz jak Tusk zaczną prawie dokładnie naśladować totalitarnych mistrzów krętactwa i obłudy, próbujących wtedy mieszać ludziom w głowach i wciskać im w uszy kit komuszy, aż do samego niechlubnego końca…
Zresztą; proszę Państwa: jeśli sami tego nie pamiętacie, to proszę odszukać stare gazety z czasu strajków, np. gdy Solidarność została sprowokowana do zerwania rozmów z władzą – wtedy gdy milicja „obywatelska” pobiła Rulewskiego, albo z innego dnia – gdy się wypowiadał Urban, Rakowski czy Kania; przecież to dokładnie to samo, co wspomniana wypowiedź Tuska…
Rechot historii… ?

Przepraszam zresztą, że w tytule zacytowałem lidera „Elektrycznych Gitar” Kubę Sienkiewicza, czyli jak by nie było – jednak zawodowego psychiatrę. Ma to też i szczególne znaczenie, jako pretekst do innego cytatu – o czym na końcu.

Problem dotyczący Komisji Trójstronnej rysował się już od dawna, zauważałem to i dawałem temu wyraz we wcześniejszych moich felietonach. Wynikał on z samej konstrukcji tego ciała, z przyjętej konwencji „konsultacji” powodującej pozorność dialogu tam prowadzonego, oraz z całej postawy reprezentacji Rządu. Sens takiego ciała był w tym, by przeciwstawne argumenty zdecydowanie różniących się stron – pracowniczej (reprezentowanej przez Związki) i pracodawców – były artykułowane wobec strony trzeciej, rządowej i dzięki temu podejmowane decyzje mogły być efektem rozeznania różnić, poznania równoprawnie traktowanych poglądów czy interesów oraz na koniec – wzajemnych kompromisów. Strona rządowa jako realizująca władzę miałaby możność poznać argumenty i kontrargumenty obu stron, choćby przykładowo w sprawie nowelizacji „Ustawy o promocji zatrudnienia” co do wprowadzenia elastycznego czasu pracy oraz rocznego okresu rozliczeniowego czasu pracy. Z tych dyskusji na dodatek powinny być sporządzane szczegółowe relacje, materiały upowszechniane – nakierowane na uświadomienie społeczeństwu „o co chodzi”, to znaczy – na czym polega pomysł i z czego wywodzą się obiekcje jego dotyczące.
Byłoby tak, gdyby władza była rzeczywistą władzą demokratyczną; niestety – nie jest.
A więc i nie chciała w tych dyskusjach czerpać z argumentacji obu stron, by uwzględniać słusznie podnoszone zastrzeżenia czy uwagi i wybierać obiektywnie najlepsze rozwiązanie. A na tym przecież polegają konsultacje i na tym polega demokracja.
Tymczasem jak widać władza wywodząca się z PO nie jest demokratyczna; jest autorytarna a być może nawet wręcz totalitarna. Realizuje swoją ideologię polityczną nie oglądając się na nic i na nikogo. Władza sama najlepiej wie co jest „dla społeczeństwa” najlepsze i to dokładnie ma zamiar zrobić i robi. Konsultacje są dla tej władzy jedynie pozorem –wymuszonym przez naciski opinii publicznej. Ta Komisja Trójstronna miała za zadanie stworzyć jedynie pozory dyskusji, pozory demokracji i pozory spełniania demokratycznych standardów UE.
Władza czyli w tym przypadku Rząd – zasiadając na posiedzeniach KT nie był nastawiony na obiektywizm a był i jest zdecydowanym stronnikiem jednej ze stron: pracodawców. Wynika to zresztą z podstaw konstrukcji tej władzy: to władza biznesu – działająca na rzecz biznesu, rząd stworzony przez przedsiębiorców po to, by działał na rzecz interesu przedsiębiorców.

Stwierdziłem kiedyś i powtórzę: moim zdaniem to zamach na państwo!
Interesem przedsiębiorców nie jest dobro społeczeństwa jako całości, równomierny jego rozwój z uwzględnieniem tych najsłabszych a jedynie – nachapać się, zarobić, zrobić interes życia – szybko się maksymalnie wzbogacić i być gotowym do szybkiej „ewakuacji” – gdy ludzie już się obudzą z niewolniczego letargu. Śmiało można by to nazwać przenośnie „DYKTATURĄ BIZNESU” – przez analogię do dawnej idei komunistycznej – „dyktatury proletariatu”. Jest już dziś mało ważne, czy było to planem PO i samego Tuska od jej powstania z dawnego KLD, czy Donald Tusk stał się dopiero później zakładnikiem biznesu, zakładnikiem rozbudowanej do granic możliwości biurokracji, zakładnikiem służb mundurowych i bezmundurowych, zakładnikiem poparcia hierarchii kościelnej dbającej o swoje, zakładnikiem koalicjanta – dokładniej zakładnikiem głosów poparcia od wszystkich tych, którym w dzisiejszej Polsce jest stosunkowo dobrze.

Jak wyglądały dyskusje w KT można się zorientować choćby po relacji, jaką wówczas sam Minister Pracy zawarł w swoim blogu na stronie Kancelarii Premiera.
Wpis dotyczył „dialogu” i „konsultacji” w sprawie zmian w prawie pracy; elastycznego czasu pracy i wydłużenia okresu rozliczeniowego.
Minister Kosiniak Kamysz pisze tam:

„… Żałuję, że tym razem nie mamy pełnego poparcia związkowców z „Solidarności”. Zwłaszcza, że w projekcie ustawy jasno zapisaliśmy, że pracodawca będzie mógł wprowadzić jakiekolwiek zmiany dotyczące czasu pracy jedynie w porozumieniu z przedstawicielami załogi.
Tygodniami negocjowaliśmy ze związkami i pracodawcami – brawa dla wiceministra Radosława Mleczki za wytrwałość – zapisy projektu ustawy. Za każdym razem, kiedy wydawało się, że jesteśmy bliscy porozumienia, coś nas od niego oddalało.
Nie mogliśmy dłużej czekać. Tych rozwiązań potrzebują nie tylko pracodawcy, ale też zagrożeni zwolnieniami pracownicy. Dlatego zdecydowaliśmy się iść z projektem do Sejmu mimo braku pełnego poparcia ze strony związkowców.
Teraz wszystko w rękach parlamentu. Szanowne Panie i Panowie Posłowie, nie przedłużajcie prac nad tym projektem. To dobre i sprawdzone rozwiązania. Im szybciej je przyjmiemy, tym więcej miejsc pracy uda nam się zachować. 


Trzeba jasno stwierdzić, że minister tak bardzo martwi się tu nie o normalne miejsca pracy a o miejsca niewolniczej pracy, żeby ich było jak najwięcej. Powstają dzięki wsparciu władzy i będzie ich dzięki wspomnianym zmianom jeszcze więcej. W tym właśnie objawia się całe skurwysyństwo: pozorna troska o ilość miejsc pracy aby zmniejszyć bezrobocie, teatralne gesty rzekomej dbałości o interes pracowników – dbałości dużo większej niż to prezentuje Solidarność, a w rzeczywistości – dbałość o rozrost niewolnictwa pracowniczego i ilość miejsc pracy niewolniczej! „Solidarność” po prostu nie może się na to zgodzić, więc zamiar przekonania związkowców do tego był rzeczywiście stratą czasu a być może także próbą „podzielenia się z kimś odpowiedzialnością” za nadciągającą tragedię.

Wynika z tej wypowiedzi właśnie to co napisałem: władza sama wie co jest najlepsze i to właśnie ma zamiar od początku zrobić a „konsultacje społeczne” traktuje jedynie jak próbę przekonania związków do swojego pomysłu. Jak się nie dali przekonać, nie poparli – no to trudno, to ich władza pominie i prześle swój projekt ustawy do dalszego procedowania w Sejmie bez ich poparcia.
Widać tu jaskrawo, że w ogóle nie brano pod uwagę nawet możliwości uwzględnienia jakiejkolwiek najmniejszej nawet uwagi ze strony związkowej. To jest właśnie modelowy wręcz totalitaryzm.
Projekt ów jest wspólnym projektem rządu i reprezentacji przedsiębiorców, konsultacje ze społeczną stroną są wyłącznie łaskawym daniem za dość wymogowi formalnemu, dla pozoru.
Niestety jest to wynikiem nierównowagi jaka powstała już dawno; strona biznesowa powołała swoje reprezentacje interesów pod postacią Konfederacji Pracodawców (nie tylko „Lewiatan”, jest ich co najmniej kilka), ma ponadto „naturalne przymierze” z władzą i jest z nią powiązana również bezpośrednio nie tylko ideologicznie a w tym czasie Związek był bardzo osłabiony, mało aktywny, atakowany przez propagandę i poniekąd w pewnych przypadkach słusznie krytykowany za wewnętrzne wypaczenia i błędy. Dlatego stał się najsłabszą siłą w tym układzie, najsłabszym uczestnikiem rozmów, co ma swoje realne konsekwencje.
To się oczywiście będzie zmieniało, w miarę jak ludzie będą mądrzeli „bici po dupach” umowami śmieciowymi, elastycznym czasem pracy, pracą po 12 godzin bez nadgodzin przez pół roku a następnie – zwolnieniem pod byle pozorem, utrzymywanym sztucznie bezrobociem itp., lecz z drugiej strony władza bardzo dba o to, by mieć też dość dużo tych „zadowolonych”, czerpiących jakieś zyski ze spreparowanej przez nią sytuacji; ogromną armię urzędników, korpus służby cywilnej, pracowników instytucji samorządowych i ogólnie – budżetowych, armię złodziei i oszustów przedsiębiorców działających w szarej strefie pod parasolem ochronnym władzy, przedsiębiorców zarejestrowanych ale mających w dupie prawo pracy, inspekcję pracy i sądy itp.

Wypowiedź Donalda Tuska o przerwaniu obrad KT jest drastycznym przykładem krętactwa, właściwie szkoda czasu i nerwów na jej analizowanie. Ale dobrze się stało, że tak się stało – bo to może jeszcze otworzy oczy wielu ludziom potrafiącym porównać wypowiedź Premiera z tym – co widzą i co wiedzą sami z własnego doświadczenia. Skoro władza udawała dialog – musiało kiedyś dojść do takiego przełomu. Dziwne że dopiero teraz.

Błędem Solidarności jest moim zdaniem to, że zażądała dymisji Ministra Kosiniak Kamysza, choć z drugiej strony rozumiem to żądanie jako oczekiwanie realnej a nie fikcyjnej odpowiedzialności. Bardziej zrozumiałe jest oczekiwanie zmiany przewodniczącego KT bo w istocie minister pracy nigdy nie powinien pełnić tej funkcji jako przedstawiciel bardzo silnej strony dialogu. Myślę, że związek powinien raczej ograniczyć się do oczekiwania zmiany przewodniczącego KT i zmiany postępowania strony rządowej w KT.
Solidarność odrzuciła wreszcie samą formułę tego ciała pozorującego dialog i uwłaczającego demokracji i to jest już pewnym sukcesem. Niestety: sądzę, że władza nie uwzględni krytyki i nie uczyni zadość słusznym postulatom społecznym, nawet nie dlatego, iżby sama nie chciała, ale dlatego – że jej na to nie pozwolą ci, co dziś tu rządzą w rzeczywistości; ci – których rząd Tuska jest dziś zakładnikiem.
Skandaliczne wczorajsze wystąpienie Premiera jest dziś cytowane i omawiane w wielu tytułach, natomiast oświadczenie Przewodniczącego NSZZ Solidarność w tej sprawie jest pomijane, dlatego na zakończenie przytoczę jego pełną treść i czynię to w trosce o równowagę a nie z sympatii dla związkowców.


Powracając do tytułowego cytatu z Kuby Sienkiewicza: chciałbym przytoczyć na zakończenie jeszcze jedno jego zdanie, pochodzące z wywiadu dla czasopisma „Przegląd” z 2006 roku:
„Ci, którzy atakowali Jacka Kuronia, sami postawili się w takim świetle, że podejmowanie z nimi dyskusji urąga cywilizowanemu człowiekowi.”
Święte słowa…

Oświadczenie NSZZ Solidarność w sprawie Komisji Trójstronnej (pdf)

06/11/2012

… i dlatego będę mówił „ten kraj”!

Rozczarowanie…?
Tak. Wielkie rozczarowanie.
Wydarzenia polityczne na które czekałem od początku września, zmagając się z narastającą depresją, upewniły mnie jedynie w przekonaniu, że źródłem decyzji dzisiejszej władzy w Polsce nie są obecnie warunki ekonomiczne a po prostu ideologia, dominująca nad wszystkim i decydująca o kierunku zmian lub o ich blokowaniu.

Poniekąd to normalne; ideologie po to są, by sterowały działaniami.
Problem w tym, że mamy do czynienia z dziwnym zjawiskiem rozdzielenia społeczeństwa. Nie ma jak się okazuje znaczenia, że siedemdziesiąt procent społeczeństwa chce zmiany kierunku, korekty założeń początkowych wraz ze zmianą ludzi odpowiadających w rządzie za ich realizację. Ma znaczenie, że władza dzięki przewadze głosów piętnastu osłów spreparowała niewątpliwy fakt; nie tylko medialny ale i polityczny, że Rząd uzyskał formalne wotum zaufania Parlamentu. Połowy Parlamentu, większością 15 głosów. Ale jednak. To jednak wystarczy by ogłosić zwycięstwo polityczne.
Trudno to lekceważyć, pominąć, wiedząc nawet, że to z całą pewnością nie odpowiada woli społeczeństwa.
Niestety jak dotychczas wiele wskazuje na to, że praktycznie nic się nie zmieni z punktu widzenia przeciętnego tzw. „szarego” obywatela, z trudnością utrzymującego się „na powierzchni”. Poziom zaślepienia społecznego Premiera a tym samym zapewne i jego ministrów jest po prostu przerażający. Dotyczy to Donalda Tuska w o wiele większym stopniu niż Jarosława Kaczyńskiego. To zaślepienie w przypadku Tuska pochodzi jednak nie z wyizolowania społecznego a z ideologii; dziwacznej , wykoślawionej, durnej i barbarzyńskiej, czyli ogólnie mówiąc – polskiej – odmiany „liberalizmu” dającego sukces „elicie” a odbierającego wolność większości.

"Liberalizm" odbierający wolność.
Premier jest po prostu realizatorem ideologii więc cóż ma mówić; w swojej dbałości o PR bredzi o „utrzymaniu tempa dotychczasowego rozwoju” zapominając jednak, że pojęcie „rozwój” byłoby tu uzasadnione, gdyby dotyczyło wszystkich. Tymczasem sytuacja osób w wieku umownie ustalonym (jako granica umownego podziału) – na 50 lat – stale się pogarsza.
Stopa bezrobocia co najmniej nie maleje w dużych ośrodkach w sposób istotny, w małych ośrodkach czyli „w Polsce” – często rośnie.
Można by było mówić o wzroście gospodarczym gdyby nie tylko poprawiała się rentowność przedsiębiorstw, rosło PKB, ale gdyby także w stopniu istotnym malało bezrobocie, skutecznie działała osłona socjalna osób jakie znalazły się w najgorszej sytuacji. Sytuacja w której bezrobotni nadal są pozbawieni ofert pracy czyli środków do życia a przedsiębiorcy notują zysk – nazywa się narastającym rozwarstwieniem społecznym a nie wzrostem gospodarczym!
To natomiast prowadzi do katastrofy, jeśli nie spotka się ze skutecznym przeciwdziałaniem. Musi doprowadzić do katastrofy.
Rozwarstwienie społeczne przestaje dotyczyć jedynie sytuacji materialnej ludzi; zaczyna najwyraźniej objawiać się w sposobie myślenia, sposobie widzenia zjawisk w bliskim i dalszym otoczeniu. Zasadniczej roli nabiera tu ten obrzydliwy „warszawski punkt widzenia” – jak kalectwo dotykający szczególnie właśnie tych, którzy podejmują decyzje a więc powinni mieć szczególnie szerokie spojrzenie na rzeczywistość, głównie tę społeczną, socjalną. Gorączka „nachapania się póki można” przesłania uczciwość, rozsądek, odpowiedzialność czy choćby podstawowe współczucie. Najgorsza jest przebijająca z wypowiedzi Premiera Tuska i jego polityków pogarda dla Konstytucji, stanowiąca już niejako polską tradycję narodową… jeśli się w Polsce mówi o Konstytucji – to tylko tej z 3-go Maja i tylko w dniu 3-go Maja…
Pomimo narastającej depresji, pomimo topniejących możliwości przetrwania, trzeba jakoś przypominać publicznie o tym, co niewygodne, o czym rząd nie ma zamiaru wspominać.

W najgorszym przypadku – zawsze lepiej być po stronie prawdy, sprawiedliwości czy solidarności…
Ale to – nie jest moja Polska!
To nie jest moja Ojczyzna!

… i dlatego będę mówił „ten kraj”.