Nie wiem czemu – O, Mój Panie
Ocaliłeś mnie z topieli,
Chociaż jeszcze nie wiedziałem
Że mam Ciebie o to prosić...
I wyrwałeś z rąk bandytów,
Ochroniłeś przed chorobą,
Zginąć mi nie dałeś w ogniu –
Chociaż jeszcze Cię nie znałem...
Czemu mnie – Panie – ocalasz
Codziennie, w każdej godzinie
Od tak wielu niebezpieczeństw
O których nawet nic nie wiem?
Mnie, tak bardzo niegodnego,
Tak słabego, leniwego,
Ulegającego zachciankom –
Jak tylko potrafi człowiek.
Do czego mnie przeznaczyłeś
W nieomylnych swoich planach!
Cóż takiego mam uczynić,
By wypełnić Twoją wolę!
… Tak bardzo pragnę poznać
Twe nieodgadnione zamiary.
Chcę im się podporządkować,
Chociaż mam tak mało wiary,
Choć się coraz bardziej boję,
Że znów nie zdam egzaminu
Z mej miłości i nadziei,
Posłuszeństwa i pokory.
O Panie, proszę – pomóż mi!
Paweł Baranowski 2012
MOTTO:
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą modlitwa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą modlitwa. Pokaż wszystkie posty
03/06/2014
Człowiecze naszych czasów!
Modlitwa Jana Pawła II.
Człowiecze naszych czasów!
Człowiecze; ty, który żyjesz zanurzony w świecie, wierząc że jesteś jego panem, gdy być może jesteś jego ofiarą.
Chrystus uwolni cię od wszelkiej niewoli, byś mógł wyruszyć na podbój samego siebie, w konstruktywnej miłości nakierowanej na dobro; miłości wymagającej, która czyni z ciebie budowniczego, nie niszczyciela twojego jutra, twojej rodziny, twojego środowiska, całego społeczeństwa.
Człowiecze naszych czasów!
Jedynie Chrystus zmartwychwstały może w pełni zaspokoić twoje niemożliwe do stłumienia dążenie ku wolności.
Po okrucieństwach dwóch wojen światowych i tych wszystkich wojen, które w ciągu tych pięćdziesięciu lat, często w imię ideologii ateistycznych zebrały żniwo śmierci i siały nienawiść wśród wielu narodów; po latach dyktatur które pozbawiały człowieka jego podstawowych swobód, ponownie odkryto wymiary prawdziwej duchowości, te które zawsze głosił Kościół, ukazując w Chrystusie prawdziwą postawę człowieka.
Także powstanie wielu demokracji prowadzi dzisiaj do dialogu i zaufania między narodami a świat ponownie rozumie, że człowiek nie może żyć bez Boga.
Bez prawdy, która – obecna w nim – czyni go wolnym.
Człowiecze naszych czasów!
Chrystus uwalnia cię od egoizmu i wzywa do dzielenia się, oraz chętnej i radosnej pracy na rzecz innych.
Człowiecze dnia dzisiejszego! Bogate narody dostatniej cywilizacji! Nie bądźcie obojętne na liczne tragedie świata, coraz bardziej uświadamiajcie sobie potrzebę niesienia pomocy tym narodom, które dzień po dniu walczą o przetrwanie.
Uwierzcie, że nie ma wolności tam, gdzie utrzymuje się nędza.
Niech ludzka i chrześcijańska solidarność stanowi wyzwanie, które stymuluje wasze sumienie, aby ta pustynia przyczyniała się do podnoszenia ludzkiej godności i sprawiała, że chleb nabiera kształtu, aby przywrócić uśmiech, pracę, nadzieję, postęp.
Ale dzięki Bogu widziałem także pojedynczych ludzi, stowarzyszenia, instytucje, księży, zakonników, ludzi świeckich różnych zawodów, którzy dobrowolnie zobowiązują się i poświęcają dla dobra swoich osamotnionych i cierpiących braci i sióstr. Dziękuję im w imię Chrystusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego!
Człowiecze naszych czasów!
Chrystus wyzwala cię, bo cię kocha, ponieważ oddał za ciebie swoje życie, ponieważ zwyciężył dla ciebie i dla wszystkich ludzi. Chrystus przywróci świat i ciebie – Bogu. Przywróci Boga – tobie i światu. Na zawsze.
Miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat! (J 16,33).
Człowiecze naszych czasów!
Człowiecze; ty, który żyjesz zanurzony w świecie, wierząc że jesteś jego panem, gdy być może jesteś jego ofiarą.
Chrystus uwolni cię od wszelkiej niewoli, byś mógł wyruszyć na podbój samego siebie, w konstruktywnej miłości nakierowanej na dobro; miłości wymagającej, która czyni z ciebie budowniczego, nie niszczyciela twojego jutra, twojej rodziny, twojego środowiska, całego społeczeństwa.
Człowiecze naszych czasów!
Jedynie Chrystus zmartwychwstały może w pełni zaspokoić twoje niemożliwe do stłumienia dążenie ku wolności.
Po okrucieństwach dwóch wojen światowych i tych wszystkich wojen, które w ciągu tych pięćdziesięciu lat, często w imię ideologii ateistycznych zebrały żniwo śmierci i siały nienawiść wśród wielu narodów; po latach dyktatur które pozbawiały człowieka jego podstawowych swobód, ponownie odkryto wymiary prawdziwej duchowości, te które zawsze głosił Kościół, ukazując w Chrystusie prawdziwą postawę człowieka.
Także powstanie wielu demokracji prowadzi dzisiaj do dialogu i zaufania między narodami a świat ponownie rozumie, że człowiek nie może żyć bez Boga.
Bez prawdy, która – obecna w nim – czyni go wolnym.
Człowiecze naszych czasów!
Chrystus uwalnia cię od egoizmu i wzywa do dzielenia się, oraz chętnej i radosnej pracy na rzecz innych.
Człowiecze dnia dzisiejszego! Bogate narody dostatniej cywilizacji! Nie bądźcie obojętne na liczne tragedie świata, coraz bardziej uświadamiajcie sobie potrzebę niesienia pomocy tym narodom, które dzień po dniu walczą o przetrwanie.
Uwierzcie, że nie ma wolności tam, gdzie utrzymuje się nędza.
Niech ludzka i chrześcijańska solidarność stanowi wyzwanie, które stymuluje wasze sumienie, aby ta pustynia przyczyniała się do podnoszenia ludzkiej godności i sprawiała, że chleb nabiera kształtu, aby przywrócić uśmiech, pracę, nadzieję, postęp.
Ale dzięki Bogu widziałem także pojedynczych ludzi, stowarzyszenia, instytucje, księży, zakonników, ludzi świeckich różnych zawodów, którzy dobrowolnie zobowiązują się i poświęcają dla dobra swoich osamotnionych i cierpiących braci i sióstr. Dziękuję im w imię Chrystusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego!
Człowiecze naszych czasów!
Chrystus wyzwala cię, bo cię kocha, ponieważ oddał za ciebie swoje życie, ponieważ zwyciężył dla ciebie i dla wszystkich ludzi. Chrystus przywróci świat i ciebie – Bogu. Przywróci Boga – tobie i światu. Na zawsze.
Miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat! (J 16,33).
Jan Paweł II Papież, 15 kwietnia 1990 roku.
Labels:
chrystus,
JPII,
ludzkość,
modlitwa,
nadzieja,
nędza,
odkupienie,
Papież,
pokój,
postęp,
praca,
solidarność,
sprawiedliwość,
wojna
10/11/2013
Modlitwa bezrobotnego.
(wg. „Psalterz Dawidow” – Jana Kochanowskiego z Czarnolasu)
PSALM 86.
Nakłoń, o Panie, uszu swoich
A nie zarzucaj modlitw moich;
Jestem człowiekiem utrapionym,
Od wszego świata opuszczonym.
Sam stróżem mego bądź żywota.
Wszakżeć nie tajna moja cnota.
Wspomóż mię, Panie, w mej ciężkości;
Nadzieja wszytka w Twej litości.
Smiłuj się, smiłuj! Twej pomocy
Od rana wołam aż do nocy.
Uwesel duszę zasmuconą,
W Twoje opiekę poruczoną.
Skłońże, o Panie, uszy swoje
Na uniżone prośby moje;
Zawżdym Cię wzywał w swym frasunku,
A Tyś dodawał mnie ratunku.
Ciebie ja, Boże niestworzony,
Wyznawać będę na wsze strony;
Imienia Twego nie przestanę
Wielbić, aż kiedy sam ustanę.
Lecz oto znowu na mię wstali
Swawolni ludzie i zuchwali,
Chcąc mię pozbawić dusze mojej,
A tam bojaźni nie masz Twojej.
Ty wejźrzy na mię a w trudności
Dodaj mi serca i stałości.
Pomóż mi, Panie, słudze swemu,
Niewolnikowi pomóż Twemu!
Włóż na mię jawny znak swej chęci,
Na który patrząc, niech przeklęci
Ludzie się gryzą, żeś ratował
I mnie tyraństwa ich zachował.
PSALM 86.
Nakłoń, o Panie, uszu swoich
A nie zarzucaj modlitw moich;
Jestem człowiekiem utrapionym,
Od wszego świata opuszczonym.
Sam stróżem mego bądź żywota.
Wszakżeć nie tajna moja cnota.
Wspomóż mię, Panie, w mej ciężkości;
Nadzieja wszytka w Twej litości.
Smiłuj się, smiłuj! Twej pomocy
Od rana wołam aż do nocy.
Uwesel duszę zasmuconą,
W Twoje opiekę poruczoną.
Skłońże, o Panie, uszy swoje
Na uniżone prośby moje;
Zawżdym Cię wzywał w swym frasunku,
A Tyś dodawał mnie ratunku.
Ciebie ja, Boże niestworzony,
Wyznawać będę na wsze strony;
Imienia Twego nie przestanę
Wielbić, aż kiedy sam ustanę.
Lecz oto znowu na mię wstali
Swawolni ludzie i zuchwali,
Chcąc mię pozbawić dusze mojej,
A tam bojaźni nie masz Twojej.
Ty wejźrzy na mię a w trudności
Dodaj mi serca i stałości.
Pomóż mi, Panie, słudze swemu,
Niewolnikowi pomóż Twemu!
Włóż na mię jawny znak swej chęci,
Na który patrząc, niech przeklęci
Ludzie się gryzą, żeś ratował
I mnie tyraństwa ich zachował.
Labels:
bezrobocie,
bezrobotni,
Kochanowski,
modlitwa,
praca,
psalm
31/10/2013
O Panie, proszę – pomóż mi…
Jedynie Ty – O, Panie
Jesteś godny osądzać
Skutki moich uczynków,
Pragnienia mego serca
I prawość myśli moich.
Jesteś godny osądzać
Skutki moich uczynków,
Pragnienia mego serca
I prawość myśli moich.
Jesteś jedynym źródłem,
Więc wszystko wiesz o wszystkim,
Bo nie ma na tym świecie
Ani na żadnym innym
Nic skrytego przed Tobą.
Więc wszystko wiesz o wszystkim,
Bo nie ma na tym świecie
Ani na żadnym innym
Nic skrytego przed Tobą.
Ty przecież jesteś wzorem.
Słupem granicznym prawdy.
Linią światła granicy
Pośród bezkresu nocy
Będącej Twoim dziełem.
Słupem granicznym prawdy.
Linią światła granicy
Pośród bezkresu nocy
Będącej Twoim dziełem.
Jesteś głosem szepczącym,
Pouczającą radą,
Opieką przyjacielską,
Myślą oświecającą –
Dla szukających prawdy.
Pouczającą radą,
Opieką przyjacielską,
Myślą oświecającą –
Dla szukających prawdy.
Dla zadufanych w sobie,
Zazdrosnych i zuchwałych,
Jesteś – niewysłowioną,
Niezgłębioną zagadką.
Jasnością nieprzystępną.
Zazdrosnych i zuchwałych,
Jesteś – niewysłowioną,
Niezgłębioną zagadką.
Jasnością nieprzystępną.
Dla wszystkich serc najczystszych
Panem, lecz jednocześnie
Najlepszym przyjacielem;
Obiektem uwielbienia,
Ale też – wielbicielem.
Panem, lecz jednocześnie
Najlepszym przyjacielem;
Obiektem uwielbienia,
Ale też – wielbicielem.
Ty tylko jesteś znawcą
Bezstronnym, sprawiedliwym,
Życzliwym i nieomylnym –
Więc najlepiej uczynię
Podporządkowując się Tobie.
Bezstronnym, sprawiedliwym,
Życzliwym i nieomylnym –
Więc najlepiej uczynię
Podporządkowując się Tobie.
Wiesz przecież, czego pragnę
I słyszysz – o czym myślę,
Bo – nie będąc stronniczym –
Troszczysz się jednakowo
O każdego i wszystkich.
I słyszysz – o czym myślę,
Bo – nie będąc stronniczym –
Troszczysz się jednakowo
O każdego i wszystkich.
Jestem teraz jak ślepiec,
Który jednak próbuje
Pójść we właściwą stronę.
Nie zboczyć z Twojej ścieżki –
Choć gubię się i błądzę.
Który jednak próbuje
Pójść we właściwą stronę.
Nie zboczyć z Twojej ścieżki –
Choć gubię się i błądzę.
Choć czasem kuszą skróty,
Gdzie wielu mnie zaprasza
I droga wygodniejsza –
Zawierzę Twoim słowom,
Błagając Cię bez końca:
Gdzie wielu mnie zaprasza
I droga wygodniejsza –
Zawierzę Twoim słowom,
Błagając Cię bez końca:
O Panie, proszę – pomóż mi!
Paweł Antoni Baranowski.
28/06/2012
Już rozumiem…
Jestem taki samotny.
osaczony przez pułapki życia.
O, Ukojenie Samotności!
czemu jesteś tak odległy?
osaczony przez pułapki życia.
O, Ukojenie Samotności!
czemu jesteś tak odległy?
Mój umysł z trudnością przenika
barierę głupoty, niewiedzy,
kiedy usiłuję nieudolnie
wyobrazić sobie Twą postać.
odmawia mi posłuszeństwa,
gdy chcę zrozumieć – kim jesteś.
barierę głupoty, niewiedzy,
kiedy usiłuję nieudolnie
wyobrazić sobie Twą postać.
odmawia mi posłuszeństwa,
gdy chcę zrozumieć – kim jesteś.
Moje poszukiwania
akceptacji, zrozumienia i miłości,
pomiędzy mnie podobnymi –
nie powiodły się…
akceptacji, zrozumienia i miłości,
pomiędzy mnie podobnymi –
nie powiodły się…
… teraz wiem: to nie Ty ode mnie.
to ja jestem tak odległy od Ciebie,
gdyż to Ty zawsze jesteś
na właściwym sobie miejscu.
Jestem nieszczęśliwy i samotny,
bo oddaliłem się od Ciebie
jak krnąbrne dziecko od ojca,
zajęte tylko błahostkami…
O Panie, proszę, pomóż mi!
*
„Jak przedziwne imię Twoje – Panie
gdy patrzę na Twoje niebo, Księżyc i gwiazdy,
któreś Ty utwierdził, dzieło rąk Twoich.
Czymże jest człowiek, że o nim pamiętasz…”
gdy patrzę na Twoje niebo, Księżyc i gwiazdy,
któreś Ty utwierdził, dzieło rąk Twoich.
Czymże jest człowiek, że o nim pamiętasz…”
Labels:
Biblia,
Bóg,
chrześcijaństwo,
cywilizacja,
dobro,
ewangelia,
Jezus,
miłość,
modlitwa,
nadzieja,
Paweł Baranowski,
pbaranowski,
poezja,
psalmy
10/06/2012
Tak blisko…
Dlaczego tak bardzo cierpię.
odczuwam tak wielką samotność,
przecież z własnej woli
oddalam się od ludzi,
od absurdu codziennych problemów.
Podświadomie sam pogłębiam przepaść
pomiędzy mną a tłumem
lecz nie potrafię uwierzyć,
że przecież Ty jesteś tak blisko!
Jak mała iskierka nieba
wewnątrz mojego serca,
troskliwy i kochający –
jesteś świadkiem mych poczynań.
dajesz mi prawo do błędów,
cierpliwie czekając,
aż wreszcie usłyszę,
własne odpowiedzi,
aż wreszcie dorosnę
do dziecięcej szczerości,
i wyciągnę ręce – wołając:
O Panie! Proszę, pomóż mi !
10/05/2012
Ewangelia; trud tłumaczenia, trud zrozumienia…
W poprzednim felietonie wspominałem już o tłumaczeniu Ewangelii jakie rozpoczął - i niestety nigdy już nie doprowadzi do końca - prof. Zygmunt Kubiak. ( * )
Był wybitnym znawcą kultury i języka greckiego, autorem wielu niezwykle autorytatywnych dzieł, jak „Literatura Greków i Rzymian”, „Dzieje Greków i Rzymian”, ”Mitologia Greków i Rzymian”, ”Brewiarz Europejczyka” czy tłumaczenie Poezji Kawafisa – któremu poświęcił ponad 30 lat pracy. Był więc szczególnie predysponowany do tego, by dokonać tłumaczenia Pism Nowego Testamentu albo chociaż Ewangelii – bezpośrednio z języka greckiego.
Był człowiekiem ogromnej kultury i wiedzy, ale bynajmniej nie uzależnionym emocjonalnie czy intelektualnie od dotychczasowego dorobku Kościoła Katolickiego i to właśnie stanowiło moim zdaniem cechę najbardziej wartościową dla potencjalnego tłumacza Ewangelii.
Chodzi o to, że tłumaczenia Ewangelii „obrosły” niejako zmianami, redakcjami, wreszcie tak zwaną „tradycją tłumaczeniową” – która w sposób trudny do ogarnięcia zmienia treść nauki Jezusa. Kiedy porównamy jednocześnie różne wydania, różne tłumaczenia dokonane w różnym czasie, narzuca się nam niesamowita zgodność, zbieżność treści Ewangelii Mateusza, Marka i Łukasza a przecież mają one różnych autorów, powstawały w różnym czasie i w różnej tradycji piśmienniczej, kulturowej. Łukasz był niewątpliwie Grekiem i pisał Ewangelię prawdopodobnie dla Greków. Najstarsza Ewangelia – Marka, powstała bardzo wcześnie bo ok. roku 65. Marek był tłumaczem Szymona Piotra i spisywał wypowiedzi i opowiadania Piotra mówione po aramejsku, tłumacząc je na grekę. Spisywał je tak jak je słyszał od Piotra, przy okazji działalności Piotra a więc w sposób mało uporządkowany chronologicznie.
O Ewangelii Mateusza uważa się obecnie, że była pisana przez Żyda, po aramejsku i dla Żydów, po roku 70, choć wśród badaczy nie ma tu zgody, są przekonania także i odmienne.
Łukasz z kolei był jak się dziś uważa towarzyszem wypraw św. Pawła a także jego lekarzem. Paweł nie był Apostołem w ścisłym znaczeniu tego określenia, to znaczy Apostołowie go za takiego przynajmniej początkowo nie uważali, gdyż nie został powołany wraz z nimi przez samego Jezusa i bezpośrednio nigdy nie widział Jezusa, poza oczywiście chwilą jego „nawrócenia” na drodze do Damaszku, gdzie zamierzał prześladować chrześcijan. Na dodatek - początkowo przez pewien czas nie tylko "nie chodził za Jezusem" tak jak to robili Apostołowie ale wręcz przeciwnie; ścigał tych których podejrzewał o "bycie uczniem Jezusa", wtrącał do więzień, maltretował i zabijał, w swoim mniemaniu - broniąc Wiary i Prawa.
Data powstania tej Ewangelii także jest bardzo sporna ale umiejscawia się ją gdzieś około roku 125 – 150, choć są i opinie naukowe skrajnie różne. Łukasz pisał ją w języku greckim tzw. koine, czyli mową wspólną dla plemion hellenistycznych. Jego Ewangelia wydaje się być właściwie redakcją tych poprzednich, zawierając nie więcej niż 25% materiału dodanego przez samego Łukasza. To raczej próba zebrania i chronologicznego uporządkowania tego, co dotychczas o Jezusie napisano, w pewnymi uzupełnieniami podanymi przez Pawła.
Tak więc z tych trzech Ewangelii tzw. „synoptycznych” wszystkie powstawały w różnym czasie, różnych językach i dla różnych odbiorców, a jednak - gdy dziś porównujemy ich treść – wydają się nam niezmiernie podobne, wręcz jednakowe co do analogicznych faktów. W takich okolicznościach, argument, że dotyczą one jednego i tego samego tematu, osoby, wydarzeń – oczywiście należy odrzucić, gdyż nie ma praktycznie możliwości relacjonowania dziejów nauczania Jezusa w tak podobny sposób poprzez tak różnych autorów działających w tak różnym czasie i okolicznościach.
Wyjaśnieniem tego zjawiska byłby moim zdaniem właśnie wpływ kolejnych niezliczonych tłumaczeń i redakcji późniejszych, aż do dnia dzisiejszego z jednoczesnym oddziaływaniem tak zwanej „tradycji tłumaczeniowej”, polegającej na tym, że ze względów teologicznych pewne fragmenty Ewangelii tłumaczy się w określony sposób niezależnie od zapisu w źródłach greckich czy innych zachowanych materiałach źródłowych.
Ktoś zapyta, cóż to za tłumaczenie, gdy wynik nie odpowiada treści oryginału… ?
Różnice te czasem dotyczą rzeczy może mniej istotnych, ale problem w tym, że my nie mamy prawa a nawet i możliwości (zrozumienia, wiedzy) by określać, co jest w Ewangelii w jakim stopniu istotne a co nie. Twierdzenie przeciwne jest wyrazem pychy, zarozumialstwa albo nieuczciwości, jaka nieraz niestety towarzyszyła dziejom Ewangelii.
Na przeciwnym biegunie mamy tradycję Indii, gdzie na przykład wg mojej ulubionej „Historii Filozofii Indyjskiej” Ericha Frauwallnera – nauczyciel (guru) musiał być tzw. „przeźroczystym medium” to znaczy – będąc w sukcesji uczniów wywodzących się od jakiejś emanacji Boga – miał przekazać wszystko to czego dowiedział się od swojego nauczyciela, bez najdrobniejszej nawet zmiany, nie „zanieczyszczając” otrzymanego od swojego nauczyciela przekazu jakąkolwiek ingerencją; własnej osobowości, intelektu czy upodobań. Nawet jeśli chciałby to czynić w dobrej wierze. Jeśli uczynił inaczej – tracił swój status bramina, guru. Wydaje się, że to jedyne właściwe podejście, oparte na postawie służenia… więc może dlatego tak obce właśnie naszej współczesnej katolickiej praktyce religijnej…
Wracając do śp. prof. Zygmunta Kubiaka, z radością rozpoczął on pracę nad tłumaczeniem Ewangelii z języka oryginału (greki koine), rozpoczynając niestety od Ewangelii Łukasza a więc tej – najpiękniejszej, ale najmniej jednocześnie wartościowej w sensie naukowym, historycznym, czy teologicznym.
Niestety profesor dokończył jedynie tę jedną z Ewangelii i tu moja refleksja, że szkoda już w takiej sytuacji iż nie była to Ewangelia Jana, najważniejsza jeśli chodzi o nauczanie Jezusa, o jego słowa o Bogu – najobszerniej i najbardziej szczegółowo przekazane właśnie przez Jana. A w aspekcie tego co napisałem wcześniej – nowy i niezależny od tradycji przekład z oryginału, dokonany przez takiego człowieka jakim był Zygmunt Kubiak – byłby rzeczywiście iskierką nadziei na uratowanie tego co jeszcze się da - z treści oryginalnej…
Wiele wskazuje na to, że wszystko co dotyczy Jezusa, co zostało opisane w Ewangelii – nie jest przypadkowe, każdy najdrobniejszy szczegół czemuś służył i miał swoje przewidziane przez Wszechmogącego znaczenie. Nie jesteśmy w stanie ocenić, czy coś jest mniej czy bardziej ważne w swoich dalszych konsekwencjach, dlatego jedyną rozsądną postawą powinna być właśnie ta przyjmowana przez tłumacza hinduska postawa „przeźroczystego medium” o której nieprzypadkowo wspomniałem wcześniej.
Z drugiej strony natomiast – jeśli widzimy zbyt dużo drobnych, pozornie mało ważnych odstępstw – to tracimy zaufanie do rzetelności całego dzieła (czy tłumaczenia). Jeśli na przykład ktoś pożycza od nas często np. 300 złotych a oddaje 299, albo oddaje 300 ale zawsze kilka dni po ustalonym terminie - to zapewne machniemy ręką, że to drobiazg itp., ale szybko, podświadomie nawet – uznamy tego człowieka za "niepewnego", ograniczymy zaufanie do niego; no niby zawsze oddaje, ale… Dokładnie tak i w tym przypadku.
Dla przykładu - sprawa tak zwanego zwiastowania.
Treść pozdrowienia anielskiego obecnie zwyczajowo przyjęta, wynikająca także ze swoistego kultu Maryjnego całkowicie obcego Ewangelii, nie ma podstaw w tekście Ewangelii Łukasza w jej greckim oryginale. Współcześnie zgodnie z "tradycją tłumaczeniową" Anioł powiedział do Marii:
Zdrowaś Mario, łaskiś pełna, Pan z Tobą. Błogosławionaś Ty między niewiastami.
Nieco bardziej współczesne, tradycyjne tłumaczenie – to: Bądź pozdrowiona, łaską obdarzona, Pan z tobą, błogosławionaś Ty pomiędzy niewiastami.
W języku łacińskim jest to: „Ave, gratia plena, Dominus Tecum.”
To Ave – jest tak bardzo rzymskie... (Ave Cezar!), ale w oryginale greckim Ewangelii Łukasza jest inaczej:
Chaire, kecharitomene, Kyrios meta Su. Co dosłownie oznacza: Ciesz cię, łaski pełna, Pan jest z Tobą. A dalej - nie ma „Błogosławionaś Ty między niewiastami”, jak to mamy w „tradycji tłumaczeniowej”.
Nie ma.
To nie są słowa Anioła, wypowiedziane do Marii podczas zwiastowania, to są słowa Elżbiety która je wypowiedziała do Marii kilka miesięcy później, gdy ją Maria odwiedziła w domu Zachariasza.
Przytoczmy ten fragment: „ Niedługo potem wybrała się i podążyła śpiesznie do miasta na wyżynie Judzkiej. Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę. Kiedy ta usłyszała od Marii pozdrowienie, poruszyło się dzieciątko (**) w jej łonie. Elżbietę napełnił wtedy Duch Święty i bardzo głośno zawołała: Błogosławionaś Ty między niewiastami i błogosławiony owoc Twojego łona! Skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie?!...”
Jeśli więc uznamy grecki oryginał Ewangelii Łukasza za autorytatywny, a jest to przecież jedyna "całościowa" podstawa do tłumaczeń na inne języki - to okazuje się, że „tradycja tłumaczeniowa” polega na istotnym przeredagowaniu tego fragmentu. Na zniekształceniu oryginału.
Tu znów ktoś powie: „... i cóż takiego się stało? Przecież „źle” Anioł by nie powiedział, gdyby tak powiedział, jak my to wymyśliliśmy. Tak jest ładniej, "bardziej religijnie"… Może i Anioł tak nie powiedział, ale naszym zdaniem powinien był tak powiedzieć…”
Moim zdaniem – tak właśnie postępować, ani nawet myśleć - nie wolno.
Uczniowie Jezusa prosili go pewnego razu, by nauczył ich modlić się, a to dlatego iż słyszeli od uczniów Jana - że pouczał ich o tym jak mają się modlić. To początek rozdziału 11 Ewangelii Łukasza. Tak to przedstawia współczesna kościelna „tradycja tłumaczeniowa”:
„A gdy On w pewnym miejscu modlił się i zakończył modlitwę, ktoś z jego uczniów rzekł do niego: Panie, naucz nas modlić się, jak i Jan nauczył swoich uczniów. Wtedy rzekł do nich: gdy się modlicie, mówcie:
"Ojcze nasz, któryś jest w niebie,
święć się imię twoje,
przyjdź Królestwo twoje,
bądź wola twoja, jako w niebie tak i na ziemi,
chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj
i odpuść nam nasze winy,
jako i my odpuszczamy naszym winowajcom
i nie wódź nas na pokuszenie
ale nas zbaw ode złego.”
W oryginale greckim Łukasza jest jednak inaczej:
Ojcze,
Niech się święci imię Twoje,
Niech przyjdzie Królestwo Twoje,
Chleba naszego powszedniego dawaj nam na każdy dzień
i przebacz nam nasze grzechy,
bo i my przebaczamy każdemu kto wobec nas zawini
i nie wystawiaj nas na próby.
Więc znów ktoś coś pododawał, coś pozmieniał, "poprawił" po Jezusie a w każdym razie po jego uczniu Apostole Łukaszu, który nam to zrelacjonował w Ewangelii. Zapewne - po to, by było bardziej religijnie. Bardziej wzniośle. Trudno wątpić w dobre intencje. Znów ktoś się jednak czuł ważniejszy i mądrzejszy niż Jezus, który modlitwę podyktował i polecił uczniom…
Jeśli na dodatek porównamy to z jeszcze innym tekstem, jaki dziś funkcjonuje jako modlitwa powszechna w Kościele Protestanckim, to widzimy jeszcze większe różnice.
Jezus jednak nie powiedział uczniom:"... chłopaki, to tak mniej więcej się módlcie, jak wam powiedziałem, a jak wam coś się nie podoba, to sobie sami zmieńcie, przeróbcie albo dodajcie coś od siebie, byle było "stylowo"…".
Powiedział wręcz odwrotnie: kto mnie miłuje, ten słowa moje zachowuje. Nie miłuje mnie - kto słów moich nie przestrzega.
W wierności nauce Jezusa, zachowywaniu i przestrzeganiu jego nauk - i głównie w tym - objawia się wiara i miłość a także i nadzieja na Jego Królestwo.
Oczywistym wydaje się, że Ewangelię, czy Nowy Testament, czy może nawet całą Biblię – trzeba ciągle na nowo tłumaczyć zgodnie z przemianami języka odbiorcy, języka który jest tworem żywym i dość szybko się zmieniającym. Nie możemy dziś czytać a już tym bardziej mówić na przykład:
„Wielmoży dusza moja Pana mego a zwiesieli się duch mój w Bodze zbawienia mojego” - bo jest to nadto niewspółczesne, przestarzałe i z tego powodu – niezrozumiałe.
( Magnifikat, tłumaczenie z ok. 1600 roku).
Z drugiej strony – jeśli ktoś w cytowanej wyżej modlitwie podanej przez Jezusa swoim uczniom, których my naśladujemy - dziś przetłumaczy „… i odpuść nam nasze DŁUGI, tak jak i my odpuszczamy…” („Biblia XXI wieku”), to jest bardzo daleko od greckiego źródła tekstu Łukasza a na dodatek widziałbym w tym i sporo złośliwości…
Złośliwości w modlitwie…? To już by była duża przesada. Jednak z drugiej strony -b tłumaczenia Ewangelii nie mogą i nie są czymś oczywistym, z powodu ogromnej odległości czasowej i kulturowej od jej powstania.
Wniosek nasuwa się tu następujący:
I tak bardzo trudno jest dziś o prawdziwą wiarę. Człowiek zanurzony niejako w trudnym, nieprzyjaznym otoczeniu, codziennych troskach, trudnościach – nie bardzo chce przyjmować jakiekolwiek obowiązki, ograniczenia, przyjmować jakiekolwiek autorytety. Takie postępowanie Kościoła w sprawie podstaw wiary z pewnością nie dodaje mu wiarygodności. Jezus wiedział o tym i o tym mówił. Wydaje się więc, że Kościół nie dba o własną "wiarygodność sługi", wobec ludzi uważając się raczej - wbrew poleceniom Jezusa - za pana, dlatego staje się coraz mniej wiarygodny.
Czy to samo można powiedzieć o Ewangelii?
Moim zdaniem - jeszcze na szczęście - nie.
Jest prócz tego oczywiście i dużo więcej problemów z praktyczną realizacją nauki Jezusa, ale cóż tu się martwić o realizację, gdy same nauki w ich współczesnym przekazie stają się mało wiarygodne.
(*) Artykuł ten napisałem posługując się częściowo informacjami z przedmowy Autora przekładu Ewangelii według Św. Łukasza - prof Zygmunta Kubiaka.
(**) Dzieciątko – to Jan, później nazwany Chrzcicielem.
Był wybitnym znawcą kultury i języka greckiego, autorem wielu niezwykle autorytatywnych dzieł, jak „Literatura Greków i Rzymian”, „Dzieje Greków i Rzymian”, ”Mitologia Greków i Rzymian”, ”Brewiarz Europejczyka” czy tłumaczenie Poezji Kawafisa – któremu poświęcił ponad 30 lat pracy. Był więc szczególnie predysponowany do tego, by dokonać tłumaczenia Pism Nowego Testamentu albo chociaż Ewangelii – bezpośrednio z języka greckiego.
Był człowiekiem ogromnej kultury i wiedzy, ale bynajmniej nie uzależnionym emocjonalnie czy intelektualnie od dotychczasowego dorobku Kościoła Katolickiego i to właśnie stanowiło moim zdaniem cechę najbardziej wartościową dla potencjalnego tłumacza Ewangelii.
Chodzi o to, że tłumaczenia Ewangelii „obrosły” niejako zmianami, redakcjami, wreszcie tak zwaną „tradycją tłumaczeniową” – która w sposób trudny do ogarnięcia zmienia treść nauki Jezusa. Kiedy porównamy jednocześnie różne wydania, różne tłumaczenia dokonane w różnym czasie, narzuca się nam niesamowita zgodność, zbieżność treści Ewangelii Mateusza, Marka i Łukasza a przecież mają one różnych autorów, powstawały w różnym czasie i w różnej tradycji piśmienniczej, kulturowej. Łukasz był niewątpliwie Grekiem i pisał Ewangelię prawdopodobnie dla Greków. Najstarsza Ewangelia – Marka, powstała bardzo wcześnie bo ok. roku 65. Marek był tłumaczem Szymona Piotra i spisywał wypowiedzi i opowiadania Piotra mówione po aramejsku, tłumacząc je na grekę. Spisywał je tak jak je słyszał od Piotra, przy okazji działalności Piotra a więc w sposób mało uporządkowany chronologicznie.
O Ewangelii Mateusza uważa się obecnie, że była pisana przez Żyda, po aramejsku i dla Żydów, po roku 70, choć wśród badaczy nie ma tu zgody, są przekonania także i odmienne.
Łukasz z kolei był jak się dziś uważa towarzyszem wypraw św. Pawła a także jego lekarzem. Paweł nie był Apostołem w ścisłym znaczeniu tego określenia, to znaczy Apostołowie go za takiego przynajmniej początkowo nie uważali, gdyż nie został powołany wraz z nimi przez samego Jezusa i bezpośrednio nigdy nie widział Jezusa, poza oczywiście chwilą jego „nawrócenia” na drodze do Damaszku, gdzie zamierzał prześladować chrześcijan. Na dodatek - początkowo przez pewien czas nie tylko "nie chodził za Jezusem" tak jak to robili Apostołowie ale wręcz przeciwnie; ścigał tych których podejrzewał o "bycie uczniem Jezusa", wtrącał do więzień, maltretował i zabijał, w swoim mniemaniu - broniąc Wiary i Prawa.
Data powstania tej Ewangelii także jest bardzo sporna ale umiejscawia się ją gdzieś około roku 125 – 150, choć są i opinie naukowe skrajnie różne. Łukasz pisał ją w języku greckim tzw. koine, czyli mową wspólną dla plemion hellenistycznych. Jego Ewangelia wydaje się być właściwie redakcją tych poprzednich, zawierając nie więcej niż 25% materiału dodanego przez samego Łukasza. To raczej próba zebrania i chronologicznego uporządkowania tego, co dotychczas o Jezusie napisano, w pewnymi uzupełnieniami podanymi przez Pawła.
Tak więc z tych trzech Ewangelii tzw. „synoptycznych” wszystkie powstawały w różnym czasie, różnych językach i dla różnych odbiorców, a jednak - gdy dziś porównujemy ich treść – wydają się nam niezmiernie podobne, wręcz jednakowe co do analogicznych faktów. W takich okolicznościach, argument, że dotyczą one jednego i tego samego tematu, osoby, wydarzeń – oczywiście należy odrzucić, gdyż nie ma praktycznie możliwości relacjonowania dziejów nauczania Jezusa w tak podobny sposób poprzez tak różnych autorów działających w tak różnym czasie i okolicznościach.
Wyjaśnieniem tego zjawiska byłby moim zdaniem właśnie wpływ kolejnych niezliczonych tłumaczeń i redakcji późniejszych, aż do dnia dzisiejszego z jednoczesnym oddziaływaniem tak zwanej „tradycji tłumaczeniowej”, polegającej na tym, że ze względów teologicznych pewne fragmenty Ewangelii tłumaczy się w określony sposób niezależnie od zapisu w źródłach greckich czy innych zachowanych materiałach źródłowych.
Ktoś zapyta, cóż to za tłumaczenie, gdy wynik nie odpowiada treści oryginału… ?
Różnice te czasem dotyczą rzeczy może mniej istotnych, ale problem w tym, że my nie mamy prawa a nawet i możliwości (zrozumienia, wiedzy) by określać, co jest w Ewangelii w jakim stopniu istotne a co nie. Twierdzenie przeciwne jest wyrazem pychy, zarozumialstwa albo nieuczciwości, jaka nieraz niestety towarzyszyła dziejom Ewangelii.
Na przeciwnym biegunie mamy tradycję Indii, gdzie na przykład wg mojej ulubionej „Historii Filozofii Indyjskiej” Ericha Frauwallnera – nauczyciel (guru) musiał być tzw. „przeźroczystym medium” to znaczy – będąc w sukcesji uczniów wywodzących się od jakiejś emanacji Boga – miał przekazać wszystko to czego dowiedział się od swojego nauczyciela, bez najdrobniejszej nawet zmiany, nie „zanieczyszczając” otrzymanego od swojego nauczyciela przekazu jakąkolwiek ingerencją; własnej osobowości, intelektu czy upodobań. Nawet jeśli chciałby to czynić w dobrej wierze. Jeśli uczynił inaczej – tracił swój status bramina, guru. Wydaje się, że to jedyne właściwe podejście, oparte na postawie służenia… więc może dlatego tak obce właśnie naszej współczesnej katolickiej praktyce religijnej…
Wracając do śp. prof. Zygmunta Kubiaka, z radością rozpoczął on pracę nad tłumaczeniem Ewangelii z języka oryginału (greki koine), rozpoczynając niestety od Ewangelii Łukasza a więc tej – najpiękniejszej, ale najmniej jednocześnie wartościowej w sensie naukowym, historycznym, czy teologicznym.
Niestety profesor dokończył jedynie tę jedną z Ewangelii i tu moja refleksja, że szkoda już w takiej sytuacji iż nie była to Ewangelia Jana, najważniejsza jeśli chodzi o nauczanie Jezusa, o jego słowa o Bogu – najobszerniej i najbardziej szczegółowo przekazane właśnie przez Jana. A w aspekcie tego co napisałem wcześniej – nowy i niezależny od tradycji przekład z oryginału, dokonany przez takiego człowieka jakim był Zygmunt Kubiak – byłby rzeczywiście iskierką nadziei na uratowanie tego co jeszcze się da - z treści oryginalnej…
Wiele wskazuje na to, że wszystko co dotyczy Jezusa, co zostało opisane w Ewangelii – nie jest przypadkowe, każdy najdrobniejszy szczegół czemuś służył i miał swoje przewidziane przez Wszechmogącego znaczenie. Nie jesteśmy w stanie ocenić, czy coś jest mniej czy bardziej ważne w swoich dalszych konsekwencjach, dlatego jedyną rozsądną postawą powinna być właśnie ta przyjmowana przez tłumacza hinduska postawa „przeźroczystego medium” o której nieprzypadkowo wspomniałem wcześniej.
Z drugiej strony natomiast – jeśli widzimy zbyt dużo drobnych, pozornie mało ważnych odstępstw – to tracimy zaufanie do rzetelności całego dzieła (czy tłumaczenia). Jeśli na przykład ktoś pożycza od nas często np. 300 złotych a oddaje 299, albo oddaje 300 ale zawsze kilka dni po ustalonym terminie - to zapewne machniemy ręką, że to drobiazg itp., ale szybko, podświadomie nawet – uznamy tego człowieka za "niepewnego", ograniczymy zaufanie do niego; no niby zawsze oddaje, ale… Dokładnie tak i w tym przypadku.
Dla przykładu - sprawa tak zwanego zwiastowania.
Treść pozdrowienia anielskiego obecnie zwyczajowo przyjęta, wynikająca także ze swoistego kultu Maryjnego całkowicie obcego Ewangelii, nie ma podstaw w tekście Ewangelii Łukasza w jej greckim oryginale. Współcześnie zgodnie z "tradycją tłumaczeniową" Anioł powiedział do Marii:
Zdrowaś Mario, łaskiś pełna, Pan z Tobą. Błogosławionaś Ty między niewiastami.
Nieco bardziej współczesne, tradycyjne tłumaczenie – to: Bądź pozdrowiona, łaską obdarzona, Pan z tobą, błogosławionaś Ty pomiędzy niewiastami.
W języku łacińskim jest to: „Ave, gratia plena, Dominus Tecum.”
To Ave – jest tak bardzo rzymskie... (Ave Cezar!), ale w oryginale greckim Ewangelii Łukasza jest inaczej:
Chaire, kecharitomene, Kyrios meta Su. Co dosłownie oznacza: Ciesz cię, łaski pełna, Pan jest z Tobą. A dalej - nie ma „Błogosławionaś Ty między niewiastami”, jak to mamy w „tradycji tłumaczeniowej”.
Nie ma.
To nie są słowa Anioła, wypowiedziane do Marii podczas zwiastowania, to są słowa Elżbiety która je wypowiedziała do Marii kilka miesięcy później, gdy ją Maria odwiedziła w domu Zachariasza.
Przytoczmy ten fragment: „ Niedługo potem wybrała się i podążyła śpiesznie do miasta na wyżynie Judzkiej. Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę. Kiedy ta usłyszała od Marii pozdrowienie, poruszyło się dzieciątko (**) w jej łonie. Elżbietę napełnił wtedy Duch Święty i bardzo głośno zawołała: Błogosławionaś Ty między niewiastami i błogosławiony owoc Twojego łona! Skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie?!...”
Jeśli więc uznamy grecki oryginał Ewangelii Łukasza za autorytatywny, a jest to przecież jedyna "całościowa" podstawa do tłumaczeń na inne języki - to okazuje się, że „tradycja tłumaczeniowa” polega na istotnym przeredagowaniu tego fragmentu. Na zniekształceniu oryginału.
Tu znów ktoś powie: „... i cóż takiego się stało? Przecież „źle” Anioł by nie powiedział, gdyby tak powiedział, jak my to wymyśliliśmy. Tak jest ładniej, "bardziej religijnie"… Może i Anioł tak nie powiedział, ale naszym zdaniem powinien był tak powiedzieć…”
Moim zdaniem – tak właśnie postępować, ani nawet myśleć - nie wolno.
Uczniowie Jezusa prosili go pewnego razu, by nauczył ich modlić się, a to dlatego iż słyszeli od uczniów Jana - że pouczał ich o tym jak mają się modlić. To początek rozdziału 11 Ewangelii Łukasza. Tak to przedstawia współczesna kościelna „tradycja tłumaczeniowa”:
„A gdy On w pewnym miejscu modlił się i zakończył modlitwę, ktoś z jego uczniów rzekł do niego: Panie, naucz nas modlić się, jak i Jan nauczył swoich uczniów. Wtedy rzekł do nich: gdy się modlicie, mówcie:
"Ojcze nasz, któryś jest w niebie,
święć się imię twoje,
przyjdź Królestwo twoje,
bądź wola twoja, jako w niebie tak i na ziemi,
chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj
i odpuść nam nasze winy,
jako i my odpuszczamy naszym winowajcom
i nie wódź nas na pokuszenie
ale nas zbaw ode złego.”
W oryginale greckim Łukasza jest jednak inaczej:
Ojcze,
Niech się święci imię Twoje,
Niech przyjdzie Królestwo Twoje,
Chleba naszego powszedniego dawaj nam na każdy dzień
i przebacz nam nasze grzechy,
bo i my przebaczamy każdemu kto wobec nas zawini
i nie wystawiaj nas na próby.
Więc znów ktoś coś pododawał, coś pozmieniał, "poprawił" po Jezusie a w każdym razie po jego uczniu Apostole Łukaszu, który nam to zrelacjonował w Ewangelii. Zapewne - po to, by było bardziej religijnie. Bardziej wzniośle. Trudno wątpić w dobre intencje. Znów ktoś się jednak czuł ważniejszy i mądrzejszy niż Jezus, który modlitwę podyktował i polecił uczniom…
Jeśli na dodatek porównamy to z jeszcze innym tekstem, jaki dziś funkcjonuje jako modlitwa powszechna w Kościele Protestanckim, to widzimy jeszcze większe różnice.
Jezus jednak nie powiedział uczniom:"... chłopaki, to tak mniej więcej się módlcie, jak wam powiedziałem, a jak wam coś się nie podoba, to sobie sami zmieńcie, przeróbcie albo dodajcie coś od siebie, byle było "stylowo"…".
Powiedział wręcz odwrotnie: kto mnie miłuje, ten słowa moje zachowuje. Nie miłuje mnie - kto słów moich nie przestrzega.
W wierności nauce Jezusa, zachowywaniu i przestrzeganiu jego nauk - i głównie w tym - objawia się wiara i miłość a także i nadzieja na Jego Królestwo.
Oczywistym wydaje się, że Ewangelię, czy Nowy Testament, czy może nawet całą Biblię – trzeba ciągle na nowo tłumaczyć zgodnie z przemianami języka odbiorcy, języka który jest tworem żywym i dość szybko się zmieniającym. Nie możemy dziś czytać a już tym bardziej mówić na przykład:
„Wielmoży dusza moja Pana mego a zwiesieli się duch mój w Bodze zbawienia mojego” - bo jest to nadto niewspółczesne, przestarzałe i z tego powodu – niezrozumiałe.
( Magnifikat, tłumaczenie z ok. 1600 roku).
Z drugiej strony – jeśli ktoś w cytowanej wyżej modlitwie podanej przez Jezusa swoim uczniom, których my naśladujemy - dziś przetłumaczy „… i odpuść nam nasze DŁUGI, tak jak i my odpuszczamy…” („Biblia XXI wieku”), to jest bardzo daleko od greckiego źródła tekstu Łukasza a na dodatek widziałbym w tym i sporo złośliwości…
Złośliwości w modlitwie…? To już by była duża przesada. Jednak z drugiej strony -b tłumaczenia Ewangelii nie mogą i nie są czymś oczywistym, z powodu ogromnej odległości czasowej i kulturowej od jej powstania.
Wniosek nasuwa się tu następujący:
I tak bardzo trudno jest dziś o prawdziwą wiarę. Człowiek zanurzony niejako w trudnym, nieprzyjaznym otoczeniu, codziennych troskach, trudnościach – nie bardzo chce przyjmować jakiekolwiek obowiązki, ograniczenia, przyjmować jakiekolwiek autorytety. Takie postępowanie Kościoła w sprawie podstaw wiary z pewnością nie dodaje mu wiarygodności. Jezus wiedział o tym i o tym mówił. Wydaje się więc, że Kościół nie dba o własną "wiarygodność sługi", wobec ludzi uważając się raczej - wbrew poleceniom Jezusa - za pana, dlatego staje się coraz mniej wiarygodny.
Czy to samo można powiedzieć o Ewangelii?
Moim zdaniem - jeszcze na szczęście - nie.
Jest prócz tego oczywiście i dużo więcej problemów z praktyczną realizacją nauki Jezusa, ale cóż tu się martwić o realizację, gdy same nauki w ich współczesnym przekazie stają się mało wiarygodne.
(*) Artykuł ten napisałem posługując się częściowo informacjami z przedmowy Autora przekładu Ewangelii według Św. Łukasza - prof Zygmunta Kubiaka.
(**) Dzieciątko – to Jan, później nazwany Chrzcicielem.
Post Scriptum.
Aby obraz sytuacji którą omawia powyższy tekst nie był zbyt ciemny, bardziej niż w rzeczywistości, postanowiłem jeszcze przytoczyć tu fragmenty wypowiedzi patrona tego przekładu, ks.prof. Michała Czajkowskiego, biblisty, współprzewodniczącego Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów, dotyczące tego wydania Łukaszowej Ewangelii.
"Trzeba dziś nie lada odwagi, by przekładać księgę biblijną. Na szczęście tej odwagi nie zabrakło prof Zygmuntowi Kubiakowi; - jego przekład jest udany, piękny, wzbogacający. Wybitny znawca tradycji klasycznej, były współpracownik wielkiego biblisty śp. ks. Eugeniusza Dąbrowskiego, wspaniale przybliżył nam Ewangelię wg św. Łukasza, także w słowach wstępu. To oryginalny, twórczy przekład. Podziwiam piękno jego języka i wierność oryginałowi greckiemu. Autor szczęśliwie odszedł od pewnych tradycji i stereotypów translatorskich".
Natomiast ks. Adam Boniecki napisał o Zygmuncie Kubiaku:
"Jego ojczyzną była "Polska śródziemnomorska"; dzięki temu rósł i tworzył w najmniejszym stopniu nie skażony miazmatami PRL-u. Pierwsza książka "Półmrok ludzkiego świata" (1963) to zmagania z tajemnicą prawdy ludzkiego cierpienia, śmierci oraz istnienia; wszechwiedzy i miłosierdzia Boga. Ostatnia (...) niedokończony przekład Ewangelii. Z tekstu greckiego, bo - był o tym przekonany - Panu Bogu o miłości najzręczniej było mówić do ludzi po grecku."
Skoro więc autorytety nie napiętnowały samodzielności i odejścia od "tradycji i stereotypów translatorskich" - to... tylko kontynuować tę pracę wobec pozostałych ksiąg Ewangelii...
P.B
Aby obraz sytuacji którą omawia powyższy tekst nie był zbyt ciemny, bardziej niż w rzeczywistości, postanowiłem jeszcze przytoczyć tu fragmenty wypowiedzi patrona tego przekładu, ks.prof. Michała Czajkowskiego, biblisty, współprzewodniczącego Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów, dotyczące tego wydania Łukaszowej Ewangelii.
"Trzeba dziś nie lada odwagi, by przekładać księgę biblijną. Na szczęście tej odwagi nie zabrakło prof Zygmuntowi Kubiakowi; - jego przekład jest udany, piękny, wzbogacający. Wybitny znawca tradycji klasycznej, były współpracownik wielkiego biblisty śp. ks. Eugeniusza Dąbrowskiego, wspaniale przybliżył nam Ewangelię wg św. Łukasza, także w słowach wstępu. To oryginalny, twórczy przekład. Podziwiam piękno jego języka i wierność oryginałowi greckiemu. Autor szczęśliwie odszedł od pewnych tradycji i stereotypów translatorskich".
Natomiast ks. Adam Boniecki napisał o Zygmuncie Kubiaku:
"Jego ojczyzną była "Polska śródziemnomorska"; dzięki temu rósł i tworzył w najmniejszym stopniu nie skażony miazmatami PRL-u. Pierwsza książka "Półmrok ludzkiego świata" (1963) to zmagania z tajemnicą prawdy ludzkiego cierpienia, śmierci oraz istnienia; wszechwiedzy i miłosierdzia Boga. Ostatnia (...) niedokończony przekład Ewangelii. Z tekstu greckiego, bo - był o tym przekonany - Panu Bogu o miłości najzręczniej było mówić do ludzi po grecku."
Skoro więc autorytety nie napiętnowały samodzielności i odejścia od "tradycji i stereotypów translatorskich" - to... tylko kontynuować tę pracę wobec pozostałych ksiąg Ewangelii...
P.B
Labels:
apostołowie,
Bóg,
chrześcijaństwo,
Jezus,
kościół,
Kubiak,
miłość,
modlitwa,
Paweł Baranowski,
religia,
uczniowie jezusa,
wiara
Subskrybuj:
Posty (Atom)
