17.06.2015.
Gdyby dziś ktokolwiek publicznie stwierdził, że „wyżywienie to dla niego przede wszystkim koszt” – trudno byłoby nie zauważyć fałszywości takiego stwierdzenia. Tłumaczenie niesłuszności tego byłoby czystym truizmem, choćby z powodu powszechnej i empirycznej „znajomości” tego zagadnienia w społeczeństwie i to zupełnie niezależnie od statusu, pozycji towarzyskiej, naukowej czy materialnej, płci, wyznania obywatela itp. Są co prawda podobno ludzie wierzący, iż można odżywiać się światłem słonecznym i wodą, ale obawiam się, że mogłoby to mieć w praktyce charakter co najwyżej fantazji roz-ekologizowanych panienek lub medialnego, celebryckiego i krótkotrwałego eksperymentu a nie normalnej praktyki. My po prostu wiemy, że wyżywienie to celowe, budujące i przede wszystkim absolutnie niezbędne działanie, nastawione na „zysk” a nie na „stratę”, w którym element kosztowy jest inwestycją w zysk a nie stratą. Pożywienie jest niezbędnym „budulcem” z którego tworzone i stale odbudowywane jest ciało, jest źródłem substancji niezbędnych by to ciało prawidłowo funkcjonowało a to z kolei jest niezbędnym elementem całego układu czy otoczenia w którym istnienie życia jest lub staje się niemożliwe.
Dlaczego zasada ta przestaje być dla wielu tak oczywista w odniesieniu do gospodarki, na przykład w przypadku spotykanego ostatnio często stwierdzenia, że „pracownik zatrudniony do pracy – to przede wszystkim koszt”. A przecież absurdalność takiego twierdzenia powinna być równie oczywista co widzenie jedynie „kosztu” w pożywieniu, jak to przedstawiłem powyżej. Mam na myśli postrzeganie tego w taki sposób „co do zasady” a nie analizę obciążeń finansowych wynikających z prawa a związanych z zatrudnieniem pracownika; to zagadnienie wymagające odrębnej analizy.
Bez nadmiernej złośliwości źródła takich przekonań upatrywałbym w „rodowodzie” naszych aktualnych „kapitalistów” z okresu tak zwanej „transformacji”, wyszkolonych na Stadionie Dziesięciolecia w Warszawie, na bazarach, pod kantorami wymiany walut… po prostu mamy dość podłą „elitę” przedsiębiorców, swoimi wyobrażeniami i przyzwyczajeniami tkwiącą w okresie pańszczyźnianym a co najwyżej dziewiętnastowiecznych początkach kapitalizmu z jego ówczesnymi „niemowlęcymi” chorobami traktowanymi tu i teraz jak standard. Nawet jeśli odwołuje się ona do współczesnego neoliberalizmu to jest to nadal odwołanie do paskudnych tradycji feudalnych. Polska jest szczególnie narażona na złowrogi atak neoliberalizmu z wielu powodów; kompleksu niższości wobec „zachodu”, bliskości źródła tych idei na arenie europejskiej, sporego podporządkowania wywołanego członkostwem w Unii Europejskiej i to na zasadach członka „drugiej kategorii”, słabością własnej władzy i demokracji, dojścia do władzy cynicznej „elity” aroganckich dorobkiewiczów wykorzystujących każdy pretekst i każdą ideę wyłącznie do osobistego wzbogacenia się i zaspokojenia własnych prymitywnych ambicji.
Wracając jednak do porównania: zatrudnianie jest jak wyżywienie. Jest niezbędne, bo nie da się – szczególnie w przemyśle – prowadzić istotnej gospodarczo działalności bez zatrudniania pracowników. W firmie funkcjonującej – to pracownicy najemni wytwarzają cały przychód finansowy. „Buraczany” przedsiębiorca uważa ów przychód za „swoje pieniądze” i jakby ignorując elementarną zasadę stanowiącą, że zysk wynika z pomniejszenia przychodu o koszty – traktuje przychód za dochód, bardzo się oburzając faktem istnienia kosztów. W ten sposób to co jest normalnym kosztem – dla niego jest już stratą. A koszty uzyskania przychodu to na przykład koszt energii zużytej do osiągnięcia przychodu, zużytych materiałów i zakupionej pracy ludzkiej. Jeśli mówimy o „rynku pracy” to musimy pracę uznać za „towar” za który trzeba zapłacić. Wydawałoby się to oczywiste, ale dla wielu przedsiębiorców to oczywiste nie jest. Jeśli ktoś powie że „wyżywienie jest dla mnie jedynie kosztem” uznamy go za głupca, ale gdy słyszymy, że „pracownik jest dla mnie jedynie kosztem” – powinniśmy przecież zareagować tak samo. To pracownicy wytwarzają przecież cały przychód firmy i robią to za wynagrodzenie. Nie mają oni żadnego innego prawa do owego przychodu oprócz prawa do umówionego wcześniej wynagrodzenia. Od tego przychodu należy odjąć więc to wynagrodzenie, koszty materiałów, energii, podatek należny wynikający z obowiązującego prawa itp. I dopiero to co pozostaje – jest zyskiem inwestora, właściciela, przedsiębiorcy. Dopiero to są „jego pieniądze”. Wynagrodzenia za pracę nie wypłaca się przecież z kapitału założycielskiego firmy jako majątku własnego przedsiębiorcy, kapitału który jest w zasadzie nienaruszalny a właśnie z efektu pracy samych pracowników, czyli – to oni wytwarzają niejako dla siebie swoje własne wynagrodzenia (no i ma się rozumieć – sporo więcej). Przedsiębiorca nie ponosi tu żadnej straty, bo gdyby nie zatrudniał to by żaden przychód nie powstał i takie rozważania byłyby bezprzedmiotowe.
To jaka jest proporcja pomiędzy przychodem, a dochodem czy dalej – zyskiem przedsiębiorcy, zależy od „konstrukcji” samego przedsięwzięcia gospodarczego czyli od biznesplanu a więc od przedsiębiorcy, oraz od warunków prowadzenia działalności gospodarczej, między innymi od prawa, czyli w istocie – od polityki. Z całą pewnością nie zależy to od pracowników najemnych; nie bardziej niż ich wpływ ogólny wynikający z samego aktu wyborczego. Z drugiej strony – wynik działalności a więc relacja przychodu do zysku i jego wielkość bezwzględna zależy od zasobów firmy i umiejętności ich użycia. Zasób to technologia (prawa autorskie, patenty, innowacja), maszyny i urządzenia oraz pracownicy umiejący posłużyć się tym wszystkim dla wypracowania maksymalnych przychodów. W tej sytuacji tendencja do poprawy efektywności poprzez redukcję płac, angażowanie najtańszych, przypadkowych i niekompetentnych pracowników pracujących „za półdarmo” – ma charakter „samobójczy” dla przedsiębiorcy. I być może można by to uznać za jego sprawę prywatną, gdyby nie społeczny aspekt pracy.
Wydawałoby się, że obiektywne uporządkowanie tego wszystkiego byłoby w interesie wszystkich, jednak nie będzie ono możliwe dopóki ster władzy trzyma banda oszołomów i dorobkiewiczów zapatrzonych w ideologię neoliberalną jak komuniści w dzieła Lenina, lub cynicznie szermujących hasełkami „liberalnymi” by uzasadnić swoje prawo do zdobywania własnego bogactwa za wszelką cenę.
Paweł Baranowski 17.06.2015.