MOTTO:


Paweł Antoni Baranowski - BLOG
Witam Cię mój szanowny czytelniku i szanowna czytelniczko. Dziękuję Ci za zainteresowanie. Na wstępie jednak wyjaśnijmy to sobie: celem pisania mojego blogu jest - wyrazić to, co ja chcę przekazać i to wyłącznie w taki sposób - w jaki ja chcę to zrobić. To nadaje sens publikowaniu indywidualnych blogów. Mój blog jest dla odwiedzających jak biblioteka publiczna: czytać książki można, jeśli ktoś lubi i chce, ale pisać w tych książkach - nie należy. Nie jestem informatorem moich czytelników a mój blog nie jest czasopismem.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą samotność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą samotność. Pokaż wszystkie posty

16/02/2018

Fatamorgana
(Biorę Ciebie z sobą na noc)


Wchodzę w twoje senne słowa
Mrok mi ciebie podarował
Ciszę sypią wiatry dookoła
Ty mnie w nią znowu wołasz
Chyba się zanosi na noc
Dobranoc, dobranoc...

Kwitnie w twoich włosach ręka
I z pragnienia jesteś cała
Wszystko naokoło czeka
Wszystko nas zapowiedziało
Pewnie się zanosi na noc
Dobranoc, dobranoc...

Ptak powraca do marzenia
Rozsypują się wszystkie słowa
Milczeniem w sen ciebie wołam
I pragnieniem wołam na noc
Biorę ciebie z sobą na noc
Dobranoc, dobranoc...

Mrok powietrze poodsłaniał
I wiewiórki w naszych szeptach
Dla nas się otworzył kamień
Sen się sypie z niego na noc
Sen się sypie z niego na noc
Dobranoc, dobranoc.


Autor tekstu: Bogdan Chorążuk
Muzyka: Tadeusz Woźniak
Tytuł oryginalny: "Zanosi się na noc"


Fatamorgana

13/11/2017

Wpadła plamka na kawę…


Kiedy zachciało mi się coś uczynić – zasiadłem do pisania, aż tu nagle wpadł do mnie promyk złoty.
Przez okno wpadł zamknięte, jak to promyki zawsze praktykują od kiedy Słońce jest i świeci, korzystając iż przesłonięte dokładnie nie było grubą moją brokatową zasłoną.
Wrzucił on cieplutką i wibrującą jaskrawo plamę kolorową, milutką i radosną na szary mój stół i na beżową na nim serwetę.
Tak więc owa plamka – na kawę wpadła właśnie zaparzoną, na papier do pisania jeszcze całkiem biały, bo nie zasłonięty pismem i na moje padła zimne od starości ręce…
Chciałem już pisać, ale szkoda mi było i nie śmiałem rąk cofnąć od ciepła i jasności cudownej przechadzającej się wolno po stole; rad bardzo byłem i jasności tak niespodziewanej w tej szarości mojej codziennej i tego pocałunku ciepłego odczuwanego przez dłonie i tak trwałem cierpliwie z przymkniętymi oczyma, bez ruchu czekając, tak długo aż się plamka sama zsunie z rąk moich…
Że mi radość uczyniła to oczywiste, ale pomyślałem niespodziewanie: cóż tam ja; może to jej potrzeba trochę szarości tego najzwyklejszego stołu mojego – w oszałamiających, tęczowych kolorach jej świata, może to raczej jej potrzeba nieco goryczy tej zwykłej kawy mojej – w otaczającej ją przesłodkiej jasności, może to ona właśnie tak bardzo pragnie nieco chłodu rąk moich, tak jak ja – jej ciepła i tak – nawzajem radość odczuwamy z tego samego…
Dlatego właśnie nie cofnę rąk, nie dosunę zasłony, i tak czekać będę cierpliwie, aż się plamka ta złota nasyci tym wszystkim, czego jej potrzeba a i ja przecie przy okazji rozkoszować się będę w duchu jej cudowną jasnością, ciepłem i słodyczą – w tym samym czasie.
Czasie którego przecie nie szkoda, który żadną miarą zmarnowany nie będzie...

18/03/2013

Samotność w tłumie…


Nie wiesz, jak wiele może znaczyć
Oczu łagodność twoich miła,
Lśniących pewnością i spokojem,
Gdy wszystko nagle się oddala
Żałosne takie, niepotrzebne,
Gdy mnie odgradza murem ciszy
Od zrozumienia i współczucia
I stoję tak, samotny w tłumie
A wokół pustka się zacieśnia…

Jak wielką wartość mieć potrafi
Tych kilka szczerych słów przyjaźni,
Wyraz nieśmiałej akceptacji;
Jasne i proste twe spojrzenie,
Jak wśród ciemności – niespodziany
Promyk nadziei na ratunek,
Gdy błądzącemu po omacku
Pośrodku nocy nagle błyśnie
Domostwa światło – na odludziu…

Twej drobnej dłoni chłodny dotyk,
Jak z mocnej liny poręcz pewna,
Może powstrzymać od upadku
W zobojętnienia czeluść marną,
Gdy wszystko się bezsensem zdaje
I mgła przykrywa to – co będzie,
A to co było – także znika
Za szklaną ścianą niepamięci,
Zmatowiałego lustra taflą…

Więc… patrz odważnie w moje oczy.
Mów bez obawy słowa szczere.
Uśmiechaj do mnie się – promiennie,
Choć chłód metalu na twej dłoni;
Znak ostrzegawczy – kółko złote,
Ja ją ogrzeję myślą ciepłą,
Mając nadzieję, że nareszcie
Wiesz już, jak wiele może znaczyć
Łagodność oczu twoich…
miła...


Paweł Baranowski 2003