MOTTO:


Paweł Antoni Baranowski - BLOG
Witam Cię mój szanowny czytelniku i szanowna czytelniczko. Dziękuję Ci za zainteresowanie. Na wstępie jednak wyjaśnijmy to sobie: celem pisania mojego blogu jest - wyrazić to, co ja chcę przekazać i to wyłącznie w taki sposób - w jaki ja chcę to zrobić. To nadaje sens publikowaniu indywidualnych blogów. Mój blog jest dla odwiedzających jak biblioteka publiczna: czytać książki można, jeśli ktoś lubi i chce, ale pisać w tych książkach - nie należy. Nie jestem informatorem moich czytelników a mój blog nie jest czasopismem.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiersze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiersze. Pokaż wszystkie posty

18/10/2017

Listy zagubione.

SZCZECIN 16.10.2011.
Miła Moja.


Chyba źle zrobiłem, że się zapatrzyłem w Twoje oczy, chociaż masz dobre oczy, bo w nich pełno dobra, często patrzysz w bok albo przed siebie i bardzo trudno jest napotkać Twoje spojrzenie... Odblaski światła w Twoich cudownych, lśniących włosach też mnie olśniły, a może nawet zahipnotyzowały i teraz już myślę tylko o Tobie, nie zważając na nikogo innego... Ale jestem daleko i dlatego mogę sobie jedynie wyobrażać wszystko to, co Ciebie dotyczy. Czuję się jakbym siedział na Księżycu, bo znalazłem się w dziwnym miejscu; bliskim lecz odległym, skąd mogę patrzeć na Ciebie, ale nie mogę Cię znaleźć ani zrozumieć, gdy nas rozdziela niewidzialna, ale realna przepaść. Przepaść czasu? Przepaść przeszłości? Przepaść życia... I głos Twój mógłbym słyszeć, ale mój głos nie dociera do Ciebie, bo często nie odpowiadasz, ważysz i oszczędzasz słowa, nawet wtedy gdy wszystko od nich zależy. Jesteś bardzo tajemnicza i zamknięta, więc to czego jestem ciekaw - muszę sobie jedynie wyobrażać, a to czego wiedzieć nie chcę – to wiem na pewno. Ciekaw jestem jak wyglądasz na tym swoim ulubionym tapczaniku, jak się nocą przeciągasz w koszulce, jak się uśmiechasz i wzdychasz przez sen taka cieplutka i pachnąca, ale pewno: mogę to sobie tylko wyobrażać na Księżycu! Całe szczęście, że jestem daleko i siedzę sobie na Księżycu, bo jak bym był blisko ciebie to umarłbym z niewyspania: tak bym się całą noc przyglądał gdy śpisz, głaskał delikatnie twoje włosy rozsypane błyszczącą, bezładną falą na poduszce, obserwował twoje sny, jak przelatują i jak złe - przeganiał: „a kysz; poszedł ty w cholerę – paskudny” a jak miłe - przepuszczał: „proszę bardzo, wejdź mój milutki” i bym patrzył jak się uśmiechasz przez sen i muskał delikatnie ustami twoje dłonie, ale tak żeby Cię nie obudzić... I wszystkie złe wspomnienia też bym odganiał gdyby powracały z przeszłości: „a wynocha wy wredne, poszły w zapomnienie wieczyste”, a przygodnych chujów, byłych mężów i złe i podstępne duszyska bym prześwięcił krzyżykiem i tylko – już wtedy sam, bym się mógł przytulić do Ciebie, tak na chwilkę, tak leciutko i delikatnie żeby tylko poczuć twój mięciutki dotyk, posłuchać twojego oddechu i bicia serca, ale żeby Cię nie zbudzić, i bym zawsze był tylko dla Ciebie, byłbym takim twoim ochroniarzem niewidzialnym... I też bym ci zawsze rozczesywał i szczotkował włosy - jednocześnie sam delektując się ich pięknem, miękkością i zapachem, i stopki bym ci balsamem nacierał zmęczone wieczorem - ciesząc się, że to ci przynosi ulgę, a plecy bym ci masował delikatną gąbeczką w ciepłej wodzie i potem bym cię całą nasmarował wonnymi olejkami łagodnymi, i mi też by było tak miło - bo byśmy byli przecież jednym ciałem i odezwij się do cholery, bo coś we mnie buzuje jakbym wino gazowane „Sowieckoje Igristoje” całe sam wypił za pięć pięćdziesiąt...
 (........... Niestety tu się urywa a może i nawet niestety kończy ten list zagubiony a odnaleziony przypadkowo akurat przeze mnie, zawiany wiatrem do kałuży na Jasnych Błoniach, lecz jakie były dalsze losy jego autora a zwłaszcza adresatki - nie wiem, bo odpowiedzi niestety jeszcze nie odnalazłem... )

Wersja na nowo przetłumaczona z oryginału, ale nadal aktualna 18.10.2017.

19/07/2017

Noc oczekiwania.


Noc przed dniem umówionym
mojego z tobą spotkania;
dziwnie długa i trudna
przytłacza mnie bezsennością,
nieznaną konsekwencją niewiadomego słowa,
ciężarem nieuchronnym niemego pożegnania.

I słyszę czasu drżenie
wibrujące w atomach
napędzające zegara wskazówki i trybiki
w nieubłaganym ich ruchu.
I rozpływam się w ciszy,
bezwiednie obserwując plamki świateł ulicy –
jak płyną jednostajnie,
szlakiem skośnym po ścianie,
od okna… do sufitu…
I znikam i powracam,
niezmiernie zaskoczony
czarną plamą obawy
w ciemnym kącie, za szafą

Lecz – aureola mglista nadziei i miłości
falująca poświatą wokół zgasłej żarówki:
- jest tylko przywidzeniem?
i wszystko już wiadome?
i nie ma drogi wstecz?
Więc pytam siebie: po co!
i myślę wciąż: dlaczego!
starając się nie patrzeć
w przerażające oblicze
tak wielu lat straconych
odbitych w tafli lustra
potępiającym spojrzeniem...

Lecz przecież – to nie ja!
przecież tego nie chciałem!
więc szybko odwracam głowę i wtulam ją w poduszkę,
czując – zapamiętany dotyk ciepłego ciała,
pachnący i aksamitny,
w pamięci zakamarkach na zawsze zapisany
smak truskawkowych ust…

Lecz tak podobno nie wolno!
bo nie wypada i grzech!
Więc – może jednak już lepiej
Nie przychodź… ?
...lub nie odchodź...!



Wiersz – Paweł Antoni Baranowski – 2003;
Grafika komputerowa 2003 – Paweł Antoni Baranowski (wykorzystano fragmenty wizerunku fotograficznego ołtarza głównego kościoła pw. Miłosierdzia Bożego na Osiedlu Książąt Pomorskich w Szczecinie)

02/12/2016

Czemu.

Nie wiem czemu – O, Mój Panie
Ocaliłeś mnie z topieli,
Chociaż jeszcze nie wiedziałem
Że mam Ciebie o to prosić...
I wyrwałeś z rąk bandytów,
Ochroniłeś przed chorobą,
Zginąć mi nie dałeś w ogniu –
Chociaż jeszcze Cię nie znałem...

Czemu mnie – Panie – ocalasz
Codziennie, w każdej godzinie
Od tak wielu niebezpieczeństw
O których nawet nic nie wiem?
Mnie, tak bardzo niegodnego,
Tak słabego, leniwego,
Ulegającego zachciankom –
Jak tylko potrafi człowiek.

Do czego mnie przeznaczyłeś
W nieomylnych swoich planach!
Cóż takiego mam uczynić,
By wypełnić Twoją wolę!
… Tak bardzo pragnę poznać
Twe nieodgadnione zamiary.
Chcę im się podporządkować,
Chociaż mam tak mało wiary,

Choć się coraz bardziej boję,
Że znów nie zdam egzaminu
Z mej miłości i nadziei,
Posłuszeństwa i pokory.

O Panie, proszę – pomóż mi!



Paweł Baranowski 2012

10/11/2016

O Panie, proszę – pomóż mi!



Jedynie Ty – O, Panie jesteś godny osądzać skutki moich uczynków, pragnienia mego serca i prawość myśli moich.


Jesteś jedynym źródłem, więc wszystko wiesz o wszystkim, bo nie ma na tym świecie ani na żadnym innym nic skrytego przed Tobą.


Ty przecież jesteś wzorem, słupem granicznym prawdy, linią światła granicy pośród bezkresu nocy - będącej Twoim dziełem.


Jesteś głosem szepczącym, pouczającą radą, opieką przyjacielską, myślą oświecającą – dla szukających prawdy.


Dla zadufanych w sobie, zazdrosnych i zuchwałych, jesteś – niewysłowioną, niezgłębioną zagadką; jasnością nieprzystępną.


Dla wszystkich serc najczystszych Panem, lecz jednocześnie najlepszym przyjacielem; obiektem uwielbienia, ale też – wielbicielem.


Ty tylko jesteś znawcą bezstronnym, sprawiedliwym, życzliwym i nieomylnym – więc najlepiej uczynię podporządkowując się Tobie.


Wiesz przecież, czego pragnę i słyszysz – o czym myślę, bo – nie będąc stronniczym – troszczysz się jednakowo o każdego i wszystkich.


Jestem teraz jak ślepiec, który jednak próbuje pójść we właściwą stronę, nie zboczyć z Twojej ścieżki – choć gubię się i błądzę.


Choć czasem kuszą skróty, gdzie wielu mnie zaprasza i droga wygodniejsza – zawierzę Twoim słowom, błagając Cię bez końca:


O Panie, proszę – pomóż mi!


W Szczecinie; napisałem 15 grudnia 2012
Paweł Baranowski

27/08/2014

Szukam...


Szukam cię, najmilsza – w ciszy
Leśnych polan rozświetlonych,
Gdzie spokojem pustka cieszy,
Migotliwych świateł tańcem
W kępach kwiatów łąk tęczowych.
… Gdy się wsłucham w swoje serce,
Wtedy Pana flet złocisty
Pieśń wygrywa niezrównaną
O miłości, o tęsknocie
Mej nadziei myśli czystych.

Szukam ciebie, miła – w dali.
W pól bezkresnych cichym smutku,
Gdzie wiatr o rozstaniach szepcze,
Wszystko czasu ogień pali,
W bezustannym przemijaniu.
… A gdy wpatrzę się w horyzont,
W szarą mgłę na świata skraju,
Twoje oczy szaro-złote,
Rozświetlone słońca łuną
Patrzą tęsknie w moją stronę.

Szukam cię – w otchłani nocy,
Gdzie się czają groźne cienie,
I w ciemności płaczą skrycie,
Że – w pożarze namiętności –
Zmarnowały swoje życie.
… A nad nimi – nieba przestwór;
Miliard światów tkwi w wieczności.
Lecz – cokolwiek czynić pragnie
Życia siła niezniszczalna –
Zawsze dąży ścieżką Pana!

Pod tym gwiezdnym baldachimem,
Gdzie migoczą świateł roje,
W żywych istot wielkim tłumie
Sam – milczący – ciągle stoję,
Myśląc: czy to przedstawienie?
… Bo to wszystko – tanią sztuczką!
To – cyrkową jest ozdobą!
Jeśli na tych planet mrowiu
Nie ma tej, co - stając obok -
Powie:
- Miły; Chcę być z tobą!


Paweł Antoni Baranowski 2006

31/10/2013

O Panie, proszę – pomóż mi…


Jedynie Ty – O, Panie
Jesteś godny osądzać
Skutki moich uczynków,
Pragnienia mego serca
I prawość myśli moich.

Jesteś jedynym źródłem,
Więc wszystko wiesz o wszystkim,
Bo nie ma na tym świecie
Ani na żadnym innym
Nic skrytego przed Tobą.

Ty przecież jesteś wzorem.
Słupem granicznym prawdy.
Linią światła granicy
Pośród bezkresu nocy
Będącej Twoim dziełem.

Jesteś głosem szepczącym,
Pouczającą radą,
Opieką przyjacielską,
Myślą oświecającą –
Dla szukających prawdy.

Dla zadufanych w sobie,
Zazdrosnych i zuchwałych,
Jesteś – niewysłowioną,
Niezgłębioną zagadką.
Jasnością nieprzystępną.

Dla wszystkich serc najczystszych
Panem, lecz jednocześnie
Najlepszym przyjacielem;
Obiektem uwielbienia,
Ale też – wielbicielem.

Ty tylko jesteś znawcą
Bezstronnym, sprawiedliwym,
Życzliwym i nieomylnym –
Więc najlepiej uczynię
Podporządkowując się Tobie.

Wiesz przecież, czego pragnę
I słyszysz – o czym myślę,
Bo – nie będąc stronniczym –
Troszczysz się jednakowo
O każdego i wszystkich.

Jestem teraz jak ślepiec,
Który jednak próbuje
Pójść we właściwą stronę.
Nie zboczyć z Twojej ścieżki –
Choć gubię się i błądzę.

Choć czasem kuszą skróty,
Gdzie wielu mnie zaprasza
I droga wygodniejsza –
Zawierzę Twoim słowom,
Błagając Cię bez końca:

O Panie, proszę – pomóż mi!


Paweł Antoni Baranowski.

27/10/2013

Jeszcze tylko…


Jeszcze tylko… zawrót głowy,
gdy się świat zatrzymał nagle,
bo poruszać się przestały
wszelkie myśli i uczucia
wokół ciebie: – zimnej gwiazdy.

Jeszcze tylko… rozpacz ślepa,
że nie słabnie serca drżenie,
choć przegrała z interesem
miłość czysta, oszukana,
odepchnięta i niechciana.

Jeszcze tylko… to zdumienie,
że tak bardzo boli cisza.
tak obraża twe milczenie,
chociaż płonie niepotrzebnie
ogień zimny i niszczący…

Jeszcze tylko… odrętwienie,
jesień w samotności łzawej,
jeszcze tylko… zapomnienie –
i…


Paweł Antoni Baranowski – 2006

04/08/2013

Niespodziewanie.


Gdy – o północy, punktualnie
zupełnie niespodziewanie
telefon zadzwoni nagle –
nie podnoś wtedy słuchawki
choć myślisz o kimś wiele dni
bo to – pożegnalne witanie
to powitalne żegnanie
rozpacz i łzy…

bo wówczas śpi już rozsądek
a Bóg – zajęty myśleniem
o tych, co z jego imieniem
na zawsze w sercu wyrytym
zasnęli – z nadzieją na świt

lecz – czy świt wart jest czekania
gdy niesie tęsknotę wieczną
samotność tak beznadziejną
że chciałbyś w mroku się ukryć
w ciemności na zawsze już żyć

i nikt nie może ci pomóc
bo Bóg – zajęty czuwaniem
nad Sprawiedliwych spoczynkiem
co – z całkiem czystym sumieniem
głębokim zasnęli już snem.

Więc lepiej…
… nie podnoś słuchawki
gdy nagle telefon dzwoni
dokładnie w połowie nocy
spełniając twoje modlitwy
od wielu szeptane już dni
bo to – pożegnalne witanie!
to powitalne żegnanie!
… skradnie twe sny!


Paweł Antoni Baranowski – 2005

21/07/2013

Jesteś piękna w mych marzeniach…


Jesteś piękna w mych marzeniach,
Gdy we śnie, wyzbyty wstydu
W zakochaniu myślą pieszczę
Każdy skrawek twego ciała.

Gdy we śnie – wyzbyty strachu
Całkiem szczerze jestem sobą,
Mogę dać całego siebie
Bez obawy zniewolenia,

Bez przeczucia fałszu, zdrady,
Feministycznego kłamstwa,
Zakłamania głupiej pozy,
Kołtuńskiego obyczaju.

Prawdę mówią – pocałunki.
Błyszcza prawdą oczy twoje,
Że jesteśmy tylko dwoje –
Od początku… i bez końca,

Lecz niestety: tylko we śnie;
Bo na jawie: panie…, pani…
Doświadczenia ostrzegają.
Zwyciężają – konwenanse.

Górę bierze złe wspomnienie.
Dawny ból, choć zaleczony.
Już niestety brak nadziei
Że to może być tak piękne.

Więc… cierpliwie czekam nocy,
Sny oddając szczęściu memu.
Piękne jest – co się nie stało.
… Może właśnie – dzięki temu?


Paweł Antoni Baranowski


18/06/2013

Kara.


Za miłość wielką, szaloną
zawsze okrutna jest kara:
w ciemnościach, przez wieczność całą
samotnie stać na rozstajach.

Powtarzać w myślach, od nowa
rozmowy – dawno umilkłe
poprawiać nietrafne słowa
i przekonywać… sam siebie…

Bo którą by nie pójść drogą –
zawsze jest coś do stracenia;
czy w prawo?… czy lepiej prosto…?
- posłuchać głosu sumienia…

Obracać w palcach pytanie
już nie mające znaczenia
czekać na znak – co się stanie;
ogłosi czas wybawienia.

A na rozstajach – pośrodku –
krzyż stary, z płotkiem i bramą
przy bramie – postać płacząca…
w jej łzach – odbicie!… t o   s a m o ?!

Wybacz mi Duchu, mój bracie
zaszczuty jej niewiernością;
ty długie cierpiałeś noce
na tym rozdrożu – przede mną…

Ja jednak czekać nie będę!
Pobiegnę śmiało przed siebie
na przełaj – przez pola ciemne
gdzie świtu zorza na niebie.

Właśnie ta droga mnie zbawi
– choć trudna i niewygodna;
nieważne – dokąd prowadzi!
ważne – by była mnie godna!


Paweł Antoni Baranowski 2007

01/04/2013

Jestem dębem.

Jestem dębem.
Stoję tu już od dawna.
Jestem sam.
Szeroko rozkładam ramiona -
by służyć;
chcę stworzyć oazę cienia
pod słońcem
palącym tak bezlitośnie,
enklawę ciszy,
szumu liści – w wiecznym zgiełku.
bastion uczuć – w chorym świecie
podłych interesów,
dając energię – uzdrawiać wątpiących,
słabnących.
     … mogę patrzeć;
widzę Słońce
wschodzące przede mną
ciemną nocą -
obojętny blask gwiazd
przed świtem – słyszę śpiew
spacerującego Księżyca.
     … nie zasypiam…

Przychodzą tu różni;
odłamią kawałek kory,
obleją jakimś płynem…
ty – także czasami przychodzisz.
obejmujesz mnie ramionami,
przytulasz gorące czoło,
policzek
mokry od łez
lecz… to nie jest dla mnie!
bo patrząc
nie mnie widzisz!
potrzebujesz – lecz nie dostrzegasz
uczucia:
Czy mam być tylko świadkiem?
Czy chciałabyś tylko brać?
zaczerpnąć trochę
energii „niewiadomego pochodzenia”?
     … ależ proszę!

Lecz pamiętaj:
ja znam jej pochodzenie
jej cenę
źródło i przeznaczenie
bilans zysków i strat.
Kiedy to wreszcie zrozumiesz:
nie jestem przedmiotem.
Dla mnie – jedynym sensem
jest miłość.
gorące serce.
istnieję – cierpiąc.
cierpię – istniejąc.
     … szczęśliwe przedmioty -
bo ich serca
też są tylko przedmiotami…

Jestem dębem.
Mogę patrzeć.
Jestem sam.
Czekam.
To wszystko, moje istnienie
to jednak rodzaj cierpienia.
Panie Mój!
Jak długo
jeszcze…

Paweł Antoni Baranowski – 2003

18/03/2013

Samotność w tłumie…


Nie wiesz, jak wiele może znaczyć
Oczu łagodność twoich miła,
Lśniących pewnością i spokojem,
Gdy wszystko nagle się oddala
Żałosne takie, niepotrzebne,
Gdy mnie odgradza murem ciszy
Od zrozumienia i współczucia
I stoję tak, samotny w tłumie
A wokół pustka się zacieśnia…

Jak wielką wartość mieć potrafi
Tych kilka szczerych słów przyjaźni,
Wyraz nieśmiałej akceptacji;
Jasne i proste twe spojrzenie,
Jak wśród ciemności – niespodziany
Promyk nadziei na ratunek,
Gdy błądzącemu po omacku
Pośrodku nocy nagle błyśnie
Domostwa światło – na odludziu…

Twej drobnej dłoni chłodny dotyk,
Jak z mocnej liny poręcz pewna,
Może powstrzymać od upadku
W zobojętnienia czeluść marną,
Gdy wszystko się bezsensem zdaje
I mgła przykrywa to – co będzie,
A to co było – także znika
Za szklaną ścianą niepamięci,
Zmatowiałego lustra taflą…

Więc… patrz odważnie w moje oczy.
Mów bez obawy słowa szczere.
Uśmiechaj do mnie się – promiennie,
Choć chłód metalu na twej dłoni;
Znak ostrzegawczy – kółko złote,
Ja ją ogrzeję myślą ciepłą,
Mając nadzieję, że nareszcie
Wiesz już, jak wiele może znaczyć
Łagodność oczu twoich…
miła...


Paweł Baranowski 2003

14/01/2013

Pomyśl…


Czy jesteś całkiem pewna,
że pluszowy niedźwiadek
trocinami wypchany,
twój misiaczek kochany,
nocą przytulany –
nic nie czuje?
…że ten, którego całowałaś
szepcząc swe tajemnice;
ten, w którym już na zawsze
pozostało zaklęte
ciepło twoich dłoni –
nie cierpi okropnie,
rano odkładany
na właściwe miejsce
w szafie na półeczce
z twymi zabawkami?
… że serce drewniane
nie krwawi, gdy widzi
twą dłoń – sięgającą
po i n n ą zabawkę ?!

…A może wesołość
jego szklanych oczu
to mistyfikacja?
może jego uśmiech
mocno przyklejony
do pluszowej mordy
jest maską cierpienia…?

Pomyśl!
… bo gdyby tak było –
byłabyś może najokrutniejszą
z wszystkich żywych istot!

A więc?
Czy jesteś
… całkiem pewna…?
………………………………………

Paweł Antoni Baranowski 2002.

28/12/2012

Larwa


Gdy się przedarła fałszu szmata,
Gdy zaufanie próchnem pękło,
Przejrzało lustro spod osadu
I – zrozumienie się wylęgło,
Jakby… żarłoczną larwą podłą,
Co może zmienić się w motyla,
Ale – tym razem – pozostała
Zmorą podstępną i potworną.

I – nim zdążyłem się osłonić
Uczucia mego parasolem,
Nim nadążyłem furtkę zamknąć
Między miłością a rozumem,
Larwa zaczęła – „całą prawdą”
Niszczyć uczucia i marzenia,
Nie bacząc, że – miłością żyjąc –
Nie potrzebuję „zrozumienia”!

Nawet musiałem się ukrywać!
W kościelnej przesiadywać nawie!
Często – unikać sytuacji,
W których wyłazi larwa na wierzch.
Ale ...wylazła i ...gadała,
I mi dowiodła bardzo szybko,
Że – z mym uczuciem – jestem błaznem!
A moja Miła – „zwykłą dziwką”?

Wnet to pojąłem, że w tym świecie
Na „zrozumienie” nie ma broni;
Nawet mnie woda nie ukryje,
Ani mnie ziemia nie osłoni –
Choćbym je błagał o ratunek
W imię miłości niespełnionej…
  …przed larwą nie skapituluję!
Od dzisiaj – mawiam: wiem
że ...czuję...


Paweł Antoni Baranowski 2005

24/12/2012

Protest-Song Wegetariański w obronie zwierząt – na czas Bożego Narodzenia.

„NIEBO W GĘBIE”.

Święta godzina,
Polska rodzina,
I mądry pies.

*

Od rana klęczą obok radyja.
Z Radyja płynie Jezus…, Maryja…
Chleba naszego racz nam dać Panie
Z plasterkiem szynki!
(Postne śniadanie)
Lecz skąd ta szynka?
– Od ciotki Ali.
Skąd ciotka miała?
– W sklepie sprzedali!
No a skąd w sklepie?
– Z hurtu dostali!
Skąd ma hurtownia!?
- Uhandlowali
[Chłopi przywieźli, proponowali…
Sklep się postarał, wytargowali...]
A skąd u chłopów?
– Produkowali!:
Dobrze karmili
I bardzo dbali,
Potem – zabili,
Ugotowali.
Nie nasza wina!
Wybacz nam Panie!
My   t y l k o   przecież
Jemy śniadanie!

… Święta godzina,
„Mięsna” rodzina
I głodny pies.

*

Pies był niegrzeczny:
Merdał leniwo,
Więc dostał kopa
Bo Święta idą.
I – do piwnicy
By nie przeszkadzał,
Gdy dziś rodzina
Świnię zarzyna.
Muszą koniecznie
Zrobić hot-doga !
… w piwnicy doga
Teraz boli noga,
I drży w piwnicy
Z zimna, rozpaczy …
… chyba już dla mnie
nie wystarczy !?

Wszak psia to strawa;
Schab, wieprzowina…
Lecz – bardzo głodna
„Mięsna” rodzina!
Ale mu życzą
„Wsiego Dobrego”:
Dadzą mu kaszy
Z ziarna pełnego.
- Przecież nie dadzą mu schabowego ?! –
Bo ludzie przecież   l e p s i   od niego !

*

Święta godzina,
Głodna rodzina,
Kopnięty pies:

*

Bóg się rodzi,
Karp truchleje…
…………………

Paweł Baranowski 2008


19/11/2012

Jak Gwiazda Nadziei…


Była … jak promień światła cudowny.
Iskra czarowna, co – przed mym oknem
Wschodząc co wieczór nad dachu skrajem,
Ze snu wiecznego zbudziła wiarę.
Co noc mi nową dając nadzieję,
Żal łagodziła błękitnym blaskiem,
A rozpalała żądzy ognisko,
Aby przed świtem … podeptać wszystko!

Już nie wiem, ile razy umarłem
W tej tragifarsie niezrozumienia.
Ile przyrzeczeń i praw złamałem,
Walcząc o prawo do zapomnienia.
Wielkie to było rozczarowanie,
Gdy zrozumiałem – po jakimś czasie,
Że to nie żadna Nadziei Gwiazda,
Tylko … banalne odbicie światła
W blaszanej rynnie, gdzieś – na kominie,
Nie Wenus, Jutrzni, Gwiazdy Wieczornej,
Ale – pobliskiej lampy… publicznej… !

Z nią rozmawiałem przez tyle nocy,
Mówiłem wiersze i snułem plany.
Żarówka – była pocieszycielką!
Słałem modlitwy w stronę … latarni!
Bez rezultatu!: Bez zmiłowania
Zimno błyszczała rynna blaszana.
Ale właściwie – nikt nie jest winien.
Takie są zwykle własności … rynien!

Cierpiąc tak, ciągle myślami błądzę,
I w samotności pytam sam siebie:
Czy była ona – bo dziś już nie wiem;
Fatalną – Złudnej Nadziei gwiazdą?
Czy może raczej – wszystko przeze mnie!
Wszystko to moją było pomyłką!
… Naprawdę … nie wiem …



Paweł Antoni Baranowski – 2003.

30/10/2012

Zobaczyć łzę…


Jeszcze możesz zobaczyć mój ślad.
Ślad dziurawych butów na piasku.
Że gdzieś czekają… może przyjdzie,
Że mówią:… dziwak, romantyczny,
Chciał być lojalny wobec prawdy!
…Całe szczęście, że wreszcie poszedł…

Jeszcze możesz zobaczyć mój cień,
Jak idzie – nie widząc przechodniów,
Potyka się o krawężniki,
Śmieszny relikt innej epoki,
Szlachetnie nieprzystosowany,
Bez wczoraj, bez dziś i bez jutra…

Jeszcze możesz zobaczyć łzę.
Tę maleńką kroplę cierpienia,
Co uchodzi z serca przez oczy.
Ostatnio to rzadkie zjawisko!
I nie dziw się, że jest prawdziwa –
Choć w TiVi o tym nie mówili…

Możesz krzyknąć: głupiec! – machnąć ręką,
Zająć się własnymi sprawami,
Ale nie mów, że to było nieważne!
Bo – jeśli tak naprawdę zechcesz –
Jeszcze możesz zobaczyć mój ślad…
Możesz zobaczyć mój cień,
Zobaczyć łzę…


„Zobaczyć łzę” – Paweł Antoni Baranowski – 2003




27/07/2012

Miłość?

Niech ciemność – Słońce zakryje,
że w mojej obecności
tak bezczelnie oświetla
twoją twarz!

Susza – niech deszcz pochłonie,
że śmie dotykać twych włosów
swymi brudnymi kroplami,
udając łzy!

Wiatr – niechaj cisza uwięzi,
że głaszcze twoje ciało
pod absurdalnym pretekstem
prawa natury!

Niech twa pamięć wyrzuci
obcych, znajomych i krewnych,
bym tylko ja w niej pozostał
choć chwilę.

Bądź przez tę chwilę moja,
w cudownym „sam na sam”
milczącej rozmowy spojrzeń
ponad banałem słów.

Żyj przez tę chwilę – dla mnie,
w uśmiechu z głębi serca,
pokonującym z łatwością
przepaść cierpienia i lat.

Nie każ mi wciąż konkurować
z kotem, psem, przyjaciółmi,
bo przez to żyję od dawna
tylko przez krótkie chwile.

Pozwól mi odczuć przez moment,
że jestem – choć z wielu – jedyny!
Będę się cieszył tą chwilą
aż do ciemnego świtu.

Paweł Antoni Baranowski


25/07/2012

Marzenie (o mojej najmilszej).

Daj mi jeszcze jedną noc.
Daj mi tylko jeden dzień.
… Może się przechyli szala
I przestanę może wreszcie
Śnić na jawie, marzyć we śnie
O twej dłoni ciepłym wnętrzu –
Całowanym bez pamięci,
O twych ust dotyku miękkim –
Co mnie budzi pośród nocy,
I rozglądam się – zdziwiony;
Puste kąty… ? cztery ściany…?
Tylko Księżyc zza zasłony
Mruga do mnie, nie rozumie,
Czemu życie swe marnuję
Beznadziejnie – znów samotny…

Cóż mu mogę odpowiedzieć;
… Że powinien spytać ciebie?
Tak nie powiem, bo się boję,
Że – gdy spojrzy w oczy twoje,
Gdy przytuli twoje piersi,
W twoje włosy się zaplącze,
Oszaleje… i zostanie
Już na zawsze przed twym oknem!
A ja – nie dość że zazdrosny,
Nie dość że z tęsknoty chory,
W dzień bez oczu twoich blasku,
Bez Księżyca światła nocą –
Znowu będę żył w ciemności…?

Ja tak nie chcę! – i dlatego
Bardzo proszę: Miła moja!
Daj mi tylko jedną noc.
Daj mi jeszcze jeden dzień.
Może się przepełni miara…
I przestanę może wreszcie
Śnić na jawie, marzyć we śnie...

Paweł Antoni Baranowski 2007



05/07/2012

Stało się?

Czujesz się jakoś dziwnie.
Cóż – znowu stało się…

To nic strasznego.
Chwila przebudzenia,
Rodzaj zauroczenia,
Podobny do szaleństwa
Dziwny stan upojenia…

Bo jak inaczej mógłbyś
W bezsensownym wysiłku
Przez całą noc całować
Każdy centymetr jej ciała –
Widziany w wyobraźni?

Jakże inaczej mógłbyś
We śnie ją tulić w ramionach,
Słuchając bicia serca,
Szeptanych próśb i wyznań,
Oddechu – pełnego pożądania?

Godzinami patrzeć w jej oczy
Choć w ciągu dnia, na jawie
Tak trudno ci napotkać
Chociażby przypadkowe,
Przelotne, drobne spojrzenie.

Wpadasz nagle w panikę
Gdy stanie blisko ciebie,
Lecz kiedy jej nie widzisz –
Też jesteś przerażony
Jak zabłąkane dziecko.

Więc biegasz niespokojnie
Po ulicach i placach
Szukając jej oczu, jej głosu,
Ale gdy znajdziesz, choć z ulgą –
Cofasz się szybko, ostrożnie…

Nie chcesz zrobić przypadkiem
Nieostrożnego gestu,
Aby nie sprowokować
Czających się już w pobliżu
Tak zwanych „życiowych” problemów.

Dni głupio zmarnowanych
Pełnych kłótni i biedy,
Podejrzeń i zazdrości
„Życzliwej pomocy” jej Mamy,
Zmęczenia i brudnych pieluch…

Nie, nie!… Tylko spokojnie!
To przecież nic strasznego:
… Taki rodzaj szaleństwa.
To tak – po prostu – wygląda
Początek wielkiej miłości.

Jeśli przed nią uciekniesz
Sama – cichutko umrze.
Wystarczy że ogłuchniesz,
Odwrócisz się plecami
I spokojnie poczekasz…

Będziesz bardzo żałował,
Będziesz się czuł jak bandyta
Chociaż wiesz, że tak trzeba
Że mogło być jeszcze gorzej
Gdybyś uległ pokusie.

Później – już będziesz bezpieczny,
Później – już będziesz samotny,
Poczujesz się… jakoś dziwnie…


Paweł Baranowski 
Szczecin 2012