"Człowiek" - to podobno brzmi dumnie z pewnych względów, o których za chwilę, ale tymczasem wspomnę stwierdzenie nauki stworzonej właśnie przez ludzkość, że człowiek należy do rodziny ssaków naczelnych z rodziny człowiekowatych i jest formą życia wyewoluowaną ze świata zwierzęcego, poprzez stopniowe przemiany genetyczne przez miliony lat i wiele etapów pośrednich od form stricte zwierzęcych, do formy Homo Sapiens występującej na całym świecie od ponad dwustu tysięcy lat. Sprawa ta nie dość że bywa mniej lub bardziej energicznie negowana, jak na przykład przez religie, to posiada też wiele ważnych i szczegółowych aspektów; skupmy się jednak tu aktualnie na jednym z nich, zasygnalizowanym w tytule.
Owe przemiany mają naturę biologiczną a także skutki psychologiczne. Problem w tym, że człowiek psychicznie kieruje się we własnej ocenie zupełnie innymi przesłankami, niż zależności sterowane genetycznie.
Przykładem niech będzie pewna „nierównomierność” przemian, powodująca że pomimo gwałtownego jak na skalę czasową rozwoju mózgu ludzkiego i konsekwencji tego, u człowieka pozostają pewne cechy tak zwane „wsteczne” czyli zdecydowanie „zapóźnione”, należące do świata postrzeganego jako ewidentnie zwierzęcy. Jedną z takich cech jest na przykład uwłosienie odziedziczone genetycznie po przodkach, dla których zapewne było zbawienną formą przystosowania, ale dla homo sapiens obecnie jest pod tym względem zbędne. Człowiek w miarę swego rozwoju stwarzał i przemieniał swoje otoczenie nie tylko fizyczne ale i otoczenie w formie niematerialnej; szczególnych praw, zasad, zwyczajów, mody itp. Na przykład w pewnym okresie zwyczaj czy też moda nakazywał golić naturalne włosy z głowy lub przynajmniej bardzo krótko je strzyc i zastępować je obfitymi perukami z włosów do ramion, ukształtowanymi w konkretny, powtarzalny i szczególny charakterystyczny sposób i to akurat u mężczyzn a nie – jak byśmy się spodziewali – u kobiet. Podobne „mody” dotyczą uwłosienia na brodzie i „z boków brody” oraz w innych miejscach ciała, ale szczególną sytuacją charakteryzuje się uwłosienie pojawiające się na dłoniach, uszach, na tylnej części szyi, nadmiernie wybujałe brwi itp. Uwłosienie na dłoniach jest naturalne dla człowieka, choć pozostaje wspomnianą „cechą wsteczną” jednoznaczne wskazującą na pochodzenie zwierzęce gatunku, w jego zamierzchłej przeszłości. Pojawia się ono naturalnie i spontanicznie, choć z różną intensywnością u poszczególnych osobników, ale jako właśnie cecha zwierzęca czyli „wsteczna” – nie jest powszechnie akceptowane z punktu widzenia wspomnianych zasad, nazwanych ogólnie przez ludzi – kulturą.
Brak powszechnej akceptacji w wyniku kulturowej oceny nie jest oczywiście bezwzględną zasadą bo i różnice kulturowe, zwyczajowe, „modowe” - bywają ogromne. Na moich dłoniach w sposób „samoczynny” pojawia się owłosienie, ale ja uważam to za cechę zwierzęcą, całkowicie obecnie zbędną, właśnie cechę „wsteczną”, dlatego moje rozumienie „kultury” jako zbioru pewnych zasad, wzorców i kryteriów umownych stworzonych w szeroko pojętym ale konkretnym środowisku, nakazuje mi to uwłosienie usuwać. Dotyczy to też włosów pojawiających się na uszach czy szyi, poniżej naturalnie przyjętej linii tak zwanego przez fryzjerów „cyrkla” i „kantu”.
Rozumienie pojęcia „kultura” jest oczywiście różne i ma spore „odchyłki” indywidualne, toteż moje zachowanie w tej sprawie może być i oczywiście bywa dla kogoś innego dziwne, niezrozumiałe, niepojęte, zaskakujące a nawet wręcz dziwaczne, nienaturalne i dość podejrzane. Jednak w aspekcie założonego tematu należy zaznaczyć tu dobitnie: na moim ciele pojawia się w sposób naturalny uwłosienie, które uważam za zbędne i dlatego „nienaturalnie” je usuwam, po czym staję się „nieautentyczny” dla niejednego obserwatora. Moje dłonie byłyby wyraźnie owłosione, ale moje rozumienie kultury w moim środowisku nakazuje mi do tego nie dopuszczać, przez co właśnie podaję się za kogoś innego – niż w rzeczywistości jestem; podaję się mianowicie za osobnika na dłoniach nieowłosionego, co formalnie nie jest przecież prawdą.
Czy mam się czuć oszustem, wprowadzającym w błąd innych poprzez taką ingerencję w swój wygląd? I tak - dla wielu mogę się wydawać dziwakiem, podejrzanym o „niemęskość” lub jeszcze coś gorszego; zniewieścienie, może nawet i homoseksualizm itp. W różnych środowiskach kulturowych mogą występować tu znaczne różnice i występują – poszerzając gamę ocen. Bo to, że sam będę podświadomie negatywnie oceniał tych "nadmiernie uwłosionych" nazywając ich w myślach "cholernymi małpami" - to rzecz oczywista.
W skrajnym przypadku prawdziwą „męskością” nazywana jest właśnie ta „zwierzęcość”, co ma też swój odpowiednik stosowany do kobiet; i to do tego stopnia, iż ludzie w niektórych środowiskach potrzebują jej czasem dla utrzymania swej równowagi psychicznej, jakby „odpoczęcia od kultury”... Okazuje się, że we współczesnym świecie nadal „zwierzęcość” bywa dla części osobników stanem naturalnym a kultura – czymś obcym, meczącym, sztucznym, od czego trzeba czasem „odpocząć”.
Wydaje mi się to bardzo smutne…
To oczywiście jest tylko przykład „naukowy”, praktycznie nie stanowi to dużego problemu.
Konsekwencje tej obserwacji są jednak ogromne i rozległe.
Zauważmy jak bardzo człowiek często różni się z powodu ingerencji warunkowanej kulturowo, od tego - jaki byłby gdyby tego nie robił. Dotyczy to nie tylko cech fizycznych takich jak naturalny zapach rozkładającego się pod wpływem bakterii potu ludzkiego; zapach uznany przez kulturę za niewłaściwy, przykry, niedopuszczalny, niekulturalny i dlatego - usuwany i zmieniany celowo wytwarzanymi do tego przez człowieka od tysięcy lat substancjami – produktami naturalnymi lub produktami współczesnego przemysłu chemicznego, kosmetycznego, perfumeryjnego. Ktoś, kto to robi - sugeruje otoczeniu, iż nie ma nic wspólnego z bakteriami rozkładającymi pot a jego ciało ma inny niż naturalny, bardziej przyjemny zapach – czyli ewidentnie manipuluje informacją co do tej swojej naturalnej cechy, kłamie udając kogoś „inaczej pachnącego niż w rzeczywistości”.
Czy miałby się przez to mieć za oszusta?
Co więcej; czy w dzisiejszych czasach można mu z tego czynić jakikolwiek zarzut? Pewnie można, ale to zarzucający wystawia tym sobie bardzo nieprzyjemne świadectwo a laurkę pisze temu "przyjemnie pachnącemu".
Jeszcze co do zapachu; człowiek należy do ssaków, co prawda naczelnych, ale jednak… Funkcjonowanie tak zwanej „przemiany materii” czyli układu pokarmowego, enzymów i hormonów powoduje w sposób naturalny, co należy rozumieć jako powszechną cechę – powstawanie w układzie pokarmowym pewnej ilości mieszaniny gazów, z dużą zawartością siarkowodoru, posiadającego charakterystyczny a uznawany za niemiły – zapach. Uznawany – bynajmniej nie powszechnie, o czym wspominałem wcześniej. Człowiek jest niejako naturalnie zmuszony do pozbycia się tego zbędnego produktu ubocznego poprzez jego wydalenie do otoczenia; kultura ludzka tego oczywiście nie neguje bo mijałaby się z rzeczywistością drastycznie, ale raczej nakazuje zrobić to w miejscu odosobnionym, wentylowanym (przewiewnym), na tzw. „wolnym powietrzu” poza pomieszczeniami w których przebywają w danej chwili lub mogliby w każdej chwili przebywać inni ludzie lub w specjalnym, przystosowanym do tego i "usprawiedliwiającym" to pomieszczeniu zwanym toaletą; nakazem kultury jest zrobić to w sposób bezgłośny a przynajmniej możliwie jak najcichszy, niezauważalny dla nikogo. Sprawą kultury jest także preferować taki sposób odżywiania, który w danym przypadku – a są tu spore różnice jednostkowe – minimalizuje ilość i natężenie tego zjawiska, czyli tak zwana higiena wewnętrzna oraz zwyczaje żywieniowe pod kontrolą świadomości, woli. Człowiek jest źródłem tego zjawiska w sposób naturalny i starając się pod nakazami kultury panować nad nim – de facto „wydaje się kimś innym niż w rzeczywistości”, bo maskuje swoje naturalne i rzeczywiste cechy – za pomocą realizacji zaleceń jakiegoś obyczaju, wzorca kulturowego. Nie zachowuje się tak, jakby się zachowywał zgodnie ze swoją prawdziwą naturą, czyli - „podaje się za kogoś, kim nie jest” w tym sensie, że stwarza wrażenie organizmu, w którym podczas przemiany materii żadne gazy nigdy nie powstają. Ukrywa swoją prawdziwą (przykrą) cechę, starając się całkowicie i wbrew swojej naturze zapanować nad nią.
Czy można mu jednak za to czynić poważny zarzut nieuczciwości, oszustwa? Taki zarzut, pomijając iż sprzeczny z interesem samego oceniającego, byłby wprost zaprzeczeniem sensu kultury ludzkiej.
Pewnie - podobnie jak w poprzednio wspomnianym przypadku – w niektórych kręgach panowanie nad tym byłoby postawą wręcz dziwaczną. Tam uważają, że jeśli coś jest „naturalne” to nienaturalne są próby zapanowania nad tym; zasada prymatu „woli” człowieka nad jego uwarunkowaniami fizycznymi nie jest tam rozumiana lub akceptowana.
Ale przecież takie próby zapanowania są niezmiernie częste, absolutnie powszechne i dotyczą bynajmniej nie tylko cech „fizycznych” człowieka, ale i jego postępowania wobec innych, przekonań, nawyków itp. Przecież są one istotą kultury, czy - kulturowo rozumianego rozwoju cywilizacji ludzkiej. To właśnie ingerencja woli w zachowanie jest istotą cywilizacji i objawem kultury; człowiek zachowuje się czy postępuje tak - jak uważa, że powinien a nie tak jak by to wynikało z jego „odruchów naturalnych”, gdyby były one nie poddane ingerencji woli, świadomości. W ten sposób człowiek w pewnym sensie nigdy „nie jest całkiem sobą” co można by zinterpretować jako brak zgodności tożsamości, bycie kimś innym niż tym, kim się jest w sposób „naturalny”. Już sam biblijny, Boży dekalog – jest nakazem zachowań w pewnym sensie „nienaturalnych” dla człowieka i dlatego przecież został mu przekazany; jest zaprzeczeniem cech pierwotnych i żądaniem świadomego narzucenia sobie zachowań zupełnie innych, nie pierwotnych a więc w pewnym sensie sztucznych, jakby "nieprawdziwych". Tak to przynajmniej może być i bywa odbierane przez "miłośników naturalności".
A jeśli tak, to dochodzimy tu - w konsekwencji tego rozważania - do wniosku, że nikt nigdy tak naprawdę nie jest tym, kim się wydaje, czyli – że zjawisko „bycia kimś innym niż by sugerowało sprawiane świadomie wrażenie” - jest zjawiskiem absolutnie powszechnym. Można to oczywiście odwrócić bez straty prawdziwości, iż powszechne jest bycie kimś innym niż się tak naprawdę, wewnętrznie jest, bo tego właśnie wymaga kultura, do tego dąży rozwój cywilizacji, to jest też sednem religii – jako świadome i zdyscyplinowane kształtowanie samego siebie, na Boży wzór przekazany przez Jezusa, co absolutnie wymaga wygaszania w sobie cech pierwotnych, zwierzęcych, naturalnych w świecie zwierząt a zastępowania ich cechami wynikającymi z rozwoju kultury oraz z nauczania religii.
Genialnie określił to zjawisko Papież Jan Paweł II w przemówieniu do młodzieży – mówiąc, iż każdy człowiek jest „zadany samemu sobie” w prawdzie wynikającej z Bożych przykazań. Człowiek jest sam dla siebie - zadaniem, a polega ono właśnie na tym, aby stał się tym kim "ma być" a kim nie jest.
Nikt nie jest tym, kim jest w rzeczywistości - gdy ze swoimi cechami jako „tym co jest” walczy o przejście na wyższy poziom „tego co być powinno”. Walka ta jest bardzo rozciągła w czasie i być może nigdy nie ma końca. Człowiek z założenia chce być i ma zadanie być - „lepszy” a w trakcie zabiegów o to - uwidacznia się często pewna rozbieżność pomiędzy tym - jaki jest a tym, jaki chciałby być, lub jak mu nakazuje jego otoczenie kulturowe. Skutkiem tego – nigdy tak naprawdę nie jest taki, jaki jest pierwotnie – ani też nie jest i taki – jaki chciałby być docelowo.
Człowiek tym także różni się od zwierząt, że ma marzenia i to niezależnie od możliwości ich realizacji w praktyce, ma też własny swój obraz ideału, ma także nadzieję...
Czy można z tego jednak czynić komukolwiek zarzut; nieautentyczności, a tym bardziej nieuczciwości? Człowiek jest zawsze "w drodze" do samego siebie, a więc - ani nie jest już "sobą", ani też jeszcze "sobą" nie jest... Człowiek generalnie chce być inny niż jest; "inny" - rozumiejąc na swój sposób jako "lepszy" i na swój sposób i swoją skalę to "dobro" interpretując. A - by takim się stał rzeczywiście - musi przez jakiś czas się tego "nowego siebie" uczyć, często w tym czasie będąc nie do końca autentyczny; wywołując odczucie pewnej sztuczności. Bo można się nauczyć łagodności, współczucia, miłości, dobroczynności, wyrozumiałości, pogody ducha, optymizmu itp. mimo iż ludzie genetycznie w różnym stopniu są przez naturę w te walory wyposażani. Niektórzy wręcz twierdzą, że być może po to właśnie jest życie... że ta przemiana - to jest właśnie jedyny sens.
Tak naprawdę „nie jest tym - za kogo się podaje” jedynie świadomy oszust, kłamca manipulujący innymi ludźmi w konkretnym celu (polityk), chorobliwy mitoman (chory psychicznie), albo po prostu – totalny wariat wierzący, że jest Napoleonem Bonaparte, piosenką "Maria Dolores najpiękniejsza w świecie" lub jakimś drzewkiem...
Wyrażenie o kimś takiej jak w tytule - opinii, jest więc może po prostu oskarżeniem go wprost o oszustwo, o fałsz, o kłamstwo i "fałszowanie tożsamości" w jakimś groźnym celu? Bo ktoś to czyni... zapewne w jakimś zbrodniczym, nieuczciwym lub co najmniej - niecnym celu. Byłby to zarzut bardzo poważny, a tym bardziej krzywdzący, dotkliwy dla kogoś "niewinnego" i źle rozumianego. A jeszcze poważniejszy - gdy rani czyjeś uczucia; gdy pada nagle z niespodziewanej strony; ze strony kogoś uznawanego za przyjaciela... Jedynym czynnikiem łagodzącym jakoś wagę takiego oskarżenia jest to, że ów oceniający sam także podlega wszystkim wyżej opisanym zależnościom, czyli - sam także jest kimś innym niż się wydaje... "udaje kogoś innego"...
Mimo to - taka opinia, taka ocena wobec innego człowieka - nie będącego cynicznym, kryminalnym oszustem ani wariatem – jest tak bardzo bolesna, dotkliwa, niesprawiedliwa i krzywdząca. Szczególnie wówczas, gdy pada nagle i niespodziewanie z ust kogoś bliskiego...
MOTTO:
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kultura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kultura. Pokaż wszystkie posty
24/09/2016
Nie jestem taki - za jakiego się podaję...
01/06/2014
… Skop dupę Marysi, zostań nowym bohaterem dnia… ?
Dziś jest Międzynarodowy Dzień Dziecka.
Ten widoczny powyżej, nieco przewrotny tytuł nie jest zachętą ani propozycją do działań sprzecznych z prawem; jest z mojej strony raczej ostrzeżeniem.
W idiotycznej i irracjonalnej pogoni za tematem na którym da się zarobić, potrafią oni wchodzić w duże kompromisy z… własnym sumieniem i poczuciem praworządności. Temat, pogoń za tematem, za sensacją – jest dla takiego dziennikarzyny jak amok, jak głód narkotykowy, liczy się dużo bardziej niż życie, szczególnie czyjeś życie, życie kogoś innego, obserwowanego, śledzonego i opisywanego. Mieliśmy na to aż nadto przykładów.
Są już przez dziennikarzy tabloidów (nowa nazwa „szmatławców”) stawiane różne przypuszczenia; że prowokacyjne zachowanie dziewczynki zostało jej przez kogoś podpowiedziane, jako sposób na zwiększenie „oglądalności” jej własnego blogu „modowego”, że może konkurować na tym polu z Katarzyną Tusk, albo zyskać zwiększenie „klikalności” na "mordoksiążce". Nie zapominajmy jednak, że dziecko nie jest ślepe i głuche i samo obserwuje życie a w nim ma mnóstwo przykładów takiego właśnie zachowania wśród polityków i różnych osób publicznych, i to nawet w znaczeniu dosłownym. Cóż więc byłoby dziwnego, gdyby Marysia doszła sama na podstawie własnych obserwacji do wniosku, że na tym właśnie polega patriotyzm, by chamsko "pyszczyć" za hasełkami; Polską, Narodem, Bogiem, Honorem i Ojczyzną – nie rozumiejąc ich nawet; na tym polega polityka by obrażać w najróżniejszy sposób inne osoby publiczne, obrażać się na nie i „ciągać się” po sądach wymagając przeprosin – skoro to właśnie jej się przedstawia jako działalność polityczną i patriotyczną. Tak się przecież na jej oczach zachowują ludzie dorośli podający się za polityków i to nie tylko ludzie władzy i opozycji ale i „awangarda” w stylu Palikota. Tak się też zachowują ludzie „sławni”, celebryci będący często idolami nastolatek, aktorzy znanych i sławnych ról filmowych jak syn Tuhajbeja, piosenkarze – jak Zaćpana "Warstwa Zewnętrzna" albo Gitarzysta "Diabeł Wcielony"…
Dziennikarze są w stanie odpowiednio „pielęgnować” temat tak długo, jak długo da się z niego wyciągnąć jakieś pieniądze, zupełnie się nie przejmując skutkiem jaki to może mieć dla „bohatera” poruszanej przez nich sprawy. Są jak hieny-ścierwojady. Możliwe jest, że nasza Marysia też jest już odpowiednio „podpuszczana”, by wypowiadała się na coraz to inne i bardziej kontrowersyjne tematy (faszyzm, rasizm, holokaust), by była przy tym na zamówienie coraz bardziej kontrowersyjna – bo przecież w takim wypadku kwota „wynagrodzenia za wywiad” znacznie wzrasta zarówno dla „dziennikarza” jak i dla niej i jest to prawdopodobnie bardzo „podniecające” dla gimnazjalistek; dostawać szmal za powiedzenie „pod publiczkę” paru głupich zdań, ale kupować sobie za to fajne rzeczy; nowy smartfon, modne buty i ciuszki. To dość niebezpieczna droga… dość podobna do prostytucji nieletnich…
Nie wiemy oczywiście czy takie są kulisy w tym przypadku, ale takie mogą być…
Należy też pamiętać o ludziach „typu Cyba” – po prostu skrajnych świrach gotowych na wiele w imię obrony ich ukochanej Platformy Obywatelskiej i Tuska – zawsze zwycięzcy. Dziecko może po prostu stać się obiektem napaści takiego szaleńca z manią prześladowczą na punkcie „pisiorów”; to że jakiś stary wariat lub wariatka trafi za drzwi bez klamek odpowiedniego szpitala z którego Gorzów słynie, lub za kraty zakładu karnego – nie przywróci dziecku normalnego dzieciństwa, zdrowia, otwartości, zaufania do ludzi… jedno jest pewne: da zarobić dziennikarzom, znów będzie o czym, pisać a im większa tragedia – tym lepsza kasa z niej… Ostatecznie – żerowanie na naiwności dziecka może być TYLKO „winą moralną” a to pojęcie abstrakcyjne dla wielu.
Nie ma żadnej odpowiedzialności, skoro i generał przed śmiercią zdążył podobno "na wszelki przypadeczek" - „pojednać się z Bogiem”, to i dziennikarz zawsze zdąży…
Jak wielu jest szaleńców i psychopatów na punkcie nienawiści do Kaczyńskeigo i PIS – to przecież widać w dowolnych tak zwanych „forach dyskusyjnych”, w blogosferach, portalach. Sytuacja nie jest bezpieczna a prawo do wolności wypowiedzi – bywa niestety dość w praktyce iluzoryczne.
Dziecko może jednak nie rozumieć, że wolność, w tym wolność wypowiedzi – nie jest wolnością dla zła, a ponadto – że ma ona swoją cenę, nigdy nie jest darmowa…!
Myślę więc, że trzeba temu spektaklowi z Marysią S. w roli głównej położyć kres natychmiast, dla jej dobra! Ten temat nigdy nie powinien się pojawić w przestrzeni publicznej, co najwyżej jako „anegdotka z życia szkoły”. Nie ma żadnego publicznego znaczenia – co powiedziało to, lub którekolwiek z milionów pozostałych polskich dzieci; ma to znaczenie prywatne, pedagogiczne, rodzinne a nie – publiczne, tym bardziej – polityczne czy patriotyczne. Pouczcie więc natychmiast to dziecko o niewłaściwości, niekulturalności jego zachowania publicznego i pozwólcie jej cieszyć się zasłużonymi wakacjami, latem, pogodą, słońcem, bezchmurnym niebem …
Dziecko może „napisać do gazety”, ale gazeta nic z tym robić nie musi i nie powinna; może pisać o swoich poglądach w gablotowej lub internetowej gazetce szkolnej, ale to problem dla wychowawcy, psychologów szkolnych i szkolnych pedagogów, by nie gasząc nastawienia na szczerość, prawdomówność, wolność wypowiedzi i poglądów – zachęcić ją też do zwyczajnej kultury i rozwagi, szacunku dla podobnych praw i postaw innych ludzi, także tych inaczej niż ona myślących. Dziecko może też coś napisać na Fejsbuku, ale za skutki tego ponoszą odpowiedzialność jego rodzice – zobowiązani prawnie do nadzoru poczynań dziecka w Internecie w ramach odpowiedzialności rodzicielskiej wobec prawa do czasu jego pełnoletności, oraz odpowiedzialności moralnej.
Generalnie – by w miarę zdrowo i bezkarnie przebyć swoje dzieciństwo, trzeba sporo szczęścia i nie ma żadnych sposobów zagwarantowania tego sobie lub komukolwiek. Całe wcześniejsze wychowanie – którego zmienić ani cofnąć już się nie da, oraz własny charakter dziecka są tu decydujące. Ale to nie daje dorosłym prawa do beztroski i nieodpowiedzialności.
Zadziwiające jest, gdzie się nagle przy okazji tej sprawy podziały wszelkie organizacje pozarządowe, stowarzyszenia i fundacje tak bardzo dbające podobno o dobro dziecka w Polsce, o właściwe jego warunki rozwoju, o jego prawo do dzieciństwa, o jego bezpieczeństwo w szczególności. I nie mam na myśli by organizacje te pchały się ze swoimi mądrościami do gazet i internetu a raczej – by dyskretnie i po cichu pomogły szkole i rodzicom. Mamy tu do czynienia z niebezpieczną „zabawą” w której dziecko jakim Marysia przecież jeszcze jest – staje się przedmiotem zabawy dorosłych i pretekstem do zarabiania i zadowalania ich fobii i wypaczeń zawodowych, politycznych itp. Zabawa ta może się każdej chwili bardzo źle skończyć a jedyną poszkodowaną będzie właśnie ona – gimnazjalistka Marysia. No bo przecież nie Tusk, ani tym bardziej ofiary holocaustu…
Zostawcie więc już to dziecko w spokoju; wytłumaczcie jej na czym polega kultura osobista lub jej brak; czym się różni własny światopogląd od narzucanego metodą szczucia i podpuszczania. Wytłumaczcie jej co znaczy „wpuszczać w maliny” oraz „podpuszczać frajerkę udając kogoś przyjaznego, by się publicznie i nieodwołalnie wygłupiła a potem ją wyśmiać”. Co znaczy „possać kogoś jak landrynkę a potem resztę wypluć”…
Dziecko w wieku gimnazjalnym ma prawo do wygłaszania radykalnych twierdzeń i każde kiedyś z tego prawa korzysta; nic jednak do tego skurwysyńskim szakalom przebranym za ludzi.
Niestety nie da się wykluczyć, że ta „akcja Marysia” jest po prostu i wyłącznie kolejnym spektaklem socjotechnicznym mającym, w intencji odpowiednich służb odwrócić uwagę opinii publicznej od czegoś rzeczywiście ważnego, takiego jak choćby na przykład – fałszowanie wyborów europejskich poprzez przerabianie głosów „ważnych” na „nieważne”? Niechaj się durna gawiedź zajmie „aferą” Marysi Sokołowskiej a przestanie pytać o tę nagłą i niespodziewana zmianę rozkładu ostatnich 3% liczonych głosów, o te 223.000 głosów „mających cechy nieważności”.
Zamiast tego – będziemy pewnie zaraz świadkami „oficjalnego protestu ambasady Izraela” przeciwko obrażaniu pamięci ofiar holocaustu… co już dopełni miarę absurdu.
Ten widoczny powyżej, nieco przewrotny tytuł nie jest zachętą ani propozycją do działań sprzecznych z prawem; jest z mojej strony raczej ostrzeżeniem.
Motto: „Kto po skończeniu gimnazjum nie wygłaszał skrajnie radykalnych poglądów na dowolny temat – ten na starość będzie świnią. Chyba, że mocno przesadzi – wtedy… może starości nie doczekać, niestety”.
Trudno przypuszczać, że zachowania takie
jak „sławnej” od niedawna Marysi Sokołowskiej – odbywają się bez wiedzy i akceptacji
jej rodziców. Pozwala to przypuszczać, że rodzice mają świadomość
„niebezpieczeństw” tej zabawy i jakoś nad tym mają kontrolę. Na
przykład; tato – komandos, po służbie – działacz „Caritasu” a mama –
adwokatka lub prokuratorka. Jednak dziecko w tym wieku samo powinno już
mieć w miarę rozwinięte poczucie własnej odpowiedzialności a zwłaszcza
własnej odpowiedzialności za swoje życie i bezpieczeństwo. Każdy
przecież kiedyś chciał i poniekąd musiał sam, absolutnie osobiście
sprawdzić, czy żelazko rzeczywiście parzy jak mama ostrzegała, czy to
tylko taka przesadna ostrożność ze strony mamy; czy po wypiciu
niektórych płynów rzeczywiście film się urywa, czy to tatko tak tylko
straszył, aby zmniejszyć tygodniowe kieszonkowe… itp.
Dla dziecka wszystko jest w zasadzie jasne, oczywiste i zrozumiałe, jest albo dobre,
albo złe; albo słuszne – albo niesłuszne. Zrozumienie, że to pozory, że
jest zupełnie inaczej – to często szok wywołujący bunt lub apatię.
Dziecko może i ma prawo nie zdawać sobie sprawy, że dziennikarze są
bardzo często osobami przypadkowymi w tym zawodzie a zawód ten ma dużo
bardziej „płynne” normy etyczne, niż wiele innych zawodów.
W idiotycznej i irracjonalnej pogoni za tematem na którym da się zarobić, potrafią oni wchodzić w duże kompromisy z… własnym sumieniem i poczuciem praworządności. Temat, pogoń za tematem, za sensacją – jest dla takiego dziennikarzyny jak amok, jak głód narkotykowy, liczy się dużo bardziej niż życie, szczególnie czyjeś życie, życie kogoś innego, obserwowanego, śledzonego i opisywanego. Mieliśmy na to aż nadto przykładów.
Są już przez dziennikarzy tabloidów (nowa nazwa „szmatławców”) stawiane różne przypuszczenia; że prowokacyjne zachowanie dziewczynki zostało jej przez kogoś podpowiedziane, jako sposób na zwiększenie „oglądalności” jej własnego blogu „modowego”, że może konkurować na tym polu z Katarzyną Tusk, albo zyskać zwiększenie „klikalności” na "mordoksiążce". Nie zapominajmy jednak, że dziecko nie jest ślepe i głuche i samo obserwuje życie a w nim ma mnóstwo przykładów takiego właśnie zachowania wśród polityków i różnych osób publicznych, i to nawet w znaczeniu dosłownym. Cóż więc byłoby dziwnego, gdyby Marysia doszła sama na podstawie własnych obserwacji do wniosku, że na tym właśnie polega patriotyzm, by chamsko "pyszczyć" za hasełkami; Polską, Narodem, Bogiem, Honorem i Ojczyzną – nie rozumiejąc ich nawet; na tym polega polityka by obrażać w najróżniejszy sposób inne osoby publiczne, obrażać się na nie i „ciągać się” po sądach wymagając przeprosin – skoro to właśnie jej się przedstawia jako działalność polityczną i patriotyczną. Tak się przecież na jej oczach zachowują ludzie dorośli podający się za polityków i to nie tylko ludzie władzy i opozycji ale i „awangarda” w stylu Palikota. Tak się też zachowują ludzie „sławni”, celebryci będący często idolami nastolatek, aktorzy znanych i sławnych ról filmowych jak syn Tuhajbeja, piosenkarze – jak Zaćpana "Warstwa Zewnętrzna" albo Gitarzysta "Diabeł Wcielony"…
Dziennikarze są w stanie odpowiednio „pielęgnować” temat tak długo, jak długo da się z niego wyciągnąć jakieś pieniądze, zupełnie się nie przejmując skutkiem jaki to może mieć dla „bohatera” poruszanej przez nich sprawy. Są jak hieny-ścierwojady. Możliwe jest, że nasza Marysia też jest już odpowiednio „podpuszczana”, by wypowiadała się na coraz to inne i bardziej kontrowersyjne tematy (faszyzm, rasizm, holokaust), by była przy tym na zamówienie coraz bardziej kontrowersyjna – bo przecież w takim wypadku kwota „wynagrodzenia za wywiad” znacznie wzrasta zarówno dla „dziennikarza” jak i dla niej i jest to prawdopodobnie bardzo „podniecające” dla gimnazjalistek; dostawać szmal za powiedzenie „pod publiczkę” paru głupich zdań, ale kupować sobie za to fajne rzeczy; nowy smartfon, modne buty i ciuszki. To dość niebezpieczna droga… dość podobna do prostytucji nieletnich…
Nie wiemy oczywiście czy takie są kulisy w tym przypadku, ale takie mogą być…
Należy też pamiętać o ludziach „typu Cyba” – po prostu skrajnych świrach gotowych na wiele w imię obrony ich ukochanej Platformy Obywatelskiej i Tuska – zawsze zwycięzcy. Dziecko może po prostu stać się obiektem napaści takiego szaleńca z manią prześladowczą na punkcie „pisiorów”; to że jakiś stary wariat lub wariatka trafi za drzwi bez klamek odpowiedniego szpitala z którego Gorzów słynie, lub za kraty zakładu karnego – nie przywróci dziecku normalnego dzieciństwa, zdrowia, otwartości, zaufania do ludzi… jedno jest pewne: da zarobić dziennikarzom, znów będzie o czym, pisać a im większa tragedia – tym lepsza kasa z niej… Ostatecznie – żerowanie na naiwności dziecka może być TYLKO „winą moralną” a to pojęcie abstrakcyjne dla wielu.
Nie ma żadnej odpowiedzialności, skoro i generał przed śmiercią zdążył podobno "na wszelki przypadeczek" - „pojednać się z Bogiem”, to i dziennikarz zawsze zdąży…
Jak wielu jest szaleńców i psychopatów na punkcie nienawiści do Kaczyńskeigo i PIS – to przecież widać w dowolnych tak zwanych „forach dyskusyjnych”, w blogosferach, portalach. Sytuacja nie jest bezpieczna a prawo do wolności wypowiedzi – bywa niestety dość w praktyce iluzoryczne.
Dziecko może jednak nie rozumieć, że wolność, w tym wolność wypowiedzi – nie jest wolnością dla zła, a ponadto – że ma ona swoją cenę, nigdy nie jest darmowa…!
Myślę więc, że trzeba temu spektaklowi z Marysią S. w roli głównej położyć kres natychmiast, dla jej dobra! Ten temat nigdy nie powinien się pojawić w przestrzeni publicznej, co najwyżej jako „anegdotka z życia szkoły”. Nie ma żadnego publicznego znaczenia – co powiedziało to, lub którekolwiek z milionów pozostałych polskich dzieci; ma to znaczenie prywatne, pedagogiczne, rodzinne a nie – publiczne, tym bardziej – polityczne czy patriotyczne. Pouczcie więc natychmiast to dziecko o niewłaściwości, niekulturalności jego zachowania publicznego i pozwólcie jej cieszyć się zasłużonymi wakacjami, latem, pogodą, słońcem, bezchmurnym niebem …
Dziecko może „napisać do gazety”, ale gazeta nic z tym robić nie musi i nie powinna; może pisać o swoich poglądach w gablotowej lub internetowej gazetce szkolnej, ale to problem dla wychowawcy, psychologów szkolnych i szkolnych pedagogów, by nie gasząc nastawienia na szczerość, prawdomówność, wolność wypowiedzi i poglądów – zachęcić ją też do zwyczajnej kultury i rozwagi, szacunku dla podobnych praw i postaw innych ludzi, także tych inaczej niż ona myślących. Dziecko może też coś napisać na Fejsbuku, ale za skutki tego ponoszą odpowiedzialność jego rodzice – zobowiązani prawnie do nadzoru poczynań dziecka w Internecie w ramach odpowiedzialności rodzicielskiej wobec prawa do czasu jego pełnoletności, oraz odpowiedzialności moralnej.
Generalnie – by w miarę zdrowo i bezkarnie przebyć swoje dzieciństwo, trzeba sporo szczęścia i nie ma żadnych sposobów zagwarantowania tego sobie lub komukolwiek. Całe wcześniejsze wychowanie – którego zmienić ani cofnąć już się nie da, oraz własny charakter dziecka są tu decydujące. Ale to nie daje dorosłym prawa do beztroski i nieodpowiedzialności.
Zadziwiające jest, gdzie się nagle przy okazji tej sprawy podziały wszelkie organizacje pozarządowe, stowarzyszenia i fundacje tak bardzo dbające podobno o dobro dziecka w Polsce, o właściwe jego warunki rozwoju, o jego prawo do dzieciństwa, o jego bezpieczeństwo w szczególności. I nie mam na myśli by organizacje te pchały się ze swoimi mądrościami do gazet i internetu a raczej – by dyskretnie i po cichu pomogły szkole i rodzicom. Mamy tu do czynienia z niebezpieczną „zabawą” w której dziecko jakim Marysia przecież jeszcze jest – staje się przedmiotem zabawy dorosłych i pretekstem do zarabiania i zadowalania ich fobii i wypaczeń zawodowych, politycznych itp. Zabawa ta może się każdej chwili bardzo źle skończyć a jedyną poszkodowaną będzie właśnie ona – gimnazjalistka Marysia. No bo przecież nie Tusk, ani tym bardziej ofiary holocaustu…
Zostawcie więc już to dziecko w spokoju; wytłumaczcie jej na czym polega kultura osobista lub jej brak; czym się różni własny światopogląd od narzucanego metodą szczucia i podpuszczania. Wytłumaczcie jej co znaczy „wpuszczać w maliny” oraz „podpuszczać frajerkę udając kogoś przyjaznego, by się publicznie i nieodwołalnie wygłupiła a potem ją wyśmiać”. Co znaczy „possać kogoś jak landrynkę a potem resztę wypluć”…
Dziecko w wieku gimnazjalnym ma prawo do wygłaszania radykalnych twierdzeń i każde kiedyś z tego prawa korzysta; nic jednak do tego skurwysyńskim szakalom przebranym za ludzi.
Niestety nie da się wykluczyć, że ta „akcja Marysia” jest po prostu i wyłącznie kolejnym spektaklem socjotechnicznym mającym, w intencji odpowiednich służb odwrócić uwagę opinii publicznej od czegoś rzeczywiście ważnego, takiego jak choćby na przykład – fałszowanie wyborów europejskich poprzez przerabianie głosów „ważnych” na „nieważne”? Niechaj się durna gawiedź zajmie „aferą” Marysi Sokołowskiej a przestanie pytać o tę nagłą i niespodziewana zmianę rozkładu ostatnich 3% liczonych głosów, o te 223.000 głosów „mających cechy nieważności”.
Zamiast tego – będziemy pewnie zaraz świadkami „oficjalnego protestu ambasady Izraela” przeciwko obrażaniu pamięci ofiar holocaustu… co już dopełni miarę absurdu.
PS.
Parę słów wyjaśnienia; nie muszę się "opowiadać" bo wyrażam od dawna dość jasne, krytyczne oceny i opinie na temat rządu i polityków władzy. Jest jednak powiedzenie, wywodzące się od słów Jezusa skierowanych w ogrodzie za potokiem Kidron do stającego w jego obronie z mieczem w ręku ucznia: schowaj swój miecz do pochwy, bo kto mieczem wojuje, od miecza ginie. Przypuszczać można, że to samo dotyczy słów, agresji słownej czy presji psychicznej (psychopatycznej), która też może zabić. Tak jak ta "napuszczona" dziewczynka potraktowała Premiera - i ją ktoś może potraktować a nawet i gorzej. Jestem jak najdalszy od pochwały Rządu, ale też i jak najdalszy od tej całej idiotycznej bogo-honoro-ojczyźnianej retoryki tak zwanych "prawicowych katolickich patriotów", którzy są dla mnie po prostu pewną odmianą skrajnego oszołomstwa. Oszołomstwo nie ma rodzajów ani odcieni właśnie dlatego, że jest oszołomstwem; wymaga po prostu odizolowania. To samo pewnie powiedziałbym o "oszołomach lewicowych" i "oszołomach liberalnych"...
Można dziecko wychować w bardzo różnych "tradycjach", ale ma to swoje konsekwencje. Dziecko pozostaje dzieckiem. Moim zdaniem prawdziwie wartościowe wykształcenie i wychowanie to takie, które daje rzetelną wiedzę o wszystkim co istotne i w ten sposób przygotowuje do świadomego, dorosłego wyboru. Jakakolwiek indoktrynacja zamykająca dziecko na wszelkie prócz jednej "prawdy" - jest nadużyciem, krzywdą. W normalnych warunkach każdy człowiek jest w jakiś sposób "poszkodowany" czy "pokaleczony" przez rodzinę, wychowawców itp. ale szybko dorasta i zaczyna kierować się własnym rozumem, co najwyżej pozostając w konflikcie z rodziną i swoją przeszłością. Wtrącenie się dziennikarzy może to skrajnie skomplikować, zakłócić ten "naturalny" proces kształtowania się osobowości i poglądów, stwarzając "fakty nie do cofnięcia".
Stąd mój apel do opiekunów tej dziewczynki i do dziennikarzy: opamiętajcie się i odczepcie się od tego dziecka...
Parę słów wyjaśnienia; nie muszę się "opowiadać" bo wyrażam od dawna dość jasne, krytyczne oceny i opinie na temat rządu i polityków władzy. Jest jednak powiedzenie, wywodzące się od słów Jezusa skierowanych w ogrodzie za potokiem Kidron do stającego w jego obronie z mieczem w ręku ucznia: schowaj swój miecz do pochwy, bo kto mieczem wojuje, od miecza ginie. Przypuszczać można, że to samo dotyczy słów, agresji słownej czy presji psychicznej (psychopatycznej), która też może zabić. Tak jak ta "napuszczona" dziewczynka potraktowała Premiera - i ją ktoś może potraktować a nawet i gorzej. Jestem jak najdalszy od pochwały Rządu, ale też i jak najdalszy od tej całej idiotycznej bogo-honoro-ojczyźnianej retoryki tak zwanych "prawicowych katolickich patriotów", którzy są dla mnie po prostu pewną odmianą skrajnego oszołomstwa. Oszołomstwo nie ma rodzajów ani odcieni właśnie dlatego, że jest oszołomstwem; wymaga po prostu odizolowania. To samo pewnie powiedziałbym o "oszołomach lewicowych" i "oszołomach liberalnych"...
Można dziecko wychować w bardzo różnych "tradycjach", ale ma to swoje konsekwencje. Dziecko pozostaje dzieckiem. Moim zdaniem prawdziwie wartościowe wykształcenie i wychowanie to takie, które daje rzetelną wiedzę o wszystkim co istotne i w ten sposób przygotowuje do świadomego, dorosłego wyboru. Jakakolwiek indoktrynacja zamykająca dziecko na wszelkie prócz jednej "prawdy" - jest nadużyciem, krzywdą. W normalnych warunkach każdy człowiek jest w jakiś sposób "poszkodowany" czy "pokaleczony" przez rodzinę, wychowawców itp. ale szybko dorasta i zaczyna kierować się własnym rozumem, co najwyżej pozostając w konflikcie z rodziną i swoją przeszłością. Wtrącenie się dziennikarzy może to skrajnie skomplikować, zakłócić ten "naturalny" proces kształtowania się osobowości i poglądów, stwarzając "fakty nie do cofnięcia".
Stąd mój apel do opiekunów tej dziewczynki i do dziennikarzy: opamiętajcie się i odczepcie się od tego dziecka...
Labels:
bezpieczeństwo dzieci,
Donald Tusk zdrajca narodu,
dziecko,
gimnazja,
kultura,
manipulacja,
Marysia,
marysia sokołowska,
służby,
socjotechnika,
tusk,
Wolność słowa
Subskrybuj:
Posty (Atom)