I zapewne w pewnym sensie każdy wie… tyle, że wiedza ta jest porównywalna do „wiedzy” religijnej; jest ona najczęściej tyleż słuszna, co i „martwa” to znaczy… oddzielona od życia; od praktyki życia codziennego.
To wynik zaszłości historycznych. W czasach PRL Konstytucja była po prostu narzucona przez Rosję realizującą wówczas imperialistyczny „eksperyment” komunistyczny, ale nawet i w takiej postaci była jakby „rozdwojona” na „to co napisane” i z drugiej strony – „to co w rzeczywistości”. W każdym razie było to w rozumieniu przeciętnego obywatela borykającego się z trudami życia – „takie coś” – mało warte uwagi. Coś, na co się machało ręką w geście lekceważenia i pogardy. Podobnie zresztą dla kilkumilionowej rzeszy członków partii i ich rodzin zatrudnianych w komitetach a to z powodu lepszego zrozumienia całej tej „zaprogramowanej” fikcyjności. Z lubością aż do znudzenia powracano wtedy, jak i w latach dziewięćdziesiątych w przemówieniach i obchodach do tradycji Konstytucji Trzeciego Maja – jako czegoś, z czego Polska może być dumna. Z aktualnie posiadanej Konstytucji pozostającej na papierze dumna być nie mogła…
W ostatniej dekadzie XX wieku mieliśmy – całkiem oczywiście nieprzypadkowo – tzw. „Małą Konstytucję” czyli tylko namiastkę Ustawy Zasadniczej, co umożliwiło bezkarne przeważnie niszczenie i rozkradanie majątku narodowego pozostałego z PRL, „dzikie” prywatyzacje nieraz polegające na niszczeniu tylko po to, by obniżyć wartość zakładu i nabyć go za zaniżoną cenę, świadome i celowe doprowadzanie do upadłości by uszczknąć co się da z wartości masy upadłościowej. Wynikało to po części ze swoistej ideologii „budowy kapitalizmu” realizującej znaną zasadę, że „pierwszy milion trzeba ukraść”, po części wynikało ze słabości państwa i także – braku pełnej, demokratycznie powołanej Konstytucji. Zaowocowało to jak wiadomo ogromną fala bezrobocia, ze stopą bezrobocia rejestrowanego w „szczycie” nieco przekraczającą 24%, opadłą do 10% dopiero na przełomie 2006 i 2007 roku. Nieaktywna stała się niemalże połowa części „produkcyjnej” społeczeństwa.
Obecnie obowiązująca Konstytucja pochodzi zasadniczo z 1997 roku (była dwukrotnie nowelizowana w drobnych szczegółach w 2006 i 2009 r.). Została ona przyjęta po zatwierdzeniu w powszechnym referendum większością 52,71% głosów.
I obowiązuje.
Konstytucja nazywana jest Ustawą Zasadniczą, gdyż jest szczególną Ustawą, określającą niejako typ i konstrukcję wewnętrzną państwa. Zachowuje ona zasady demokracji także w akcie swojego powstania i ewentualnej nowelizacji, co nadaje jej to szczególne znaczenie.
Konstytucja powstaje z projektu, jaki może złożyć jedynie grupa co najmniej 1/5 liczby Posłów (czyli obecnie co najmniej 92 Posłów), Senat (100 Senatorów) lub Prezydent RP. Projekt ów jest procedowany w Sejmie i musi zostać przyjęty głosami co najmniej 2/3 liczby Posłów spośród co najmniej połowy ustawowej liczby Posłów. Trudno mi jednak sobie wyobrazić, by na głosowanie dotyczące zmiany Konstytucji stawiła się jedynie połowa z liczby posłów; to wymóg formalny ustalający formalne minimum by zachować reprezentatywny charakter Sejmu i Konstytucji. Następnie w terminie do 60 dni projekt ten musi zostać przyjęty przez Senat bez żadnych zmian, czyli w wersji zatwierdzonej przez Sejm. Jeśli projekt nowelizacji Konstytucji zmienia zapisy Rozdziału I, II lub VII Konstytucji, cały tekst przyjęty przez Sejm i Senat może na wniosek projektodawców zostać poddany głosowaniu w referendum powszechnym. Jeśli uzyska poparcie większości w referendum, Konstytucja jest w odpowiednim terminie podpisywana przez Prezydenta RP i wchodzi w życie.
Jakie z tego płyną wnioski?
Że Konstytucja w chwili powstawania zdecydowanie odzwierciedla wolę demokratycznej większości a więc ci którzy nie akceptują jej treści – także muszą się jej podporządkować, gdyż występują w mniejszości. Konstytucja jest aktem powszechnie obowiązującym powoływanym demokratycznie. Prócz podporządkowania się, mają oni oczywiście prawo rozpoczęcia procedury zmiany Konstytucji. Procedura ta jest identyczna z wyżej opisanym procesem jej powstawania. Chodzi po prostu o to, by byle chłystek ze swoją „partią” czy jakiś inny JKM nie mógł zmienić Konstytucji według swojego „widzimisię” tylko dlatego, że akurat jest „przy władzy” albo akurat naczytał się o liberalizmie i jakichś niewidzialnych rekach, albo też go oświeciły słowa jakiegoś pisma lub ojca… Zmiana Konstytucji musi odpowiadać woli absolutnej większości demokratycznej, dlatego nie jest łatwo Konstytucję zmienić. I tak jest dobrze właśnie dlatego, że Ustawa Zasadnicza po wejściu w życie – obowiązuje powszechnie, obowiązuje wszystkich, także i tych którzy byli jej przeciwni. Ma to także swój sens praktyczny, bo jasne jest, że nie byłoby właśnie zbyt praktyczne, gdyby cała konstrukcja państwa ciągle się „chwiała” poddawana radykalnym zmianom od prawa do lewa i odwrotnie, jak to w Polsce by się mogło łatwo przytrafić z powodu zawziętości, pieniactwa, nieodpowiedzialności, wybujałej ambicjonalności albo niedorozwoju emocjonalnego o który podejrzewam niektórych polityków…
Wniosek praktyczny z tego wywodu jest następujący: istniejąca Konstytucja powszechnie obowiązuje, władza państwowa jest zawsze powołana i zobowiązana do jej szczegółowej realizacji.
Nie stoi to w sprzeczności z prawem do wolności politycznej i intelektualnej, bo każdy ma prawo posiadać i głosić własne poglądy – w tym i na temat Konstytucji, oraz działać w sposób demokratyczny i zgodny z prawem na rzecz jej zmiany. Konstytucję można praworządnie zmienić lub się jej podporządkować; trzeciej prawnej możliwości po prostu nie ma. Dokładniej – „trzecia” możliwość – jest sprzeczna z prawem.
Aby zmienić Konstytucję trzeba dysponować odpowiednią siłą polityczną, wystarczająco szerokim poparciem społecznym; w innym przypadku jesteśmy podlegli Konstytucji i innym ustawom z Konstytucją niesprzecznym, nawet wówczas gdy się z Konstytucją lub jakimś jej fragmentem nie zgadzamy. Powtarzam a powtarzania nigdy dość w naszym spaczonym społeczeństwie: Konstytucję należy realizować lub zmienić – to jest jedyna praworządna alternatywa jaka przysługuje każdemu obywatelowi.
Jednocześnie postępowanie zgodne z prawem jest podstawowym obowiązkiem każdego obywatela.
Napiszę to jeszcze inaczej, dobitniej: jeśli ktoś (grupa ludzi, partia) nie ma siły politycznej by Konstytucję zmienić zgodnie z opisaną powyżej procedurą – to musi ją realizować. Powiedzenie: nie mam kompetencji by zmienić Konstytucję, ale też nie popieram Konstytucji bo mam inny światopogląd, więc jej nie będę realizował – jest przestępstwem przeciwko państwu.
Ktoś tu powie, że przecież władza także ma „legitymację” do rządzenia pochodzącą od większości wyborców, dzięki którym w wyniku wyborów powszechnych stworzyła większość Sejmową i uzyskała prawo do utworzenia Rządu. Większość – większości jednak nie jest równa. Władza pochodząca z wyboru przed rozpoczęciem swoich działań przysięga realizować i strzec przepisów Konstytucji obowiązującej. Konstytucja dzięki sposobowi jej wprowadzania ma przewagę znaczenia nad wyborami powszechnymi i ich skutkami. Powyżej określona zasada nadal obowiązuje; siła polityczna, np. jakaś partia – przystępuje do wyborów i sięga po władzę po to by realizować istniejącą Konstytucję, bo to jest zawsze obowiązkiem władzy. Zarówno premier, jak i prezydent oraz posłowie i senatorowie składają przysięgę na wierność Konstytucji – tej która aktualnie (wówczas) istnieje i obowiązuje. Można powiedzieć, że powszechne wybory parlamentarne oraz ich wynik; rząd, sejm i senat a także wybory prezydenckie i wybrany w nich prezydent – wszystko to jest „zanurzone” w treści istniejącej i obowiązującej Konstytucji
Oczywiście jest też możliwe, że jakieś siły polityczne, najczęściej już z konieczności w postaci koalicji, sięgają po władzę w wyborach po to by stworzyć większość wystarczającą do przeprowadzenia prawnej procedury zmiany Konstytucji; Jeśli tak, to także jest zgodne z prawem. Jeśli jednak tak nie jest lub zamiar taki się nie powiedzie – niezależnie od różnic ideologicznych powszechnie obowiązuje Konstytucja istniejąca.
Mam nadzieję, że to jest jasne.
Pozostaje więc zastanowić się – czy obecna władza, to znaczy Rząd Premiera Donalda Tuska realizuje przez pięć lat sprawowania władzy podstawowe zapisy konstytucyjne obowiązującej obecnie Konstytucji z 1997 roku. Pisząc „podstawowe” mam na myśli szczególnie te, które decydują o typie państwa, podstawowej relacji państwo – obywatel itp. Szczególnie w związku z bezrobociem i naturalną socjalną rolą państwa.
PS.
Władza z pełnym wyrachowaniem i pełną świadomością tworzy przepisy w sposób oczywisty sprzeczne z obowiązującą Konstytucją. Czyli stawia własną ideologię ponad Konstytucją , dlatego że podpisał ją Aleksander Kwaśniewski, że jest "socjalistyczna" itp. To jest pretekst a takie działanie to przestępstwo przeciwko państwu. Po prostu; władza "robi swoje", tworzy przepisy w sposób oczywisty sprzeczne z Konstytucją choć zgodne z jej własną ideologią, z nadzieją, że może nikt się nie zorientuje, może nikomu się nie będzie chciało wetować, jeśli już - to "udaje głupka", angażuje funkcjonariuszy w akcje "zaciemniania", bawi się w "głuchy telefon" opóźniając procedury, by jechać jak najdłużej na niekonstytucyjnym przepisie, nie realizuje miesiącami wyroków Trybunału itp. Stąd "dziurawe ustawy" stanowiące nielogiczną zbitkę przepisów obowiązujących, nieobowiązujących i zawetowanych, masa przepisów które pomimo wyroku TK nie zostały jeszcze poprawione itp.
Rola strażnika Konstytucji przypada głównie "czwartej władzy" oraz opozycji politycznej, nie jest ona właściwie realizowana.
Można także przyjąć, że miarą nierealizowania Konstytucji jest stan państwa w jakiejś dziedzinie, odnosić się do skutku ostatecznego a nie do analizy ustaw, która to analiza stanowi najwyraźniej w intencji władzy coś w rodzaju "wpuszczenia w kanał". Trochę na zasadzie: wy sobie analizujcie do śmierci a my będziemy robili "swoje", bo nam to idzie szybciej niż wam wetowanie... Mówiąc kolokwialnie: państwo w danej dziedzinie ma być takie jak je określa Konstytucja, a jak władza to zrealizuje - to mnie gówno obchodzi. Władza odpowiada za skutek rzeczywisty i widoczny (odczuwalny). Chodziło mi o to, że władza nie ma zamiaru realizować państwa w taki sposób jak je określa obowiązująca Konstytucja i to jest moim zdaniem na pograniczu zamachu stanu! Dlatego piszę: jeśli nie macie uprawnienia by konstytucję zmienić na wzór swojej ideologii - to macie Konstytucję realizować a jak nie - to won!