Noc przed dniem umówionym
mojego z tobą spotkania;
dziwnie długa i trudna
przytłacza mnie bezsennością,
nieznaną konsekwencją niewiadomego słowa,
ciężarem nieuchronnym niemego pożegnania.
I słyszę czasu drżenie
wibrujące w atomach
napędzające zegara wskazówki i trybiki
w nieubłaganym ich ruchu.
I rozpływam się w ciszy,
bezwiednie obserwując plamki świateł ulicy –
jak płyną jednostajnie,
szlakiem skośnym po ścianie,
od okna… do sufitu…
I znikam i powracam,
niezmiernie zaskoczony
czarną plamą obawy
w ciemnym kącie, za szafą
Lecz – aureola mglista nadziei i miłości
falująca poświatą wokół zgasłej żarówki:
- jest tylko przywidzeniem?
i wszystko już wiadome?
i nie ma drogi wstecz?
Więc pytam siebie: po co!
i myślę wciąż: dlaczego!
starając się nie patrzeć
w przerażające oblicze
tak wielu lat straconych
odbitych w tafli lustra
potępiającym spojrzeniem...
Lecz przecież – to nie ja!
przecież tego nie chciałem!
więc szybko odwracam głowę i wtulam ją w poduszkę,
czując – zapamiętany dotyk ciepłego ciała,
pachnący i aksamitny,
w pamięci zakamarkach na zawsze zapisany
smak truskawkowych ust…
Lecz tak podobno nie wolno!
bo nie wypada i grzech!
Więc – może jednak już lepiej
Nie przychodź… ?
...lub nie odchodź...!
Wiersz – Paweł Antoni Baranowski – 2003;
Grafika komputerowa 2003 – Paweł Antoni Baranowski (wykorzystano fragmenty wizerunku fotograficznego ołtarza głównego kościoła pw. Miłosierdzia Bożego na Osiedlu Książąt Pomorskich w Szczecinie)
