MOTTO:


Paweł Antoni Baranowski - BLOG
Witam Cię mój szanowny czytelniku i szanowna czytelniczko. Dziękuję Ci za zainteresowanie. Na wstępie jednak wyjaśnijmy to sobie: celem pisania mojego blogu jest - wyrazić to, co ja chcę przekazać i to wyłącznie w taki sposób - w jaki ja chcę to zrobić. To nadaje sens publikowaniu indywidualnych blogów. Mój blog jest dla odwiedzających jak biblioteka publiczna: czytać książki można, jeśli ktoś lubi i chce, ale pisać w tych książkach - nie należy. Nie jestem informatorem moich czytelników a mój blog nie jest czasopismem.

27/06/2012

… Czy już zaczyna docierać… ?

Portal gazeta.pl przyniósł dziś interesujący w swojej wymowie artykuł Mileny Orłowskiej. Nie zajmuję się komentowaniem codziennych wiadomości, raczej po prostu „piszę swoje” i teraz też tak będzie, ale ta akurat wiadomość jest niezłym pretekstem do mojej szerszej wypowiedzi. By nie powtarzać albo nie przytaczać długich cytatów, podam link do oryginału (ostatecznie po to przecież wymyślono hiper-text):
Jest pani za stara i... za brzydka.
Autorka pochopnie moim zdaniem doszła do wniosku ostatecznego, że chodzi tu o czyjś głupi a może i nieco okrutny żart. Dziennikarka jak widać zrobiła więcej niż autorzy tego rzekomego „żartu”, by ukryć wszystko co istotne w tej sprawie, zmieniając wszystkie istotne dane. Być może jest to zgodne z dziennikarską praktyką, ale…
Ogólnie sprawa dotyczy nauczycielki, młodej, trzydziestoletniej osoby z wykształceniem pedagogicznym i drugim fakultetem, która odpowiedziała na ogłoszenie o poszukiwaniu pracownika zamieszczone w „jednym z płockich portali ogłoszeniowych”. Ogłoszenie dotyczyło pracy nauczyciela w świetlicy prywatnego, wkrótce otwieranego prywatnego żłobka. Nauczycielka ta, spełniając nawet z nadmiarem podane oczekiwania pracodawcy – z wielka nadzieją wysłała na podany adres poczty elektronicznej swoje CV oraz podanie o pracę (zwane przez niektórych głupio „listem motywacyjnym”) po czym otrzymała odpowiedź od nadawcy oferty pracy:
„Z takim wykształceniem to mogę pani zaproponować kopanie dołów po 4 zł za godz. A ponadto jest pani za stara na to stanowisko. Nie zamieściła pani zdjęcia, myślę, iż dlatego, że nie jest pani zbyt urodziwa. Kategorycznie nie przyjmę pani do pracy! Życzę powodzenia w szukaniu zatrudnienia”.
To, że dziennikarze pochopnie uznali to za – głupi bo głupi, ale żart – to jedno, sprawa ta jednak zwraca a raczej powinna zwrócić uwagę na szerszy aspekt zjawisk dotyczących proponowania i poszukiwania zatrudnienia.
Czy w tym kraju każdy może – ukrywając własną tożsamość – rozpowszechniać ogłoszenia? Bo podstawowym elementem „dyscyplinującym”, czyli zapobiegającym większości takich zdarzeń – powinna być konieczność rejestracji nadawcy weryfikowana w chwili zakładania konta pocztowego.
Patologia jest tu niejako wpisana w podstawy polskiej rzeczywistości, gdy zatrzymano poprzedni system władzy totalitarnej, w którym domyślnie niejako wszystko było zakazane a na zrobienie czegokolwiek musiała być zgoda i podstawa prawna – ogłaszając ludowi, że teraz jest „wolność”. A głupi lud uznał, że skoro wtedy „nic nie było wolno” bo nie było „wolności”, to teraz – skoro jest już wolność – to musi być „wszystko wolno”.
A każdy, kto czytał już choćby wiersz Aleksandra Fredry o Pawle i Gawle, który był niegdyś w „Elementarzu” dla najmłodszych uczniów szkoły podstawowej, gdy ja do niej chodziłem – wie, że gdy „wszystko wolno” to znaczy, że nie da się żyć, następuje rozpad i anarchia.
Nie wyjaśniono ludziom, co to znaczy „wolność”, co przy wrodzonych i od wieków kultywowanych u Polaków skłonnościach do anarchii, pieniactwa, samowoli i nieuczciwości (cwaniactwa) – musiało dać efekt, jaki widzimy.

Pytam tu retorycznie o nadawców ogłoszeń, dlatego że tak jak w przypadku ogłoszeń dotyczących pracy czy innych, na które może następować duża reakcja związana z podawaniem danych osobowych – wynikiem takich ogłoszeń jest stworzenie bazy danych osobowych i adresowych.
Mamy przecież Ustawę o ochronie danych osobowych, lecz jak jest z jej działaniem, skutecznością? W przypadku osób bezrobotnych nie maja one innego wyjścia, jak rozsyłać masowo swoje życiorysy w setkach egzemplarzy na podane w ogłoszeniach o zatrudnieniu adresy e-mailowe, bez możliwości sprawdzenia kto i co się za nimi kryje. Warunkiem przyjęcia zgłoszenia takiego kandydata do pracy jest wysłanie przez niego podpisanego oświadczenia o wyrażeniu zgody na „przetwarzanie danych osobowych” – i to także jest warunek bezwzględny, nie ma tu dobrowolności, bo i praca zarobkowa nie jest w jakimś sensie dobrowolna, gdy jest najpowszechniejszym, podstawowym sposobem zdobycia środków na zaspokojenie najpowszechniejszych, podstawowych potrzeb życiowych. Osoby bezrobotne są więc niejako skazane na rozpowszechnianie swoich danych osobowych bez żadnej kontroli nad nimi – i to państwo ma obowiązek oraz możliwości zabezpieczyć praworządność ich wykorzystania. Nie tylko poprzez stworzenie prawa na papierze, ale i skuteczne wykonywanie go.
Okazuje się, że każdy dureń może stworzyć sobie fikcyjną firmę i darmowy, nieweryfikowany przez dostawcę poczty adres e-mailowy, po czym publikować na portalach ogłoszeniowych „oferty pracy” – tworząc w ten sposób ogromne bazy danych osobowych i adresowych, które potem można z wielkim zyskiem odsprzedać firmom rozsyłającym reklamy, spam, wykorzystać w bardzo różny, czasem nawet sprzeczny z prawem sposób.
Ustawa o ochronie danych osobowych ogromnie utrudnia życia samym zainteresowanym obywatelom, ale w niczym nie chroni ich danych osobowych ani ich bezpieczeństwa. Za to – wspomaga rozwój „polskiego kapitalizmu” – i to jest wielkim osiągnięciem rządu Donalda Tuska.
Wspomniany w artykule „płocki portal ogłoszeniowy” – nie jest tu jakimś ewenementem. Większość miast i miasteczek ma swoje portale lokalnych ogłoszeń. Panuje tam totalne bezprawie – zresztą jak w całej Polsce pod rządami PO. Właściciele i administratorzy takich portali usiłują przerzucić wszelką odpowiedzialność na samych użytkowników; zazwyczaj w jakimś wewnętrznym regulaminie umieszcza się ogólne warunki korzystania, ale brak woli i możliwości rzetelnego kontrolowania, czy są one przestrzegane. Konto użytkownika (dawcy ogłoszeń) takiego portalu może być fikcyjne (choć jest to zabronione) a nadanie ogłoszenia o pracy kosztuje np. 2 zł, za to wartość zebranych za jego pomocą kompletnych danych osobowych jest wielokrotnie wyższa; – w zależności od sprytu i zdolności piszącego ogłoszenie może to być 1000 czy nawet 2000 osób zgłaszających się z CV z nadzieją na pracę. Ogłoszeniodawcy korzystają z prawa do zastrzeżenia sobie, że nie będą odpowiadać na wszystkie oferty podjęcia pracy, więc praktycznie nie muszą odpowiedzieć na żadną. A więc – przykładowo – za 200 zł można zdobyć bazę danych teleadresowych i innych, np. marketingowych aż na przykład 200.000 osób. Zakazy stosowane przez właścicieli czy administratorów takich serwisów ogłoszeniowych mają oczywiście służyć tylko i wyłącznie ich własnemu bezpieczeństwu prawnemu; wystarczy napisać w regulaminie, że czegoś „nie wolno” i to już pozwala zawsze „jakby co” – przerzucić odpowiedzialność za robienie tego – na użytkownika ogłoszeniodawcę.
Zdarzało mi się otrzymywać imiennie do mnie zaadresowane reklamy kompletnie nie zamawianych usług lub produktów. Raz zadałem sobie trud napisania do nadawcy – firmy XX pisma z kategorycznym zapytaniem – w jaki sposób weszli w posiadanie mojego adresu zamieszkania i na jakiej podstawie przypuszczają, że jestem zainteresowany ich ofertą (a faktycznie – byłem, czyli że to nie była przypadkowa oferta!) Po długim czasie otrzymałem odpowiedź, że moje dane „pochodzą z bazy danych klientów odkupionej od firmy YY”. Z firmą YY także nigdy się wcześniej nie kontaktowałem w żadnej sprawie, więc wysłałem do niej podobne zapytanie, skąd posiadają moje dane odsprzedane firmie XX, podczas gdy nie mieli prawa ich posiadać. Zmów po długim czasie odpowiedziano mi, że moje dane „pochodzą z baz danych klientów odkupionych od firm ZZ, TT lub VV, ale bazy te uległy kiedyś połączeniu w związku z czym nie potrafią mi podać od której konkretnie z tych firm odkupili moje dane. Ale jeśli sobie nie życzę, to mogę do nich napisać żądanie usunięcia moich danych z ich bazy danych”. Ale wszelkie reklamy przestały nagle przychodzić – już bez mojego „żądania” …
Cały ten system, całe to bezprawie, fikcyjność nieudolnych ustaw niemożliwych do wyegzekwowania nie jest przypadkowa, jest elementem celowej polskiej rzeczywistości politycznej, nastawionej na „budowę kapitalizmu” tak jak to sobie wyobrażają prymitywni i prostaccy, chciwi ludzie „bez kręgosłupów” i zahamowań moralnych – jacy narzucają od dwudziestu lat kształt polskiej rzeczywistości, ukrywany pod „sztuczną mgłą” propagandy sukcesu „fajnej Polski”. Dla nich „budowa kapitalizmu” to znaczy „budowa ich osobistych fortun” bez liczenia się z niczym a z pewnością nie z takimi „bzdurami” jak prawo, moralność czy uczciwość.
Przy okazji tego incydentu, warto wspomnieć o samych ogłoszeniach.
Powszechne jest łamanie prawa obowiązującego, polegające nie tylko na zatrudnianiu nielegalnym, nierejestrowanym, okradającym system podatkowy i ubezpieczeniowy. Polega też ono także na ukrywaniu faktycznego zatrudnienia na podstawie kodeksu pracy – pod pozorem umów cywilnych opartych na kodeksie cywilnym, których postanowienia kodeksu pracy nie dotyczą. Jest to wszystko zadziwiające, bo to jakby „bezprawie w całym majestacie prawa”; wszystkim doskonale wiadome, ale od dziesięcioleci w najlepsze funkcjonujące. Ostatnio już nawet widziałem próby zatrudnienia sprzątaczki na umowę agencyjną… Niby ma to kontrolować Państwowa Inspekcja Pracy, ale ta ma najwyraźniej ZAKAZ skutecznego kontrolowania tego, żeby się krzywda nie stała naszym kochanym kapitalistom, żeby się nie obrazili i nie zlikwidowali miejsc pracy…
To nie jest prawda, że państwo jest tu BEZRADNE; w rzeczywistości cała ta sytuacja jest moim zdaniem wynikiem świadomej i celowej polityki państwa – wynikającej z realizacji OBOWIĄZUJĄCEJ IDEOLOGII – jak o tym wspominałem wielokrotnie wcześniej w swoich felietonach.
Wracając do wspomnianego na wstępie incydentu; w rzeczywistości polskiej nie widzę niczego dziwnego w opisanym zdarzeniu, nawet gdyby traktować je jako poważną próbę zatrudnienia pracownika. Ja zresztą jestem przekonany, że to BYŁA próba poważnego zatrudnienia pracownika. Takie są pojęcia prywatnych przedsiębiorców, choć przeważnie wiedzą oni o tym, że nie wolno im się z tymi pojęciami ujawniać, bo są bezprawne. Wiedzą, że nie wolno ich ujawniać, ale też i nie mają najmniejszego zamiaru ich zmieniać; to trochę taka „gra” z państwem – kto kogo przetrzyma, kto na kim wymusi ustępstwa…
Przepisy prawa powinny wymuszać by stosowano choć minimalny katalog jednolitych danych które muszą się znaleźć w ofercie zatrudnienia, niestety tak nie jest co sprzyja bezprawiu. Oferta powinna na wstępie zawierać informację o rodzaju zatrudnienia, co by natychmiast wyjaśniało – jakie przepisy czy zasady należy do niej stosować już nawet przy jej wstępnym czytaniu, jakim konkretnym przepisom podlega. Zapewne to by bardzo zdziwiło wielu ogłoszeniodawców, że ich oferta podlega jakimś przepisom, to znaczy także i ograniczeniom – bo wielu z nich na skutek wspomnianej polityki państwa – tkwi de facto w anarchii! W przekonaniu, że to oni stanowią przepisy i prawo dotyczące swojej działalności gospodarczej. Wielu prywatnych przedsiębiorców uważa, że Kodeks Pracy ich NIE DOTYCZY, bo kto miałby im prawo narzucać cokolwiek w ich „prywatnej zagrodzie” … A jeśli to wiedzą, to tak udają że nie wiedzą – by wymuszać uległość instytucji państwa.
Pomijam tu już sprawę proponowanego zawężenia katalogu rodzajów umów w odniesieniu do pracy, w skrajnych propozycjach – wprowadzenia jednego typu uniwersalnej umowy o pracę i jednolitych zasad jej funkcjonowania. To świetny pomysł. Świetny – znaczy – nie przejdzie.
Ale co do stosunku pracy, czyli zatrudnienia opartego o ustawę Kodeks Pracy, przepisy ustawy dostosowane do wymogów unijnego prawa wspólnotowego (bo sami byśmy tak tkwili w tym naszym „bajzlu” prawnym z lubością jeszcze długo, jak świnie w bajorze) kładą szczególny nacisk na zakaz nierównego traktowania, dyskryminowania nie tylko pracownika ale i kandydata do pracy, na etapie właśnie ogłoszenia o chęci zatrudnienia, oraz przyjmowania i rozpatrywania nadesłanych zgłoszeń.
Prawo Pracy w sposób precyzyjny wymienia na przykład, jakich danych pracodawca lub rekruter działający w jego imieniu może żądać od kandydatów na etapie rekrutacji. Dane te wymienia obowiązujący powszechnie Art. 22-1 par.1 Ustawy Kodeks Pracy.
Poszukujący pracownika – w sprawach danych osobowych ma prawo pytać kandydata o:
- imię i nazwisko;
- imiona rodziców;
- datę urodzenia;
- miejsce (adres) zamieszkania i adres do korespondencji;
- wykształcenie;
- przebieg dotychczasowego zatrudnienia.
I to wszystko – co do kandydatów. Katalog jest skończony i zamknięty.
Co to oznacza: że nie wolno pytać kandydata do pracy o jego religię, stan cywilny, stan potomstwa i plany w tej sprawie na przyszłość – jak to się często spotyka, preferowanie części lub całego etatu, o przynależność do związków zawodowych i partii politycznych itp. Nie wolno! Nie wolno o to pytać, gdyż nie wolno od odpowiedzi na takie pytanie lub nawet od jej braku – uzależniać decyzji o zatrudnieniu! Każde takie pytanie – jest złamaniem prawa.
Ja wiem, że może to kogoś zdziwić – bo przecież powszechna praktyka jest inna, ale… prawo jest takie jak napisałem. I obowiązuje. Powszechne są pytania w ankietach dla kandydatów o płeć, pesel, nip, stan cywilny, obecne zatrudnienie, miejsce aktualnej nauki, czas pozostawania bez zatrudnienia, ilość i wiek dzieci itp. Ale to jest bezpośrednie wykroczenie przeciwko prawu. Nawet od płci kandydata nie wolno uzależniać decyzji o zatrudnieniu, chyba że istnieją w danej pracy powszechnie funkcjonujące i uzasadnione charakterem obowiązków preferencje co do płci pracownika a pracodawca jest gotów je uzasadnić przed sądem jeśliby został oskarżony o dyskryminowanie ze względu na płeć – co reguluje Art. 18 Kodeksu Pracy. Takie samo zastrzeżenie można zastosować do każdego właściwie czynnika wymienionego w ustawie jako źródło dyskryminacji, dlatego przepisy prawa są w tej sprawie optymalnie elastyczne w sytuacjach uzasadnionych. Nikt więc nie musi zatrudnić kobiety tam, gdzie kobieta nie może być zatrudniona, ani nie ma obowiązku zatrudnić katolika tam, gdzie obiektywne warunki na to nie pozwalają, ze względu na dobro samego zatrudnionego. Ale powszechnie widzimy: panią zatrudnię…, panią bezdzietną w wieku do lat 35 – zatrudnię…; Poszukuję pracownika (tylko mężczyźni)…; opiekunkę w wieku po 45 roku życia, wierzącą i praktykującą zatrudnię do opieki nad starszą osobą… itp.
Prawo jest tu bardzo elastyczne i może być w pełni przestrzegane; przyczyną że tak się nie dzieje jest rozpad państwa i konkretna ideologia realizowana przez władzę.
Co widzimy w życiu? Państwo Platformy Obywatelskiej istniejące jakby w dwóch równoległych, całkowicie sprzecznych rzeczywistościach: tej oficjalnej, propagandowej, zgodnej z prawem, oraz tej prawdziwej, faktycznej i funkcjonującej.
Państwo bezprawia, pozorów, propagandowej zadymy w której „można wszystko”.
Państwo w którym można po prostu mieć całe prawo w dupie. Państwo w którym istnieje strefa normalna i strefa „szara” – wszystkim znana strefa poza prawem i państwem, o której wszyscy wiedzą i która nikomu nie przeszkadza choć rujnuje to prawdziwe państwo. Mamy państwo w którym istnieją zasady prawa podatkowego ale także i równolegle można działać „na czarno” – poza prawem, poza systemem podatkowym, poza wszelką kontrolą i to także jest wszystkim wiadome i nikomu nie przeszkadza choć niszczy system fiskalny i socjalny państwa kosztem uczciwych obywateli. Mamy państwo które buduje „kapitalizm” na bezprawiu, kosztem uczciwych obywateli spychanych na margines i do śmietników…
Więc narzuca się samoczynnie niejako proste pytanie: kto stoi na czele „budowniczych” takiego państwa? Kto stoi na czele i w czyim interesie działa?
Z pewnością nie jest to społeczeństwo, co by oznaczało, że Polska przestała być republiką demokratyczną (Rzeczpospolitą)…
Trudno się dziwić szokowi takiej spokojnej, zwyczajnej jakbyśmy powiedzieli osoby, nauczycielki z Opola, która po prostu ma coś do zaproponowania i szuka uczciwej pracy, gdy nagle styka się z drobnym przejawem istniejącej sytuacji ogólnej.
Trzeba wreszcie zacząć kojarzyć skutek z przyczyną…