Jestem przekonany, że każdy porządny pająk jest „z natury” pracowity i
precyzyjny. I swoją godność ma. Poza Szczecinem – oczywiście.
Wie po prostu, że musi zrobić porządną sieć – by żyć, a wzorce porządku
ma genetycznie przekazane od dziada – pradziada pająka. Najpierw
przeciąga nici „konstrukcyjne”, czyli jakby kanwę w postaci długich
nitek dobrze zamocowanych na końcach i przecinających się w jednym
punkcie pod kątem zbliżonym do 60 stopni – to oczywiście w zależności od
możliwości ich przymocowania na końcach (proza pajęczego życia: czy
jest do czego przymocować…), następnie udaje się do punktu przecięcia
tych nici i rozpoczynając w niewielkiej odległości od niego, – ale
przeważnie od „środka” – zaczyna łączyć nici kanwy równoległymi,
dokładnie odmierzonymi nitkami, poruszając się w kółko a dokładniej po
równomiernie rozszerzającej się spirali sklejając „wątek” z nićmi
„kanwy”–, czyli po prostu tka sieć. Są różne teorie na temat – jak taki
pająk odmierza odległość następnej nitki od poprzedniej w miejscu jej
sklejenia z nicią kanwy, – że odległość ta jest stale taka sama i
dokładnie, precyzyjnie powtarzalna. Powiedzmy ogólnikowo – że już ma
taką miarkę „w oku”. To w każdym razie jest w porządku: otrzymuje dzięki
swojemu wysiłkowi precyzyjne narzędzie w postaci mocnej, okrągłej lub
nieco czasem eliptycznej płaszczyzny sieci i… z tego żyje… Tak robi
porządny pająk. Ale w Szczecinie – nie…
Tu pająki chyba się zbytnio napatrzyły na ludzi z różnych urzędów i
instytucji oraz komitetów lokalnych; gdzieżby im się chciało tyle
chodzić, i to na dodatek – w kółko, po to żeby zrobić coś porządnie,
porządną, klasyczną sieć. Szkoda wysiłku.
Tu pająki sobie łażą z gałązki na gałązkę po prostej, gramolą się na
ukos, byle dużo i chaotycznie, tak „naklepać”, byle jak, byle szybko, a
nuż coś im się „samo” złapie w tę bezładną gmatwaninę… I pewnie łapie
się, bo muchy szczecińskie też widocznie jakieś takie… mało rozgarnięte…
Podejrzewam zresztą, że muchy wpadają w taką „sieć” najczęściej chyba…
ze śmiechu, a może także – ze zdziwienia…? Taka mucha po prostu nagle w
locie zbaranieje i zapomina jak się skręca (jak lecisz baranie!)… a
pająkowi wsio rawno czy zeżre muchę zwykłą czy zbaraniałą…Zbaraniałe jak więść niesie ponoć mają więcej białka.
Wpadamy tu zresztą na pomysł w naszym mieście znany elitom;
maskowanie się za pomocą głupich działań, jednocześnie takaż obrona
przez krytyką…
Wydawałoby się to absurdalne, ale nie jest; jak coś zrobisz dobrze,
pracowicie i porządnie – natychmiast rzucają się malkontenci, chorobliwi
krytykanci, znawcy się ujawniają ze wszystkich stron, którzy doskonale
znając się na sprawie (zazwyczaj na każdej) – wytykają rzekome błędy a
nawet i pochodzenie dziadka lub jego macierzystą formację wojskową…
A jak zrobisz coś głupiego, podejmiesz najdurniejszą decyzję, jaką można
było podjąć – nikt słówka nie powie… ni „bee” ni „mee” a pensja taka
sama…
Ktoś myślący logicznie powie tu zapewne: skoro i jeden i drugi pająk
osiąga sukces, który objawia się w tym, że się oba nażrą i nieźle sobie
żyją, widocznie obie metody są równie skuteczne w sensie „łowieckim”. A
jeśli tak – to pewnie ten drugi pająk postępuje efektywniej, gdyż osiąga
ten sam skutek mniejszym nakładem kosztów (sił i „nici”… nici, które
sam przecież musi zrobić).
Ja jednak mam inny wniosek; może i efektywniej, ale głupiej i brzydziej . . .
Efektywność to tradycyjnie cenią w Poznańskiem; tam się liczy tylko
kasa, ale u nas jak dotychczas jeszcze – najpierw liczy się k l a s a.

