MOTTO:


Paweł Antoni Baranowski - BLOG
Witam Cię mój szanowny czytelniku i szanowna czytelniczko. Dziękuję Ci za zainteresowanie. Na wstępie jednak wyjaśnijmy to sobie: celem pisania mojego blogu jest - wyrazić to, co ja chcę przekazać i to wyłącznie w taki sposób - w jaki ja chcę to zrobić. To nadaje sens publikowaniu indywidualnych blogów. Mój blog jest dla odwiedzających jak biblioteka publiczna: czytać książki można, jeśli ktoś lubi i chce, ale pisać w tych książkach - nie należy. Nie jestem informatorem moich czytelników a mój blog nie jest czasopismem.

26/07/2012

Cuchnie hitleryzmem…

W 2009 roku Ministerstwo Rozwoju Regionalnego zaproponowało nowy instrument oddziaływania na sytuację na rynku pracy, w postaci tzw. dodatków relokacyjnych oraz dodatku motywacyjnego.
Chodzi tu o działania pomocnicze skierowane do osób tracących zatrudnienie z powodu trudnej sytuacji pracodawcy.
Zostało to zaproponowane, jako element tzw. paktu antykryzysowego, ale jest to także ewidentny element przeciwdziałania nadmiernym skutkom bezrobocia, dlatego nie rozumiem, czemu akurat nie Ministerstwo Pracy i Spraw Społecznych zajmowało się tą propozycją. Dlaczego sprawy bezrobocia i pracy nie są w gestii Ministerstwa Pracy. Logiczna i godna poparcia wydaje mi się zasada pewnej komasacji spraw w jednych ramach prawnych czy organizacyjnych.

Zresztą wreszcie Minister Sprawiedliwości dostrzegł panujący tu bałagan na przykład w odniesieniu do prawa pracy i ogromnej masy przepisów wykonawczych, nawzajem sobie czasem zaprzeczających, rozbitych w dziesiątkach różnych rozporządzeń. Konsekwencją tego ma być próba uporządkowania tego galimatiasu, rewizji prawa wraz z włączeniem części dotychczasowych przepisów wykonawczych do treści ustawy, uchyleniem wielu przepisów, likwidacją lub uprawomocnieniem przepisów wykonawczych wydanych bez ustawowego upoważnienia itd.

Mam nadzieję, że prawo pracy zyska tu na jednolitości, przejrzystości, ograniczona zostanie ilość wyjątków oraz „wyjątków od wyjątków”, – co jest dziś prawdziwą zmorą służb pracowniczych czy też kadrowców.
Wracając jednak do sprawy i pomijając problem, dlaczego to właśnie Ministerstwo Rozwoju Regionalnego było tu zaangażowane – idea tych instrumentów była następująca:
dodatek relokacyjny to pomoc finansowa dla osób tracących właśnie zatrudnienie (będących w okresie wypowiedzenia) z powodu trudności pracodawcy lub też takich, które już z tego powodu (przyczyny związanej z kryzysem leżącej po stronie pracodawcy) zostały zwolnione, ale od tego momentu nie upłynęło więcej niż sześć miesięcy. Pomoc w wysokości nawet kilku tysięcy zł przeznaczona była jednak tylko dla tych osób, które znalazły zatrudnienie w innej miejscowości, odległej o więcej niż 50 km od dotychczasowego miejsca zamieszkania i pracy. Przeznaczeniem tej pomocy było sfinansowanie relokacji (przeprowadzki), koszty wynajmu mieszkania w nowej miejscowości zatrudnienia itp. koszty pozostające bezpośrednio w związku ze znalezieniem pracy w innej miejscowości. Inicjatywa świetna, na dodatek finansowanie tej pomocy pochodziło w 85% z PO Kapitał Ludzki, czyli z Europejskiego Funduszu Społecznego a tylko pozostałe 15% ze środków krajowych. Podstawowa wysokość dodatku to sześciokrotność zasiłku dla bezrobotnych, wypłacona jednorazowo.

Jak to jednak najczęściej bywa z dobrymi pomysłami w tym kraju, realizacja okazała się dziwna. Po pierwsze – środki pomocowe nie były tzw. pomocą bezpośrednią dla potrzebujących, to znaczy by można je było przyznać w ramach PO KL w danym województwie musiała powstać instytucja, która jako beneficjent zorganizowała odpowiedni projekt unijny, który przeszedł całą procedurę zatwierdzania i otrzymał finansowanie, następnie dopiero ów beneficjent mógł wdrożyć nabór bezrobotnych, jako tzw. beneficjentów ostatecznych, przeprowadzić inne formy działania wobec nich, takie jak doradztwo zawodowe, poradnictwo psychologiczne itp. i dopiero uczestnikom takiego projektu przyznać wspomniany dodatek relokacyjny. Oczywiście tylko tym, którzy się „wstrzelili” z niezależną od nich a do pracodawcy utratą pracy w odpowiednim przedziale czasowym oraz przed zakończeniem projektu znaleźli zatrudnienie w innej miejscowości oraz zawarli umowę o pracę z działającym w niej pracodawcą. To warunki niezmiernie trudne do spełnienia, na dodatek sam fakt wdrożenia takiego projektu – zupełnie od bezrobotnych niezależny, pomimo spełniania podanych kryteriów. Ale dla urzędników takie ograniczenie to jeszcze za mało.
Na dodatek ustalono, że ta pomoc pomimo przyznania w zasadzie nie powinna być przez bezrobotnego na nic wydana, gdyż jest ona zwrotna, jeśli w ciągu trzech początkowych miesięcy pracy nastąpi rozwiązanie umowy o pracę. A to – dzięki działaniu Art. 32 Kodeksu Pracy – tylko częściowo zależy od tego pracownika; pracodawca ma prawo rozwiązać z tylko sobie znanych powodów umowę o pracę na okres próbny bez obowiązku tłumaczenia się ze swoich motywów, z zachowaniem krótkiego okresu wypowiedzenia.

Jakby jeszcze tego było mało, dodatek ten przysługiwał jedynie osobom, które u nowego pracodawcy (w innej miejscowości) otrzymały stawkę wynagrodzenia niższą niż u poprzedniego pracodawcy, u którego straciły zatrudnienie ze względu na kryzys. Co więcej – dodatek ten podlegał opodatkowaniu, jako składnik przychodu osoby fizycznej.

Żeby było zabawniej – dodatek ten jest alternatywny dla zasiłku dla bezrobotnych i innych form wsparcia bezrobotnych z Funduszu Pracy. W takich okolicznościach ilość udanych migracji zarobkowych osób bezrobotnych była niewielka i stale spadała. Obecnie prawdopodobnie brak jest tego typu projektów ubiegających się o dofinansowanie unijne.
Dodatek szkoleniowy także w założeniu był formą walki ze skutkami kryzysu i także z założenia miał ograniczyć bezrobocie. Był dofinansowaniem dla pracodawców, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji, ale zdecydowali się przekwalifikować zatrudnianych pracowników zamiast ich zwalniać. Trafiał on pośrednio poniekąd do pracownika w postaci wiedzy; nieodpłatnych szkoleń gwarantujących możliwość pozostania w stanie zatrudnienia na innym stanowisku niż dotychczas, może także przy okazji zwiększających jego mobilność zawodową.
Jak można się domyślać, ilość takich przypadków była znikoma…

Tak więc były działania, ale nic nie dały lub dały niewiele. Za to – był „ruch w interesie”, był „przepływ pieniądza” – więc ktoś zarobił. Czy taka potworna nieskuteczność, pozorność – może być przypadkowa?
Pisałem już wcześniej o znanym mi z obserwacji problemie ze skutecznością działań na rzecz bezrobotnych, czyli sensownością wydawania środków pomocowych przeznaczonych docelowo dla bezrobotnych. Oczywiście „dla” w sensie skutku niematerialnego.

Odnosiłem wrażenie, że działań finansowanych ze środków unijnych poprzez instytucje nadzorujące i beneficjentów nie można traktować inaczej, jak „nakręcania interesu” czy „otwierania nowego pola biznesowego” na korzyść osób w to zaangażowanych (ale nie po stronie bezrobotnych), ale tak – by w znaczący sposób nie zmniejszyły stanu bezrobocia a więc nie psuły interesu na przyszłość. Można to też nazwać „programową nieskutecznością” – opierającą się na tym, że wszelkie działania prowadzone były jedynie na osobie bezrobotnej, która po ich zakończeniu nieodmiennie i bez żadnej już pomocy zderzała się z „murem” odmowy zatrudnienia, nie mając najczęściej nawet najmniejszej szansy na zastosowanie w pracy, czy choćby wykazanie przed potencjalnym pracodawcą wiedzy zdobytej dzięki odbytym szkoleniom finansowanym z funduszy unijnych, dlatego nawet po kilku takich szkoleniach nadal pozostawała bezrobotna.
Szczególnie dotyczy to osób bezrobotnych w wieku zwanym „50 plus”, – które niezależnie od ilości kursów czy posiadanej wiedzy i doświadczenia – nie uzyskały zatrudnienia właśnie prawdopodobnie ze względu na wiek. Piszę tu bezradnie – „prawdopodobnie” gdyż nie wiadomo dotychczas, z jakiego powodu osoby z tej grupy wiekowej są „programowo” niezatrudniane, a nieliczne podawane tu i tam uzasadnienia są ewidentnie fikcyjne. Żaden pracodawca nie musi wyjaśniać powodów niezatrudnienia kogokolwiek a to akurat przypadkowo ogromnie ogranicza skuteczność działań przeciwdziałających bezrobociu; skoro nie jest znana przyczyna to nie można jej usunąć, kandydat do pracy nie ma szans na doskonalenie swojego wizerunku w oczach pracodawców: czyżby o to właśnie komuś chodziło? Organizatorzy natomiast, wykładowcy, psycholodzy, trenerzy, doradcy zawodowi – działający w takich szkoleniach zawsze „na własny rachunek”, – czyli praktycznie najczęściej na jednorazowe umowy o dzieło – zawsze uzyskiwali właściwy i gwarantowany skutek finansowy w postaci własnego dochodu, powiększonego jeszcze o możliwość wyłączenia z podstawy opodatkowania 50% kwoty przychodu – jako kosztów nabycia.

Otóż sprawa wyżej opisanych działań Ministerstwa Rozwoju Regionalnego a zwłaszcza sposobu praktycznej realizacji tych pomysłów jest moim zdaniem kolejnym dowodem na prawdziwość tych wcześniejszych wniosków: chodzi o to, by pomoc oficjalnie była, ale w praktyce nie pomagała, dokładniej – by jednostki mogły na tym zarobić, ale bez efektu istotnego zmniejszenia bezrobocia.  
Bezrobocie być może po prostu musi być i wynika z założeń politycznych, ideowych a nie z „kryzysu”, trudności gospodarczych itp.
Sprawia to wrażenie, że ktoś wpadł na szatański pomysł „złamania” w ten sposób nie tylko godności, ale i niezależności czy samorządności pracowniczej, stworzenia masy zastraszonych niewolników gotowych na przyjęcie każdej pracy za jakimkolwiek wynagrodzeniem, byle tylko móc przetrwać wraz z rodziną ten czas „kryzysu” – będący de facto czasem „budowania fortun kapitalistycznych” na bezwzględnym wyzysku, minimalizacji kosztów a maksymalizacji własnego zysku przedsiębiorcy, nie licząc się ze skutkami społecznymi i jednostkowymi. Przy okazji – okazja do fizycznej likwidacji jednostek najsłabszych, najmniej samodzielnych – kandydatów do pomocy społecznej.

Brzmi to istotnie okropnie neonazistowsko, cuchnie hitleryzmem…
To oczywiście tylko moje przypuszczenie oparte na własnych obserwacjach i doświadczeniach, piszę to w formie pewnej prowokacji intelektualnej – oraz liczę na to, że ktoś przedstawi wkrótce inne logiczne i prawdziwe wyjaśnienie, gdyż jeśli nie – wydaje się to niezwykle poważnym zarzutem.
Zarzutem politycznym i kryminalnym na poziomie Trybunału Stanu i Sądu Najwyższego.