Prezydent
Rosji zdaje sobie sprawę, że we wschodnich obwodach Ukrainy, głównie
Charkowskim, Ługańskim, Donieckim i zwłaszcza Chersońskim – jako
szczególnie ważnym ze względu na zaopatrzenie Krymu (dostęp do Dniepru)
nie ma jeszcze tak silnego poparcia ukraińskiej ludności o
„prorosyjskim” nastawieniu, posługującej się na co dzień językiem
rosyjskim i mającej swoje interesy po obu stronach granicy.
Ma tam oczywiście spore poparcie, także dzięki propagandzie rzucającej wszelkie możliwe, nawet kompletnie durne i absurdalne oskarżenia pod adresem „banderowców” i „faszystów” z Kijowskiego Majdanu. Ale – nie jest ono aż tak znaczące, by mógł zastosować tam już teraz bezpośrednio wariant wypróbowany na Krymie, czyli „obrony mniejszości rosyjskiej”, lub wręcz „obrony wolności i demokracji” która jest przedstawiana, jako zagrożona przez „majdanowskich skrajnych nacjonalistów”.
Jest to wszystko oczywiście także i miarą pewnej nieudolności czy
ospałości działań władzy ukraińskiej, małej skuteczności wynikającej z
totalnej centralizacji, nieskuteczności wynikającej z braku
doświadczenia politycznego dotyczącego rzeczywistych działalności i
faktycznego prowadzenia realnej polityki a nie tylko działalności
politycznej czy parlamentarnej (to oczywiście wersja optymistyczna
wyjaśnienia – bo możliwa jest i pesymistyczna).Ma tam oczywiście spore poparcie, także dzięki propagandzie rzucającej wszelkie możliwe, nawet kompletnie durne i absurdalne oskarżenia pod adresem „banderowców” i „faszystów” z Kijowskiego Majdanu. Ale – nie jest ono aż tak znaczące, by mógł zastosować tam już teraz bezpośrednio wariant wypróbowany na Krymie, czyli „obrony mniejszości rosyjskiej”, lub wręcz „obrony wolności i demokracji” która jest przedstawiana, jako zagrożona przez „majdanowskich skrajnych nacjonalistów”.
„Zachęta” w postaci perspektywy poprawy sytuacji materialnej, warunków życia ludzi niejako „opuszczonych” przez władze Kijowskie w drastycznie scentralizowanym systemie władzy państwowej a jednocześnie straszenie „faszystami” – dotykające najgorszych skojarzeń i stereotypów – bardzo dobrze „zakotwiczonych” w wyobraźni ludzi – zrobiło swoje; władzy nie można sprawować jakby wbrew tak widocznej i na tyle przeważającej większości lokalnego społeczeństwa, nawet już nie wnikając w problem jego struktury narodowościowej czy prób doraźnego manipulowania wydarzeniami.
To oczywiście nie obciąża winą obecnej władzy a raczej tych którzy ją sprawowali od Pomarańczowej Rewolucji do Protestu na Majdanie.
Zastanawiając się nad tym, wspominam czas „agitacji” w Polsce w sprawie przystąpienia Polski do Unii Europejskiej; właściwie mieliśmy tu początkowo spory opór „eurosceptyków” a w czasie późniejszej kampanii… no, nazwijmy ją „informacyjną” – mieliśmy tu w zasadzie wszystkie te same elementy; z jednej strony – zachęty uwydatniającej powstanie nowych możliwości bogacenia się, prowadzenia działalności i to przez „zwykłych” obywateli a nie jedynie jakąś „elitę”, ogromnych jak na ówczesne wyobrażenia pieniędzy mających popłynąć z Unii dla nowo przyjętych członków itp.
Przypuszczać można, że Prezydent Rosji realizuje obecnie podobny plan.
Już w czasie demonstracji prorosyjskich w Sewastopolu i Symferopolu ludzie w rozmowach z przebywającą tam polską reporterką radiową Agnieszką Lichnerowicz mówili o swojej niezgodzie na panujący tam bezwład organizacyjny, totalną stagnację, upadek rolnictwa i turystyki, coraz trudniejsze warunki życia dla „zwykłych” mieszkańców, korupcję, stan bezprawia, nieporządku, „rozkradzenie” wszystkiego co miało jakąkolwiek wartość… Czy takie opinie są dla nas rzeczywiście obce, nieznane? Czy one nie kojarzą się nam natychmiast nieodparcie ze stanem wielu naszych polskich miejscowości w czasie naszej tzw. dzikiej prywatyzacji, w czasie „transformacji ustrojowej”, którą tak obiektywnie i kompetentnie opisał niedawno ekonomista prof. Witold Kieżun w swojej książce pt. „Patologia transformacji”.
Wiele wydaje się wyjaśniać dzisiejsza informacja, iż Prezydent Rosji postanowił właśnie uczynić cały Krym (rosyjski obwód krymski) – specjalną strefą ekonomiczną, nastawioną na maksymalne możliwe ułatwienia w prowadzeniu działalności gospodarczej, zakładaniu nowych firm itp. Zgodnie z tą zapowiedzią Krym ma się stać „rajem podatkowym” w którym przedsiębiorcy będą początkowo zwalniani z podatków, w którym wszystko ma być nastawione na rozwój gospodarczy i awans ekonomiczny ludności. Czy to się może nie podobać tamtejszej ludności rosyjskojęzycznej? Ba! nawet Ukraińcy którzy zdecydują się tam pozostać – przyjmując rosyjskie paszporty, albo pozostając na zasadzie „rejestrowanego, legalnego mieszkańca” – zapewne zabiorą się za interesy i działalność gospodarczą korzystając z takich świetnych warunków – bo taka jest po prostu natura ludzka. Pamiętamy początkową „eksplozję” drobnego handlu i przedsiębiorczości w Polsce…
Nie wiem, czy Prezydent Putin zrealizuje w pełni tę zapowiedź, to znaczy – czy ma zamiar ją zrealizować do końca. Wymagałaby ona sporych początkowych nakładów „inwestycyjnych” ale być może późniejsze wpływy z podatków i opłat lokalnych byłyby zdolne to zbilansować. Moim zdaniem chodzi tu głównie o efekt propagandowo-psychologiczny, czyli o specyficzną rosyjską „socjotechnikę” na skalę wielką ale wybitnie doraźną. Mianowicie – chodzić tu może o zachęcenie ludności wspomnianych wschodnich obwodów wschodnich do większego niż obecnie poparcia dla separacji, odłączenia się od Ukrainy. Gdy ludzie tam dowiedzą się jakie „szczęście” spotkało Krym dzięki przyłączeniu do Rosji, natychmiast wystosują Rosji odpowiednie zaproszenie do interwencji także i u nich, pod pretekstem obrony przed „majdanowskimi faszystami”. Odpowiednio nagłośnione rewelacyjne warunki do „zarabiania w strefie swobody gospodarczej w krymskim raju podatkowym” – muszą zadziałać jak bomba atomowa na obecne rozczarowanie, rachityczne poczucie przynależności państwowej tamtejszej ludności; któż by nie chciał zarabiać, prowadzić interesy przy minimum kosztów. Któż by nie chciał być bogaty. A skoro to Rosja a nie jakiś odległy Kijów proponuje takie warunki…
Przypuszczam, że taki właśnie jest pomysł Putina na przejęcie wschodnich obwodów – bez faktycznej agresji, wojny, czyli z zachowaniem pozorów wobec „opinii międzynarodowej”.
Smutne jest to, że patriotyzm czy poczucie wspólnoty może być tak tanie. Smutne jest też to, że gdy już Putin osiągnie swój cel, gdy „przejmie” Ukrainę lub co najmniej dokona podziału Ukrainy – włączając do Rosji ziemie wschodnie aż do Dniepru i całe wybrzeże Morza Czarnego – wtedy może się okazać, że te „strefy ekonomiczne” wcale nie pracują dla zaangażowanych tam przedsiębiorców bo zwolnienia podatkowe znikną, że to wszystko był jedynie propagandowy „pic” mający sterować zachowaniem ludzi a ludzie – zachowywali się w sposób prymitywny i prostacki z głupiej chciwości, oni chcieli lepiej żyć, z naiwności robili dokładnie to do czego ich popychała Kremlowska władza. Ręka w nocniku…
A Rosja – jak już wejdzie, jak już obejmie władzę, jak oplecie wszystko swoimi mackami, to „uże na wsiegda”. A może nie; może ten rejon rzeczywiście rozwinie się, skorzysta ekonomicznie, gospodarczo, może faktycznie ludziom tam będzie się żyło lepiej… ale czy to miałoby uprawomocnić „nowoczesną” metodę imperializmu?