MOTTO:


Paweł Antoni Baranowski - BLOG
Witam Cię mój szanowny czytelniku i szanowna czytelniczko. Dziękuję Ci za zainteresowanie. Na wstępie jednak wyjaśnijmy to sobie: celem pisania mojego blogu jest - wyrazić to, co ja chcę przekazać i to wyłącznie w taki sposób - w jaki ja chcę to zrobić. To nadaje sens publikowaniu indywidualnych blogów. Mój blog jest dla odwiedzających jak biblioteka publiczna: czytać książki można, jeśli ktoś lubi i chce, ale pisać w tych książkach - nie należy. Nie jestem informatorem moich czytelników a mój blog nie jest czasopismem.

03/11/2012

Płaca minimalna jest niezbędna, musi być określona ustawowo i musi mieć realną wysokość.

Obiektywnym faktem jest uzależnienie przeciętnego człowieka (czyli większości) od pracy najemnej. Społeczeństwo składające się w większości z przedsiębiorców jest wytworem chorej wyobraźni – nawet gdy to odniesiemy także do obywateli realizujących jednoosobowo swoją mikro-działalność gospodarczą; w rzeczywistości przedsiębiorcy zawsze stanowią mniejszość, swoistą „elitę”, która potrzebuje pracowników najemnych. Nie da się – poza pewnym marginesem właśnie owych jednoosobowych działalności wykonywanych osobiście oraz „wolnych zawodów” – prowadzić sensownej ekonomicznie działalności gospodarczej (np. wytwórczej, usługowej) – bez zatrudniania pracowników. Pracownicy są niezbędnie potrzebni do funkcjonowania przedsiębiorstwa i tylko dzięki nim można uzyskać zysk, – który jest warunkiem i motorem tejże działalności. Jest to też podstawą planowania biznesu, tworzenia biznesplanu, który musi zoptymalizować koszty, wynik finansowy w odniesieniu już do coraz bardziej szczegółowych konkretów pomysłu biznesowego.
Chodzi tu o niezmiernie skomplikowaną i obszerną materię, ale chcę się skupić na kilku tylko wybranych aspektach. Niewątpliwie przedsiębiorca prowadzi swoją działalność po to, by osiągnąć zysk, mówiąc kolokwialnie – zarobić, czyli „wyjść na plus” czyli jeszcze inaczej -”wyjść na swoje”. Na swoje! Robi to głównie dla siebie i to jest absolutnie naturalne, zgodne z naturą człowieka. Inaczej więc – odmienne stawianie tej sprawy byłoby – jak w ideologii komunistycznej – sprzeczne z naturą człowieka, a ponieważ człowiek nigdy nie działa sprzecznie ze swoją naturą – tworzy się w ten sposób rozdźwięk pomiędzy teorią (ideologią) a praktyką (życiem), co w państwach takich jak ZSRR a nawet i PRL – przybierało rozmiary monstrualne. Działalność gospodarcza nie jest i nigdy w rzeczywistości nie była „służbą dla narodu i społeczeństwa” a jeśli kiedyś chciano ją w taki sposób przedstawiać ideologicznie w warunkach tzw. „społecznej własności środków produkcji” (co jest tylko „figurą retoryczną”) – to jedynie poprzez propagandową fikcję, no i wiadomo zresztą do czego to doprowadziło…
Po jednej stronie jest więc ów przedsiębiorca mający wolę i pomysł na prowadzenie działalności gospodarczej, wkładający w jej realizację własne prywatne środki materialne i niematerialne (kapitał) oraz ponoszący ryzyko utraty tychże środków w przypadku niepowodzenia.
Z drugiej strony są wspomniani, niezbędni mu pracownicy, którzy realizują działalność przedsiębiorstwa na odpowiednio dużą skalę pod kierownictwem i nadzorem przedsiębiorcy w taki sposób, by wypracować przychód nie tylko pokrywający, ale i odpowiednio przewyższający koszt tejże działalności. Jednym ze składników kosztu jest zapłata dla nich, oraz obowiązki finansowe, jakie prawo nakłada na przedsiębiorcę w związku ich zatrudnianiem.
Pojedynczy przedsiębiorca ma skłonność, i może nawet prawo – do ograniczania się do widzenia tylko swojego biznesu i jego wyników (zysku) w oderwaniu od całości. Jednak istnieją tu dalsze zależności, które w konsekwencji decydują o powodzeniu tego i każdego innego przedsiębiorcy, a odnoszą się do pracowników.
Pracownik też pracuje głównie dla swojego zysku, dla swojej zapłaty. Praca jest dla człowieka a nie człowiek – dla pracy. Generalnie nawet można powiedzieć: wszystko jest dla człowieka, absolutnie wszystko. Dla człowieka – czyli dla społeczności a nie dla jednostki, nie kosztem społeczności. Cały ten powszechnie spotykany na świecie system polega przecież właśnie na wymianie pracy i pieniądza, jako jej ekwiwalentu. Pracownik nie jest „kosztem” a niezbędnym elementem całości, bo po zarobieniu pieniędzy za swoją pracę, (w której wytworzył nadwyżkę wartości dla przedsiębiorcy, który dzięki temu stał się nabywcą dóbr), staje się nabywcą potrzebnych mu dóbr i usług, co daje dochód przedsiębiorcom je oferującym oraz handlowcom, daje też dochód innym pracownikom najemnym, którzy potrzebne mu dobra wytworzyli w ramach innej działalności gospodarczej przedsiębiorcy, który także na tym odniósł zysk… itp.
Ważne dla mnie w tym wywodzie jest to, że pracownicy muszą istnieć, muszą zarobić tyle by się mogli stać nabywcami tego, co im potrzebne i że to jest istotą gospodarki a nie jej wadą.
W procesie planowania działalności gospodarczej przedsiębiorca ma do czynienia z czynnikami, na które nie ma bezpośrednio wpływu jak i z takimi, które może regulować w zależności od potrzeb. Nie ma wpływu na te pozycje kosztów, które wynikają z obligatoryjnych obowiązków wprowadzonych przepisami prawa, jak na przykład podatek czy obowiązki wynikające z systemu powszechnego obowiązkowego ubezpieczenia społecznego. Ma natomiast wpływ na koszty osobowe pracy to znaczy na płace, z tym, że prawo ustala także minimalny poziom płacy brutto, poniżej którego w ramach prawa pracy i dopuszczalnego pełnego jej wymiaru – nie wolno zejść. Poziom płacy minimalnej jest ustalony przynajmniej z założenia tak, by pracownik mógł się w podstawowym zakresie utrzymać (zaspokoić swoje niezbędne do życia potrzeby), bo jeśli by to nie było możliwe, to wówczas Skarb Państwa musi przeznaczać odpowiednie środki na tzw. pomoc społeczną w postaci pomocy finansowej rodzinom osiągającym dochód (na osobę w rodzinie) poniżej pewnego ustalonego pułapu. Lepiej więc by środki potrzebne do samodzielnego funkcjonowania pochodziły z pracy własnej pracowników najemnych a nie obciążały budżetu państwa. Słowem – by samodzielnie funkcjonować ludzie muszą zarobić pewną, co najmniej minimalną kwotę, którą stara się określić obowiązujące prawo jako minimalną płacę.
Z drugiej strony na przedsiębiorców działa po pierwsze – naturalna chęć maksymalizacji własnego osobistego dochodu z przedsiębiorstwa (wysiłek i ryzyko prowadzenia działalności gospodarczej musi być rekompensowane odpowiednim zyskiem, nie wspominając o odtworzeniu kapitału, o akumulacji środków trwałych, o funduszu rozwoju itp.). Po drugie – stałe i sztywne składniki kosztów narzuconych prawem, przy gorszych wynikach wynikających z wahań popytu, działalności konkurencji, globalizacji gospodarki i rynków finansowych – zagrażają opłacalności a nawet czasem i sensowności przedsięwzięcia gospodarczego. Wysiłki przedsiębiorcy koncentrują się gdzieś pomiędzy sztywnymi obowiązkami określonymi przez prawo a równie sztywnymi granicami możliwości wynikającymi z charakteru biznesu i aktualnej sytuacji gospodarczej, dziś już najczęściej obserwowanej w skali globalnej albo co najmniej europejskiej.
Sedno sprawy w tym, że w takim przypadku wszelkie działania zmierzają do zmniejszenia kosztów zamiast zwiększenia wpływów – a ponieważ jak wspomniałem wcześniej, przedsiębiorca nie ma łatwego wpływu na składniki kosztowe prawnie narzucone – to usiłuje zmniejszać koszty, na które ma wpływ. Dotyczy to zmniejszania płac do dopuszczalnej granicy, albo ostatnio częściej poniżej – poprzez odchodzenie od zatrudniania a zastępowanie go – oczywiście nielegalnie – innymi rodzajami umów, których prawo pracy nie dotyczy a więc i nie obowiązuję tam płaca minimalna. Nielegalnie – bo prawo jednoznacznie stanowi, iż rzeczywisty charakter stosunku łączącego przedsiębiorcę i osobę wykonującego dla niego pracę wynika z rzeczywistego funkcjonowania tego stosunku a nie z jego nazwy. Prawo jednoznacznie rozróżnia stosunek pracy od umowy cywilno-prawnej, zabrania zastępowania faktycznego stosunku pracy – umową cywilną oraz stwierdza, że umowa funkcjonująca tak jak stosunek pracy – jest stosunkiem pracy nawet gdy zostanie nazwana umową cywilno-prawną. I cóż; prawo swoje a praktyka swoje – za przyzwoleniem władzy Platformy Obywatelskiej na powszechne łamanie prawa.
Widzimy to obecnie w Polsce na skalę zastraszającą. Powszechne się staje sprzeczne z prawem – którego już nikt praktycznie nie tylko nie przestrzega, ale i nie broni – zastępowanie stosunku pracy przez umowy zlecenia, umowy agencyjne, samozatrudnienie, umowy „śmieciowe” a nawet skandaliczny rozrost zatrudnienia całkowicie nielegalnego i nigdzie nie rejestrowanego, na co jest po prostu „ciche przyzwolenie” władzy. „Róbta co chceta – byle było kapitalistycznie”.
Wszelkie działania wynikające z pogorszenia sytuacji ekonomicznej przedsiębiorstw wywołują działania wyłącznie w jednym kierunku: ograniczanie płac i zwiększenia oczekiwanego od pracownika nakładu pracy. Jak już wspomniałem, teoretycznie jest to absurdalne, bo przy tym wzrasta zapotrzebowanie na pomoc społeczną, państwo musi dać ludziom to, czego nie zarobili swoją pracą, a żeby „mieć z czego” dać – musi to najpierw zabrać przedsiębiorcom…
Zastanawiające jest więc, czy nie lepiej by było ukierunkować ewentualne potrzebne zmiany nie na płace a na inne koszty, poprzez ich zmniejszanie stosownie do sytuacji gospodarczej państwa. Jeśli się w reakcji na kryzys zmniejszy podatek, to do skarbu państwa wpłynie mniej pieniędzy, ale przedsiębiorcy dzięki temu nie zmniejszą płac i dzięki temu skarb państwa nie będzie miał wzrostu zapotrzebowania na pomoc społeczną, a pracownicy zachowają zdolność nabywania dóbr, co daje impuls stabilizujący gospodarkę.
To wszystko oczywiście niezmierne uproszczenia, ale chodzi mi o proste przedstawienie wybranych aspektów i zasad. Generalnie – wydaje się, że w przypadku kryzysu wszelkie działania powinny poprawiać stan gospodarki, warunki działalności wynikające z przepisów, ale poza płacami, które są elementem naturalnie stabilizującym gospodarkę; należy zmieniać wszystko inne a nie płace.
Tymczasem jest właśnie odwrotnie. Mamy właśnie do czynienia z generalnym atakiem „sfer biznesu” na płacę minimalną określoną ustawowo i to nie co do jej wysokości a co do jej istnienia w prawie obowiązującym.
Zrozumiałe jest, że przy zniesieniu tego przepisu, płace natychmiast „polecą” w dół przy niezmienionych innych składnikach kosztowych, jeśli nie z powodów gospodarczych to z powodu ludzkiej pazerności – co w ostatecznym rozrachunku „stłamsi” gospodarkę, ale także grozi poważnymi konsekwencjami w postaci wzrostu oporu społecznego, nastrojów antyrządowych, oczekiwania zmiany polityki poprzez zmianę władzy, itp. Generalnie ten kierunek działań po prostu wymuszą narastanie niezadowolenia, niepokojów, zaburzeń społecznych, aż do jakiegoś nieobliczalnego wybuchu a to generalnie nie jest dobre dla gospodarki ani dla kapitalizmu. Prócz tragicznych kosztów społecznych to rujnuje gospodarkę, np. poprzez masowe strajki, zamieszki uliczne, utratę fachowców (emigrację na fali niepokojów społecznych), straty, zniszczenia itp. To prowokowanie „nowego Lenina”, wzmacniające skompromitowane ruchy lewicowe. Dlatego być może władza powinna utrzymać a nawet podwyższyć (urealnić) płacę minimalną gwarantowaną ustawowo tak jak to zostało zaplanowane ( w 2013 r. – 1600 br.), natomiast poważnie zająć się dialogiem z przedsiębiorcami dotyczącym zmian -ograniczających ich swobodę – przepisów pozapłacowych. Trzeba szukać poprawy sytuacji w lepszym biznesie, większym rozwoju, optymalizacji organizacyjnej a nie w dotacjach z kasy publicznej, ograniczaniu dochodów pracowników i ich warunków socjalnych. Jeśli dane przedsięwzięcie ekonomicznie źle funkcjonuje przy respektowaniu prawnie ustalonej granicy płac, to znaczy że to przedsięwzięcie jest źle zaprojektowane a nie – że płace minimalne są zbyt wysokie. Nie potrzebujemy „szmacianych biznesów” i chorej gospodarki na nich opartej, przedsiębiorców – szantażystów lub żebraków, ciągle skamlących o dotacje do zatrudnienia i widzących tylko jeden kierunek działania: obcinanie płac i kosztów po stronie zatrudnionych. To jakaś durna dziewiętnastowieczna mania, dawno już przełamana w krajach nowoczesnego kapitalizmu, jak USA. „Eksperci” z Platformy postanowili jednak naśladować kapitalizm dziewiętnastowieczny.
Przy okazji niejako – konieczna jest walka z nielegalnym zatrudnianiem (szacuje się na milion czterysta tysięcy osób) oraz walka z niewypełnianiem obowiązków wobec ZUS, jak również zdecydowane uporządkowanie niewłaściwego stosowania umów dotyczących pracy. Gospodarka musi być oparta na zdrowych podstawach, na respektowaniu prawa z możliwością jego szybkiej aktualizacji, na generowaniu rzeczywistego rozwiązywania rzeczywistych problemów i wymuszaniu odpowiedniego konstruowania działalności gospodarczej – zamiast ciągłego sięgania do kieszeni pracowników najemnych, do czego jak dotychczas sprowadzają się wszelkie działania pod naciskiem „chodzących na łatwiznę” przedsiębiorców.