MOTTO:


Paweł Antoni Baranowski - BLOG
Witam Cię mój szanowny czytelniku i szanowna czytelniczko. Dziękuję Ci za zainteresowanie. Na wstępie jednak wyjaśnijmy to sobie: celem pisania mojego blogu jest - wyrazić to, co ja chcę przekazać i to wyłącznie w taki sposób - w jaki ja chcę to zrobić. To nadaje sens publikowaniu indywidualnych blogów. Mój blog jest dla odwiedzających jak biblioteka publiczna: czytać książki można, jeśli ktoś lubi i chce, ale pisać w tych książkach - nie należy. Nie jestem informatorem moich czytelników a mój blog nie jest czasopismem.

08/08/2012

Echte Stettiner.

Stettiner czyli Szczecinianin to nie tylko określenie obywatela miasta Szczecin, ale i słowo mające dla Niemców znaczenie przymiotnikowe. Tak z pewnością było przed Wojną, nawet można powiedzieć – przed wieloma wojnami, gdyż funkcjonujące od wieków pojęcie „Stettiner” (gród warowny zwany po łacinie Sedinum, otoczony fosą i posiadający podgrodzie powstał tu na ruinach osady łużyckiej w IX wieku a prawa miejskie otrzymał w 1243 roku) – ma znaczenie grubo wykraczające poza wyżej podane, ma znaczenie przymiotnikowe na które mieszkańcy długo i konsekwentnie sobie „zapracowali”. Jest to znaczenie funkcjonujące na zasadzie określonego stereotypu nie pozbawionego jednak oparcia faktycznego, podobnie jak dla Polaków ze wschodniej części kraju – słowo „ukrainiec” albo i nawet „żyd”, co także mówi nie tylko „kto” ale także i „jaki”.
Podobnie dla Niemców z Zachodu – podwójne znaczenie ma słowo Stettiner. Wywodzi się to z ocen, czy pewnego „stereotypowego obrazu” typowych mieszkańców Stettina – narosłego przez lata, funkcjonującego na terenach Bawarii czy Nadrenii; dotyczyło to oczywiście ówczesnych, rdzennych mieszkańców miasta, Pomorzan, naszych „poprzedników” na tej ziemi...

Stettiner dla Niemców z zachodu i południa to człowiek twardy, zdecydowany, niezależny, czasem wręcz samowolny, krnąbrny, uparty, krewki, nie poddający się tak łatwo ani władzy zwierzchniej, ani nieprzyjaznym siłom przyrody… słowem – człowiek wolny.
Co ciekawe; dla mnie nie są to bynajmniej typowe cechy Niemca…
Dość wspomnieć znane i udokumentowane w aktach nieposłuszeństwo mieszczan szczecińskich, cechu rzeźników oraz kupców – którzy przez czterdzieści dwa lata nie życzyli sobie mostu na Wyspę Grodzką, będącą wówczas naturalnym magazynem żywca (żywności dla miasta) niewymagającym ogrodzenia, pomimo wyraźnego rozkazu Władcy. Książę przez 42 lata nie mógł zrealizować swojej woli zbudowania takiego mostu, gdyż sobie tego szczecińscy kupcy „nie życzyli”; jak przysyłał cieśli – to im „ręcznie” tłumaczono, aby tego nie robili a zrobili to w końcu po 42 latach książęcych zabiegów, jedynie przy całodobowym nadzorze silnie uzbrojonego oddziału książęcego wojska. Innym przykładem mogłoby być wyrzucenie rajcy miejskiego z ratusza przez okno na bruk przez kupców i rzemieślników rozwścieczonych wynikami głosowania…
Myślę, że dla Niemców była to po prostu charakterystyczna cecha tutejszych mieszkańców, wcale zresztą nie oceniana bardzo negatywnie… widocznie sami Niemcy zdawali sobie sprawę z oryginalności i pewnej odmienności cech mieszkańców Stettina, traktując to z pewnym zadziwieniem połączonym być może z pewną dozą zazdrości…

Drogą przemian historycznych i z niewielka „pomocą” – przy powojennym przesunięciu granic rodowici przedwojenni Szczecinianie przenieśli się na zachód, wmieszali się w społeczeństwo, zintegrowali, dlatego te cechy nie występują już tak wyraźnie. A my – współcześni mieszkańcy i gospodarze miasta, także przegonieni na zachód przez „rozpychającego się” wielkiego sąsiada – na szczęście posiadamy cechy niezmiernie podobne do dawnych mieszkańców. Coś z Kargula i Pawlaka ubrane jednak w realia miejskie czy wręcz mieszczańskie…

Nie jest to tylko takie moje prywatne przypuszczenie. Sam byłem bardzo zdziwiony, ale i zaskoczony, gdy kiedyś w Berlinie, w sytuacji zawodowej dość dla mnie niemiłej, wymagającej ode mnie hartu ducha, zdecydowanego i energicznego działania, postawienia własnej osoby na ostatnim miejscu ważności – w ocenie przyglądających się moim heroicznym poczynaniom Niemców – zachowałem się widocznie jakoś na tyle „po męsku”, że… zasłużyłem na koniec na wygłoszony z przekonaniem pod moim adresem epitet: „Echte Stettiner!”.
Może więc właśnie nie tyle "po męsku" co "po szczecińsku"...
Nie mieli chyba nic złego na myśli, ot po prostu – „cechy charakterystyczne”, z kontekstu sytuacji zrozumiałem to jako – „niezły twardziel, widać że ze Szczecina”…
A wówczas ja… urodzony w Szczecinie, ale wywodzący się ze starej katolickiej, ziemiańskiej, polskiej, lubelskiej, zamojskiej, kresowej także częściowo rodziny – poczułem wielką d u m ę.
Dziwne meandry historii…

Wniosek: Jesteśmy tu na właściwym sobie miejscu.

Od tamtego czasu czuję szczególną łączność z poprzednimi pokoleniami, zawsze w listopadowe święto składam kwiaty i zapalam znicz pod pomnikiem „Zmarłych Szczecinian”; pomnikiem który z czasem, w Unii, w Zjednoczonej Europie – pewnego dnia stanie się także i moim…

Tzw. "Stara Kwatera" na Cmentarzu Centralnym w Szczecinie