MOTTO:


Paweł Antoni Baranowski - BLOG
Witam Cię mój szanowny czytelniku i szanowna czytelniczko. Dziękuję Ci za zainteresowanie. Na wstępie jednak wyjaśnijmy to sobie: celem pisania mojego blogu jest - wyrazić to, co ja chcę przekazać i to wyłącznie w taki sposób - w jaki ja chcę to zrobić. To nadaje sens publikowaniu indywidualnych blogów. Mój blog jest dla odwiedzających jak biblioteka publiczna: czytać książki można, jeśli ktoś lubi i chce, ale pisać w tych książkach - nie należy. Nie jestem informatorem moich czytelników a mój blog nie jest czasopismem.

28/03/2014

Protesty obywatelskie w Sejmie: To wielkie niezrozumienie.

Sprawa trwającej w dalszym ciągu na korytarzach sejmowych awantury, lub dla niektórych „protestu” okupacyjnego rodziców i opiekunów dzieci z największym stopniem niepełnosprawności (w tym – od urodzenia) – ma oczywiście wiele aspektów, które trudno byłoby często ze sobą pogodzić. Po prostu – są argumenty i racje obu stron; sprawa nie jest czymś oczywistym, nie jest jednoznaczna. Szczególnie do postawy tychże protestujących mógłbym mieć wiele zastrzeżeń czy uwag krytycznych. Nie chodzi jednak o to, by zalewać „media” histerią i bełkotem, naciąganymi pseudo-argumentami; to robią niektórzy zawodowi pismacy, często na zamówienie polityczne zawodowych pseudo-polityków, pchających się akurat, jak trzoda – do unijnego koryta.

Proponuję spojrzeć na to inaczej, bardziej ogólnie, nie grzęznąc w gąszczu szczegółów, bardzo „wymyślnych” nieraz argumentów stosowanych przez te „protestujące” osoby. Pomijam świadomie bardzo wiele aspektów i sposobów patrzenia na tę sprawę a chodzi mi raczej o to, aby w tej sprawie dostrzec cechy charakterystyczne dla innych podobnych problemów, by szukać powodu, przyczyny problemu a nie tylko myśleć o doraźnej reakcji na skutek.
I potwierdza to zresztą logiką rozszerzania się tego tzw. protestu. Do opiekunów – głównie będących rodzicami – dzieci niepełnosprawnych, wymagających całodobowej opieki, dołączyli teraz opiekunowie niepełnosprawnych dorosłych również będący w podobnej sytuacji. Chodzi tu szczególnie o sytuację w których rodzic lub krewny sprawuje całodobową opiekę nad taką osobą od jego pomocy uzależnioną i z tego powodu nie może wykonywać swojej pracy zawodowej a w konsekwencji – nie może zarabiać i to nie tylko na potrzeby tego kim się opiekuje, ale i na swoje potrzeby. W niektórych przypadkach zapewne możliwe jest, by taka osoba mająca dobry zawód i wysoką pozycję w nim – właśnie pracowała, dobrze zarabiała i opłacała profesjonalną, usługową pomoc dla swojego niepełnosprawnego członka rodziny, ale my zajmujemy się tu jedynie przypadkami, w których to nie jest z różnych powodów możliwe i osobiste sprawowanie tej opieki zamiast pracy zawodowej – jest najlepszym jak również i po prostu najtańszym rozwiązaniem.
W następnej kolejności – i to jak najszybciej – do tego protestu powinny dołączyć osoby pozbawiane pracy ze względu na wiek – czyli piętnowani przez Rząd znakiem „50+”. Jednak nie protesty, nie awantury, nie ulica czy korytarze różnych instytucji są właściwym miejscem załatwienia tego problemu. Właściwym miejscem – są LOKALE WYBORCZE.

Chcę zwrócić tu uwagę, że sprawy te z natury muszą być rozpatrywane indywidualnie, bo i sytuacja w konkretnych sprawach może się od siebie bardzo różnić, a przecież wszelka pomoc państwa dla obywateli musi być i przeważnie jest jakoś kontrolowana, uzależniona od rzeczywistej potrzeby, często związana z koniecznością spełniania określonych kryteriów. Jest tak w Anglii, w Niemczech, w krajach skandynawskich – więc i w Polsce wreszcie powinno tak być. A nie jest. Głównie chodzi o to, że pomoc ta jest zbyt rozdrobniona, świadczona niejako „na odczepnego”, czyli w sposób sformalizowany, biurokratyczny, bez wyczucia i zrozumienia jej sensu i faktycznych potrzeb a przede wszystkim – jest sprowadzona do absurdu w kwestii wysokości; niczego nie załatwia oprócz „poczucia spełnienia obowiązku” u bezdusznych, niczego nie rozumiejących, wyobcowanych z realnego życia urzędników – jak minister pracy i polityki społecznej – Władysław Kosiniak Kamysz – „złote dziecko” swojego środowiska, wyróżniające się głównie zdolnościami aktorskimi.

Problem ma swoją przyczynę we władzy państwowej.
Państwo musi mieć i ma Konstytucję a Konstytucja jest najważniejszym dokumentem potwierdzającym – jaki przyjęto typ organizacji społeczeństwa, na jakich założeniach kardynalnych ma się ta organizacja opierać. Nie używam tu celowo i świadomie „wyświechtanych” przez politykierów etykietek typu „socjalistyczne”, „kapitalistyczne”, „liberalne”, „wyznaniowe” itp. – po prostu dlatego, że w moim przekonaniu te „szufladki” już dawno się zdezaktualizowały; wymagają one nowego zdefiniowania, uwspółcześnienia. To zdefiniowanie powinno wyłonić w zasadzie nowe typy organizacji państwowości, często pośrednie wobec tych tradycyjnych, wybierające z nich różne elementy możliwe do spójnego połączenia i uzupełniające je o jeszcze inne, nowe. Tu teoria, politologia, a co za tym idzie i świadomość ludzi zajmujących się polityką nie nadąża za realiami, za zmianami faktycznie zachodzącymi w tej dziedzinie. Chodzi tu przecież o to, aby one odpowiadały rzeczywistej i współczesnej potrzebie ludzi – bo nie zapominajmy, że państwo jest tworzone generalnie „dla ludzi” a nie przeciw człowiekowi. W sensie demokratycznym – państwo ma spełniać potrzeby najbardziej „obszernej” większości, jak najmniej także ograniczając pozostałych, czyli demokratyczną mniejszość.

Polska ma Konstytucję!
Konstytucja jest ustawą zasadniczą i obowiązuje; obowiązuje wszystkich obywateli.
Przede wszystkim – sprawujących władzę.
Jednocześnie jest ona absurdalnie niedostrzegana przez społeczeństwo i świadomie lekceważona przez władzę. Mówimy tu o „pomocy państwa” ale to trzeba właściwie rozumieć; chodzi o zasadniczy obowiązek państwa a nie o działania które mogą być podejmowane jedynie „z dobrej woli” – choć nie muszą.
W tym przypadku to właśnie Konstytucja ustanawia przedmiotowy obowiązek; chodzi między innymi o Art. 67 ust. 2, który stwierdza, że obywatel – bez własnej woli pozostający bez pracy – ma prawo do odpowiedniego zabezpieczenia społecznego, jeśli nie posiada innych źródeł dochodów. Sytuacja osoby zmuszonej do opiekowania się swoim dzieckiem niepełnosprawnym w takim stopniu, że opieka ta uniemożliwia mu pracę zawodową – wypełnia treść tego przepisu Konstytucji. W innych felietonach (linki podane pod tekstem) dowodziłem, Że słowo „zabezpieczenie” użyte tu zastało nieprzypadkowo, na określenie takich środków materialnych które mają obywatelowi „zabezpieczyć” realizację jego podstawowych potrzeb; chodzi o to, że określenie to określa już do pewnego stopnia skalę wysokości tych środków.

O czymże więc tu dyskutować i po co potrzebne są jakieś jeszcze inne dowody i argumenty? Czy władza ma prawo oraz potrzebę dyskutować z obywatelami o tym – czy ma wykonywać swoje obowiązki konstytucyjne – czy ich nie wykonywać? Przedmiotem sporu jest wysokość świadczenia dla opiekujących się niepełnosprawnym dzieckiem, ale władza przecież doskonale wie jaka byłaby wysokość właściwa, jaka jest realna potrzeba; przecież są to ludzie żyjący w większości w tym samym kraju, kupujący w tych samych sklepach, aptekach; korzystający z tej samej służby zdrowia. Nawet jeśli sami posiadają z racji zajmowania się sprawowaniem władzy dochody kilkadziesiąt razy wyższe, niż przeciętny obywatel – to przecież pozostaje świadomość niezbędności pewnych potrzeb, wiedza o tym ile co kosztuje z potrzeb podstawowych. Jeśli tak – mają oni świadomość kompletnej nierealności kwot stanowiących zasiłki czy renty. Jeśli nie – to co oni tu robią i kto ich upoważnił do zarządzania tym krajem?

Rząd realizuje ustawę budżetową zatwierdzoną przez Sejm i Senat, aprobowaną przez Prezydenta. Może więc pretensje powinny być zgłaszane do wszystkich, nie tylko do Donalda Tuska jako Przewodniczącego Rady Ministrów. Obecna wysokość tego świadczenia jest śmiesznie niska, ale taka została zaplanowana w budżecie państwa i taka jest planowana od dawna – jeśli pominąć mało istotne zmiany, które i tak nie zbliżają wysokości tych świadczeń do realnego poziomu. Władza była i jest przekonana, że to wystarczy, bo spełnia formalny obowiązek; świadczenia są. Podobnie z absurdalną wysokością najniższej emerytury, z absurdalną wysokością renty dla dorosłych osób niepełnosprawnych – inwalidów nie mogących wykonywać żadnej pracy. Podobnie idiotyczna jest kwota tzw. minimum socjalnego. Absurdalne jest ograniczenie dostępności zasiłku dla osób pozbawionych pracy – do 13% bezrobotnych a także i wysokość tego „świadczenia dla wybranych”, która nie odpowiada rozsądnym potrzebom. Państwo nauczyło się udawać, że istnieje i jest realizowane konstytucyjnie gwarantowane wsparcie dla obywateli. Nauczył się udawać działalność i Minister Pracy.
Generalnie – wszystkie świadczenia społeczne są albo całkowicie zbędną pozostałością systemu PRL-u, albo mają jakąś absurdalnie niską w odniesieniu do realiów życia wysokość.

Dokładnie na tym samym polega opisywany już przeze mnie problem wysokości a zwłaszcza dostępności tzw. zasiłku dla bezrobotnych. Stąd moje zdziwienie, że na korytarzu w Sejmie lub na ulicy przed Sejmem jeszcze nie stoi demonstracja bezrobotnych, szczególnie osób pozbawianych prawa do zatrudnienia ze względu na wiek.
Problemy te świadczą o nas, o wyborcach. Zbliżają się kolejne wybory…
Donald Tusk stwierdził, że Polski nie stać na podwyższenie tego świadczenia (zabezpieczenia społecznego) dla opiekujących się osobami niepełnosprawnymi.

To nie jest prawda!

Polskę na to stać, tylko tego po prostu nie zaplanowano w budżecie.
Nie zaplanowano tego natomiast – bo to państwo; państwo Tuska – uznało, że to nie jest potrzebne, nie jest ważne. Ważniejsze dla tego państwa, dla tej władzy było coś innego i na tamte cele zaplanowała ona dość pieniędzy.
Pieniędzy w budżecie nigdy nie ma zbyt wiele, budżet jest zawsze deficytowy, dlatego projektowanie budżetu państwa polega na wyborach – na co dać więcej, na co mniej a na co wcale nie przeznaczać pieniędzy publicznych. A te decyzje mogły być bardzo różne, nie musiały być takie – jakie podjęto, oczywiście – zależnie od tego kto, kierując się jakimi priorytetami będzie ów budżet proponował, a także od siły politycznej mającej większość w Parlamencie. Projektowanie budżetu wiąże się także z dbałością o wpływy do skarbu państwa a ten rząd poświęca temu zbyt mało dbałości, tolerując na przykład ogromną sferę gospodarki nielegalnej – stanowiącej przestępstwo podatkowe i skarbowe; bezkarne masowe uchylanie się od składek ZUS, masowo za to zwalniając różne podmioty z obowiązku podatkowego itp.


To nie jest kwestia naukowych, obiektywnych okoliczności a raczej kwestia przede wszystkim – wyboru. Wyboru warunkowanego ideologicznie.
Nie wyboru; może raczej właśnie – wyborów…
Obywatele mogą wybrać – co jest dla nich ważniejsze, pierwszorzędne, obligatoryjne a co drugo- i trzeciorzędne w hierarchii zaspokajania potrzeb społecznych.
Obywatele muszą wreszcie zrozumieć, że – gdyby rządziła w Polsce inna partia, inna „opcja polityczna” – budżet państwa mimo że nawet mający tę samą wysokość – mógłby być inaczej opracowany, podzielony zgodnie z inną hierarchią ważności potrzeb i wówczas nie byłoby kwestii opieki nad niepełnosprawnym dzieckiem za 153 zł miesięcznie, plus 820 zł dla opiekuna – nie mającego możności pracować zarobkowo z powodu sprawowania opieki, albo 611 zł „renty socjalnej” dla dorosłej osoby niepełnosprawnej… być może także nie byłoby problemu – pozbawionych zatrudnienia oraz jakiegokolwiek zasiłku osób starszych…

Zatem nie – bierność w sprawach wyborów a potem awantury w Sejmie i na ulicach. Raczej maksymalna aktywność podczas wyborów a potem – zdanie się na realizację i demokrację.